
Kontrolerka w Szczecinie przeprowadziła akcję w sposób, któremu łatwo można przykleić etykietę "wredny" i dziabnęła mandat za wydanie wody. W sieci wrze od oburzenia, ale są również głosy z drugiej strony, zarzucaące pierogarni ze Szczecina zrobienie sobie dużej reklamy. Bo fakt, że zasięgi afery rosną.
Pierogarnia Ciasto i Farsz (Filipinka) przeniosła lokal i wznowiła działalność 29 czerwca 2026 roku. W trzy dni po otwarciu w nowej lokalizacji okazało się, że spragniona klientka w upalny dzień wcale nie liczyła na odrobinę orzeźwienia, tylko była na kontroli z Urzędu Skarbowego.
Mandat może nie był tak wysoki, jak wtedy gdy tajniacy fiskusa zamówili pizzę z krewetkami, ale 500 zł za sprzedaż wody w upalny dzień wydaje się bardzo nieprzyjemnym zagraniem. Lokal robi z siebie ofiarę, ale nie brakuje zarzutów, że niesłusznie.
Kontrola w Ciasto i Farsz (Filipinka)
"Kilka minut przed godziną 11:00, czyli jeszcze przed otwarciem lokalu, pojawiła się u nas pani, która poprosiła o butelkę wody. Lokal był jeszcze nieczynny, kasa fiskalna nie była jeszcze uruchomiona, a my, ucząc się dopiero rytmu nowego miejsca i chcąc po prostu być uprzejmi, postanowiliśmy tę wodę sprzedać. Po chwili okazało się, że była to kontrola z Urzędu Skarbowego. Efekt, mandat w wysokości 500 zł. Nie ukrywamy, że jest nam zwyczajnie przykro" – czytamy na mediach społecznościowych pierogarni.
Pracownicy opisują, że mandat wpadł za zwykły ludzki gest dobrej woli. Do otwarcia było kilka minut, z nieba lał się ogień, mieli odmówić? Pewnie wiele osób by postąpiło podobnie.
Wpis budzi emocje i ciężko się dziwić. "Chamska prowokacja" to najlżejsze, co ciśnie się na usta, bo akcja wygląda jak kanar wlepiający mandat osobie, stojącej w kolejce do automatu z biletami. Zwłaszcza, że grzywna, w szerokim ujęciu krajowej dziury budżetowej, jest śmieszna.
Można jednak nabrać pewnych podejrzeń, że wpis poszkodowanego lokalu w trzy dniu zaraz po otwarciu ma trochę inny cel – a krytycy zwracają uwagę, że ta garmażerka oferuje przecież sprzedaż przed godziną 11:00 i mandat obracają w reklamę.
Czy fiskus miał rację?
Sprawę podchwyciły media i mamy aferę krewetkową 2.0. W przypadku zamieszania wokół pizzy z krewetkami za 2500 zł chodziło o podatkowy absurd, gdzie odrobina owoców morza na daniu podnosi stawkę podatkową z 8 proc. na 23 proc. tylko jednocześnie ciężko uwierzyć, że restaurator mógł o tym nie wiedzieć.
Ze Szczecina mamy krążące zdjęcia z informacją z pierogarnii, że "codziennie przed otwarciem, możliwość zakupu pierogów z oferty garmażeryjnej – na zimno". Czyli wychodzi na to, że jakaś kasa fiskalna powinna być uruchomiona. Bo jeśli nie, to rzeczywiście jest problem. Na co zwróciła uwagę Agnieszka Jagodzińska, działaczka związkowa z Krajowej Administracji Skarbowej.
"Podatnik, kosztem KAS oraz pracujących w niej funkcjonariuszy i pracowników, uzyskał bezpłatną reklamę swojego lokalu. Doszło w ten sposób do deprecjonowania oraz naruszenia dobrego imienia Krajowej Administracji Skarbowej" – czytamy w jej wpisie.
Zobacz także
Zapytaliśmy o sprawę Urząd Skarbowy
Tak zwane nabycia sprawdzające to standardowa taktyka KAS, zapisana w ustawie. Niektóre bywają faktycznie wredne, wręcz złośliwe i poszkodowani mają prawo robić odwołania i walczyć w sądach. Tak samo przedsiębiorcy potrafią zwyczajnie rżnąć Polskę na podatkach, a potem marudzić na konsekwencje.
Wysłaliśmy zapytanie o komentarz w sprawie mandatu dla Ciasto i Farsz do Urzędu Skarbowego w Szczecinie. Rzecznik prasowy Izby Administracyjno Skarbowej nie mógł nam powiedzieć nic o akcji "ponieważ objęte są tajemnicą skarbową w rozumieniu ustawy Ordynacja podatkowa". Na dalsze pytania nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Nieco niepokojące jest, że tak ciężko potwierdzić u źródła, czy w ogóle dana sytuacja miała miejsce i jakie jest oficjalne stanowisko US. Afera krewetkowa i obecna sytuacja pokazują, jak przez sieć najpierw przetacza się fala emocji, sięgając do osób o dużo większych wpływach i zasięgach, nim fakty zostaną naprostowane i wyciągnięty arsenał konsekwencji prawnych.
Tak odruchowo nienawidzimy skarbówki, że górę bierze podejście pt. "święty mały przedsiębiorca i zły fiskus".
Czy skarbówka powinna zrezygnować z prowokacji, czyli tzw. nabyć sprawdzających?
2 odpowiedzi






