Olga Malinkiewicz, Saule Technologies, na tle potężnej eksplozji.
Miała być polskim Elonem Muskiem. Dziś jej firma to zgliszcza, a ona toczy wojnę ze wszystkimi. Fot. Luke Jernejcic / Unsplash / Saule Technologies / Facebook / Montaż: INNPoland.pl

Rewolucyjna technologia Saule Technologies Olgi Malinkiewicz miała zmienić globalną energetykę. Z wielkich planów zostały biznesowe zgliszcza, komornicy i gorsząca awantura o milion złotych ze zbiórki Stanowskiego. Pycha, całkowity brak menedżerskich umiejętności i syndrom oblężonej twierdzy pogrzebały projekt, na którym miliardy zarobią teraz Chińczycy i Amerykanie.

REKLAMA

Ostatnie wybryki Olgi Malinkiewicz prawdopodobnie oznaczają jej koniec w biznesie. Oby nie wpłynęły na jej status naukowy, bo byłoby tego po prostu szkoda. Historia jej i Saule Technologies nadaje się na jakiś serial dramatyczno-biznesowy.

Chciałbym, żeby od początku było jasne, że nie zarzucam Malinkiewicz braku zdolności naukowych. Wymyśliła rzecz prawdopodobnie wspaniałą, ale jej brak zdolności menedżerskich i umiejętności współpracy pogrzebał cały projekt. A to wielka strata nie tylko dla niej, ale i całej Polski.

Jej geniusz naukowy (mam nadzieję, że nie używam zbyt mocnych słów) zderzył się z twardą ścianą biznesowych realiów, brakiem umiejętności menedżerskich i... syndromem oblężonej twierdzy. Malinkiewicz miała być polskim Elonem Muskiem w spódnicy, a perowskity – naszym towarem eksportowym numer jeden.

Dziś Saule to biznesowe zgliszcza, a sama Malinkiewicz jest skłócona niemal z każdym, kto stanął na jej drodze – od dawnych inwestorów, po dziennikarzy, którzy próbowali jej pomóc. Ostatnia kłótnia z Krzysztofem Stanowskim, który wyraźnie chciał dać jej szansę, to gwóźdź do trumny.

Czym są perowskity i dlaczego świat nauki oszalał?

Żeby zrozumieć skalę dramatu, musimy najpierw zrozumieć, jak genialną rzeczą są (i nadal mogą być) perowskity. Tradycyjne panele fotowoltaiczne, te które widzisz na dachach, są robione z krzemu. Są ciężkie, sztywne, grube i wymagają skomplikowanej, drogiej produkcji.

Perowskity to unikalna grupa materiałów o specyficznej strukturze krystalicznej, które potrafią niezwykle efektywnie pochłaniać światło. Wielki przełom Olgi Malinkiewicz z 2014 roku polegał na tym, że jako pierwsza na świecie opracowała metodę "drukowania" perowskitów w niskich temperaturach przy użyciu zwykłego druku atramentowego.

Sam pisałem, że to była rewolucja. Dziś wiem, że mogła nią być. Dlaczego? Bo takie ogniwo fotowoltaiczne można było dosłownie nadrukować na dowolną elastyczną folię, plastik czy materiał. Ogniwa perowskitowe mogą być ultracienkie i półprzezroczyste.

Wyobraź sobie smartfon, którego ekran sam się ładuje od światła w pokoju. Albo wieżowce, których wszystkie szklane fasady produkują prąd. Perowskity działają nawet przy sztucznym oświetleniu – a w pewnym momencie Saule chwaliło się produkcją najnowocześniejszych na świecie ogniw, działających nawet pod wodą.

W świecie nauki to była absolutna petarda. Malinkiewicz zbierała nagrody od Komisji Europejskiej, pisał o niej "Nature", a w Polsce witano ją z honorami należnymi przyszłej laureatce Nagrody Nobla. Skoro krok naukowy, badawczy, został zrobiony, trzeba było się wziąć za komercjalizację. Marzenie o tym, by polskie panele słoneczne wypierały chińskie, wydawało się wreszcie w zasięgu ręki.

Biznesowe losy Saule – wielkie otwarcie, puste faktury

W 2014 roku powstało Saule Technologies. Do genialnej naukowczyni dołączyli biznesowi partnerzy (m.in. Piotr Krych i Artur Kupczunas). Firma dostała gigantyczne dotacje z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) – łącznie kilkadziesiąt milionów złotych publicznych pieniędzy.

W maju 2021 roku we Wrocławiu ruszyła pierwsza na świecie fabryka ogniw perowskitowych. Strzelały korki od szampana, ogłoszono współpracę z gigantami, takimi jak szwedzka Skanska (ogniwa na fasadach budynków) czy sieć Żabka (elektroniczne etykiety cenowe zasilane perowskitami). Do gry wszedł giełdowy potentat zielonej energii – Columbus Energy (Dawid Zieliński), który zainwestował w Saule miliony i stał się głównym udziałowcem. Firma zadebiutowała na giełdzie NewConnect. Co mogło pójść nie tak?

Perowskity okazały się kapryśne

Zaczęło się od problemów z brakiem masowej produkcji. Okazało się, że perowskity są fajne, ale kapryśne. Ulegają degradacji pod wpływem wilgoci, światła i ciepła, czyli dokładnie w takich warunkach, w jakich mają pracować. No i są trudne w produkcji (czytaj: drogie) i mało wydajne. Naukowcy z całego świata ciągle pracują nad sposobami skuteczniejszego ich wykorzystania.

W latach 2022-23 okazało się, że komercjalizacja wynalazku leży, a zysków nie ma. Inwestorzy płaczą nad rozlanym mlekiem, bo w 2025 Saule złożyło wniosek o restrukturyzację / upadłość, fabryka stoi, pieniędzy nie ma. Są za to kłótnie.

Olga Malinkiewicz okazała się klasycznym przykładem naukowca zakochanego w swoim laboratoryjnym dziecku, który nie rozumie, że między "działającym prototypem w laboratorium" a "masową, tanią produkcją przemysłową" jest przepaść. To trochę jak historia genialnego wynalazcy jak ze scenariusza filmu – wielki, doceniony na świecie pomysł, który mimo wszystko nigdy nie podbił rynku.

Wojna ze wszystkimi. Syndrom oblężonej twierdzy i drama ze Stanowskim

Gdy biznes zaczął się sypać, Olga Malinkiewicz nie uderzyła się w pierś. Zamiast tego przyjęła taktykę: "świat nas nie rozumie, polskie piekiełko niszczy innowacje, a inwestorzy to sępy".

Najpierw wybuchła brutalna wojna z Dawidem Zielińskim (szefem Columbus Energy). Malinkiewicz i jej partnerzy oskarżali Columbusa o próbę wrogiego przejęcia technologii i celowe głodzenie finansowe spółki. Zieliński odpowiadał krótko: wpompowałem w was miliony, a wy od lat nie potraficie dostarczyć działającego produktu, który można sprzedać. Spór przeniósł się nawet na parkiet — jeden post Olgi Malinkiewicz zatrząsł kursem Columbus Energy, gdy zasugerowała zatrzymanie Zielińskiego przez służby.

Ostatnia drama z Krzysztofem Stanowskim to absolutne apogeum jej medialnych odpałów. Stanowski (oraz dziennikarze gospodarczy Kanału Zero) przygotowywali duży materiał o polskich startupach i o tym, dlaczego Saule Technologies zbankrutowało mimo przepalenia dziesiątek milionów złotych z kieszeni podatników.

Stanowski początkowo podchodził do tematu z empatią – chciał dać Malinkiewicz platformę, by mogła opowiedzieć swoją wersję wydarzeń i wyjaśnić, jak uratować polski patent przed zagranicznymi funduszami. Chciał nagłośnić sprawę w duchu "ratujmy polską myśl technologiczną".

Co zrobiła Malinkiewicz u Stanowskiego?

Zamiast merytorycznej rozmowy, Malinkiewicz i jej otoczenie odpalili pełną agresję. Dziennikarskie pytania o finanse, brak sprawozdań finansowych, niezapłacone pensje pracowników i niespełnione obietnice technologiczne uznała za... "medialny lincz" i "zlecenie na polską naukę".

Wybuchła potężna kłótnia w mediach społecznościowych. Malinkiewicz zaczęła palić kolejne mosty, oskarżając Stanowskiego o niszczenie jej dorobku życia dla wyświetleń. Stanowski nie pokazał jej dłużny i pokazał twarde dane: Saule to w obecnym stanie po prostu wydmuszka, która żyła z dotacji i PR-u, a robienie z siebie "ofiary mediów" nie przykryje faktu, że firma była fatalnie zarządzana.

Ba, Stanowski zaangażował się w zbiórkę, która miała pomóc firmie przetrwać najgorszy moment i zabezpieczyć unikalne patenty przed przejęciem. Kiedy jednak na koncie pojawiła się konkretna gotówka (milion złotych), szef Kanału Zero zaciągnął hamulec bezpieczeństwa i kategorycznie odmówił przekazania zebranych środków Oldze Malinkiewicz.

Dlaczego? Stanowski wyjaśnił to bez owijania w bawełnę: głębsze prześwietlenie sytuacji spółki wykazało, że wpłacenie tych pieniędzy na konto Saule byłoby jak wrzucenie ich do niszczarki. Firma okazała się finansową czarną dziurą – bez aktualnych sprawozdań, za to z gigantycznymi długami i komorniczymi zajęciami na karku. Przelanie tam środków od ludzi oznaczałoby, że zamiast na rozwój nauki, kasa z automatu zostałaby pożarta przez banki i dawnych wierzycieli.

Reakcja Olgi Malinkiewicz była całkowicie zgodna z jej dotychczasowym profilem: zamiast refleksji, w sieci pojawiły się oskarżenia o manipulację, perfidię i celowe niszczenie jej dobrego imienia. Ta farsa ostatecznie pokazała, że w Saule nie ma już czego ratować – zbiórka, która miała być narodowym zrywem w obronie polskiej innowacji, stała się gwoździem do trumny jej biznesowej wiarygodności.

Geniusz zamknięty w bańce własnego sukcesu

Olga Malinkiewicz nie jest oszustką – ona naprawdę stworzyła coś przełomowego w laboratorium. Jej wina leży w pysze i biznesowej ślepocie. Dała się zamknąć w bańce własnego sukcesu z 2014 roku, otoczyła się ludźmi, którzy zamiast twardego zarządzania uprawiali "perowskitowy kult", a każdego, kto pytał o wyniki finansowe, uznawała za wroga.

Cała ta historia rozegrała się też przy okazji w kontrowersyjny sposób, bo dotyczyła jednej z najbardziej rozpoznawalnych w ostatnich latach przedstawicielek polskiego świata biznesu i nauki, w którym kobiety wciąż muszą walczyć o miejsce przy stole. Tym bardziej szkoda, że tak obiecujący start zakończył się publiczną wojną.

Dziś perowskity rozwijają Chińczycy i Amerykanie – i to oni zarobią na tym miliardy na całym świecie. My zostajemy z historią o kolejnej "zmarnowanej polskiej szansie", długami i naukowczynią, która na X wymienia się zjadliwymi wpisami z dziennikarzami sportowo-publicystycznymi.