
Na tle awantury o hałas na Torze Poznań czy na polskiej wsi może dziwić, że mieszkania położone na zbiegu dwóch szerokich tras albo tuż przy torach kolejowych sprzedają się jak świeże bułeczki. Takie budynki powstają w Warszawie i są już setki chętnych do kupienia mieszkania. Eksperci pukają się w czoło.
Widok na panoramę miasta przy porannej kawie? To reklama dewelopera stawiającego Mocha Tower przy zbiegu Trasy Siekierkowskiej i ul. Ostrobramskiej w Warszawie. Konstrukcja znalazła się w ogniu krytyki portalu architektonicznego.
Polska buduje, gdzie chce
Krytykujący Mocha Tower Przemysław Zańko-Gulczyński z Murator Plus całkiem słusznie zauważa, że takie mieszkania się sprzedają i w zasadzie, są nawet gorsze miejsca do życia. Za to pojawia się pytanie, czy za kilka lat (budowa ma się zakończyć w 2028 roku) nie zaczną spływać skargi na ruch uliczny i hałas.
Ograniczenie prędkości odcinka trasy, bo mieszkańcy zalewają urzędy papierkami? Teraz we wszystko można uwierzyć. Znam to miejsce, przy którym powstaje konstrukcja. Ekrany dźwiękoszczelne z pewnością nie wystarczą, aby zapewnić komfortowe picie kawusi. Trzęsące się okna gwarantowane. Za to będzie niezły widok na zajezdnię autobusów, jeśli ktoś lubi takie klimaty. Warto też przypomnieć, że ich flota ruszająca codziennie do akcji, również nie jest cicha. A na Wilanowie ludzie już skarżyli się na skrzypiące tramwaje podczas jazdy.
Autor krytyki trafnie punktuje dwa problemy: jeden to niskie ceny za mieszkania w takich miejscach. W Mocha Tower są od 13,2 tys. zł za metr, co jak na okolicę jest konkurencyjną ceną. A drugi to brak planu miejscowego, przez co tego typu zabudowy, czy osiedla w szczerym polu, powstają w Polsce bezkarnie. W Polsce nie ma odgórnie narzuconych standardów urbanistycznych. Inny przykład z Warszawy? Organizacja Miasto Jest Nasze wskazała na inwestycje na Białołęce, idealnie między drogą ekspresową a torami kolejowymi.
Z tym że ludzie bronią wyboru takiego lokum. Nawet patodeweloperskie mikrokawalerki znajdą chętnych. Pada argument "no zmusza ktoś kogoś do zakupu takiego mieszkania?!" Można odpowiedzieć, że trochę tak: robią to realia rynku mieszkań i pracy.
Niestety smutna rzeczywistość jest taka, że w pewnych sytuacjach życiowych nie mamy wyjścia, jeśli tylko w takich miejscach znajdziemy własne mieszkanie w cenie poniżej bardzo wysokiej średniej. Gdybym teraz potrzebował na cito mieszkania, Mocha Tower byłoby całkiem atrakcyjnym wyborem. Tylko jakbym miał tam mieszkać, raczej brałbym pod uwagę wieczne towarzystwo odgłosów z dwóch ruchliwych tras. Podejrzewam tylko, że znalazłbym się w mniejszości głosów, patrząc na historie z ostatnich dni.
Zobacz także
Mieszkańcy skarżą się na hałas, zapachy, wodę…
Tor Poznań został tymczasowo zamknięty z powodu skarg na hałas. Ludzie wprowadzający się na wieś narzekają na pracujące traktory i zapach trzody, co stało się plagą do tego stopnia, że rząd rozważa nowe obowiązki u notariusza.
To mniej więcej tak jakby wprowadzać się tuż koło torów kolejowych i dziwić się, że pociągi jeżdżą. A jednak ludziom opada kopara. Zjawisko nie jest niestety nowe. Konrad Bagiński w swoim felietonie przytacza przykład z 2006 roku – wojskowego lotniska Krzesiny: wybuchła afera, bo mieszkańcom otaczających lotnisko osiedli zaczęły przeszkadzać lądujące polskie F-16.
Ze swoich doświadczeń mogę wypowiadać się tylko o Warszawie, a konkretnie dzielnicy Wawer. Teren zalewowy, co wpływa pozytywnie na ceny mieszkań, ale negatywnie na reakcje ludzi, kiedy zdarza się, że parter im pływa. Bo osiedle postawiono np. przy eleganckich stawach, które przestają być takie ładne, gdy wybija z nich woda. Z jakiegoś powodu miejscowi unikali stawiania tam domów od dekad... Ostatnio wprawdzie mamy suszę, ale to kwestia czasu, nim pewne historie się powtórzą.
Nie mówiąc o skargach na obecność dzików czy innych zwierząt, gdy dookoła mamy dość zielono i rzut beretem do dowolnego lasu. Spotkałem się nawet z reakcjami i próbami składania skarg na sąsiadów, bo dziki za głośno kwiczą pod płotem. I już wytykanie sobie palcem, kto i ile dokarmia. Ale te kudłate czworonogi to już zapalny problem, z którym zmaga się teraz cała stolica.
