
Przeciwnicy zielonej energii zazgrzytają zębami, a reszta pokiwa głową: naukowcy usiedli i zbadali, że długotrwałe sąsiedztwo turbin wiatrowych nie ma negatywnego wpływu na zdrowie. Amerykańskie badanie objęło ponad 120 tys. gospodarstw domowych ma przestrzeni 10 lat, rozwiewając liczne mity i miejskie legendy dookoła wiatraków.
Najnowsze, niezwykle rygorystyczne badanie naukowców z University of Pittsburgh, opublikowane na łamach prestiżowego "Proceedings of the National Academy of Sciences" (PNAS) tworzy duży argument przeciw spekulacjom o negatywnym wpływie turbin wiatrowych na zdrowie. Zobaczmy argumenty i proces badawczy.
Wpływ wiatraków na zdrowie
Na pewno o tym słyszeliście: doniesienia, że podobno turbiny mogłyby zwiększać ryzyko różnego rodzaju problemów zdrowotnych – od zaburzeń snu aż po samobójstwa. Mogą też zabijać ptaki i płoszyć zwierzęta etc. Konserwatywne media i sprzyjające im konta na socjalkach powielają te argumenty za każdym razem, gdy powraca dyskusja o stawianiu nowych wiatraków. Ostatnio widzieliśmy to przy okazji dyskusji o zmniejszeniu odległości zabudowań od turbin, co było pierwszym weto prezydenta Karola Nawrockiego.
Badacze pod wodzą prof. Osea Giuntelli nie opierali się na subiektywnych ankietach. Przeanalizowali oni twarde dane z ponad 120 tysięcy gospodarstw domowych z lat 2011-2013, zestawiając lokalizację turbin z rejestrami zakupów konsumenckich (w tym leków) oraz wskaźnikami zdrowotnymi przed i po instalacji masztów. Innymi słowy, czy jest zbieżność pomiędzy obecnością turbin, a pogorszeniem zdrowia mieszkańców.
Analiza wykazała, że przy typowych odległościach od turbin ich obecność nie miała dających się wykryć nawet negatywnych skutków na zdrowie. Nie bardziej niż normalne natężenie hałasu dookoła.
"Choć obawy dotyczące turbin wiatrowych często przyciągają uwagę, dowody nie wskazują na istotny wpływ na zdrowie przy typowych poziomach narażenia, zwłaszcza w porównaniu z wyraźnymi i poważnymi szkodami powodowanymi przez zanieczyszczenia pochodzące ze spalania paliw kopalnych" – przekazuje w publikacji autor badania, prof. Osea Giuntella z University of Pittsburgh.
Zobacz także
Opór społeczny przeciw wiatrakom
Jedną z największych barier w rozwoju lądowej energetyki wiatrowej nie są dziś finanse ani technologia, lecz opór społeczny. Strategia typu NIMBY (Not In My Back Yard – "nie na moim podwórku") często karmiła się lękiem przed negatywnym wpływem turbin na zdrowie człowieka.
Pod lupę wzięto szerokie spektrum dolegliwości: chroniczne bóle głowy, lęki, depresję oraz realne spożycie środków nasennych i przeciwbólowych. Choć naukowcy uczciwie przyznają, że nie da się całkowicie wykluczyć drobnych uciążliwości, takich jak słyszalny szum, to narracja o destrukcyjnym wpływie wiatraków na ludzki organizm może dzięki tej pracy w końcu kiedyś wyląduje na półce z mitami.
Tymczasem objawy jak depresja i przemęczenie są charakterystyczne dla ludzi żyjących np. w mieszkaniach przy trasach szybkiego ruchu, itd. gdzie mieszkańcy narażeni są na ciągły i nieregularny hałas. Turbiny są dużo cichsze. Możemy spotkać się także z przekazami straszącymi wpływem wibracji wiatraka na ciało, ale znów: te są mniejsze niż sąsiedztwo wiaduktu kolejowego.
Praca naukowców jest jednak tylko jednym głosem w kakofonii, jaką jest spór o blokowanie energetyki wiatrowej. W tle toczą się losy utrzymywania energetyki konwencjonalnej, a w Polsce – licznych kopalni węgla. To właśnie tu rozgrywa się kluczowa stawka. Z jednej strony postępuje zamykanie elektrowni Bełchatów, największego emitenta CO2 w Unii, z drugiej – ruszyła budowa pierwszej elektrowni atomowej w Polsce, budujemy wielkie farmy wiatrowe na Bałtyku i międzynarodowi inwestorzy chcą stawiać u nas turbiny na lądzie.
Niezależnie od argumentów naukowców, przeciwnicy zielonej energii łatwo kursu nie zmienią, a ich wyjaśnienia i straszaki łatwo przemawiają do masowej wyobraźni. Zresztą Polacy pokazują już, że potrafią ruszać z bojkotem w imię własnego komfortu – dowodem tego była afera o Tor Poznań, ginący przez "zaskoczonych" natężeniem hałasu w jego sąsiedztwie. Może dzięki solidnym dopłatom ci, którzy na swoim terenie postawią turbinę, pretensji mieć nie będą, ale tego samego nie mogą gwarantować ich sąsiedzi.
Źródło: PNAS.
