
Planowane przez Sony porzucenie płyt do gier na PlayStation do 2028 roku wywołało prawdziwą furię wśród graczy. Tymczasem polska platforma GOG przypomina, jak powinno wyglądać prawdziwe prawo własności w cyfrowym świecie.
Ogłoszeniem z 1 lipca 2026 roku Sony postanowiło napisać historię – niestety, niezbyt chwalebną. Decyzja o całkowitym pożegnaniu fizycznych nośników gier do 2028 roku zjednoczyła przeciwko japońskiemu gigantowi niemal całą branżę. W tej burzliwej dyskusji mocny głos zabrał polski dystrybutor GOG, natychmiast zyskując ogromny poklask.
O co chodzi z wycofaniem fizycznych gier przez Sony?
Decyzja o wycofaniu fizycznych gier na PlayStation oznacza, że gracze zostaną skazani wyłącznie na zakupy cyfrowe. Te z kolei de facto oznaczają jedynie zakup czasowej licencji. Korporacja może w każdej chwili, z powodu zwykłego kaprysu lub kwestii prawnych (jak choćby wygaśnięcie praw autorskich do utworu muzycznego użytego w grze), bezpowrotnie wycofać produkcję z biblioteki użytkownika. Sony zrobiło tak niedawno z wieloma filmami i nie był to pierwszy raz, gdy robiło ogromne czystki na PlayStation.
Kupionej w ten sposób gry nie można nikomu pożyczyć, odsprzedać ani stworzyć jej kopii zapasowej. Co więcej, decyzja Sony budzi poważne obawy o monopol. Gdy dystrybucja zostanie ograniczona wyłącznie do oficjalnego PS Store, gracze zostaną skazani na dyktat cenowy – a w sklepie Sony już wcześniej wykrywano dowody na manipulowanie cenami, za co próbowano korporację postawić przed sądem.
Zobacz także
GOG wchodzi cały na biało-czerwono
W tym miejscu pojawia się GOG. Polska platforma cyfrowa, do 2025 r. należąca do grupy CD Projekt a teraz w rękach Michała Kicińskiego, od lat promuje zasadę DRM-free. Oznacza to, że sprzedawane tam gry są całkowicie pozbawione uciążliwych zabezpieczeń wymagających stałego podłączenia do sieci.
Co więcej, zakupione tam produkcje możemy bez przeszkód nagrać na własne, fizyczne nośniki. Łączy to wygodę cyfrowych zakupów z pewnością, że nasza kolekcja nagle nie zniknie.
"Zgraj sobie instalkę offline na dowolną z gier na GOG, zapisz ją na dysk i jest twoja na zawsze. Nie potrzebujesz zgody sklepu, aby grać w to, co kupujesz" – czytamy wpis GOG na platformie X. Krótki wpis ten błyskawicznie stał się hitem sieci; w chwili pisania tego artykułu zdobył już prawie 3 miliony wyświetleń i ponad 87 tysięcy polubień.
Gracze i sklepy przeciw Sony
Wielu konsumentów poczuło się tak, jakby Sony wymierzyło im siarczysty policzek, lub wręcz napluło im w twarz, i nie zamierzają pozostawać dłużni. Decyzja Japończyków wywołała lawinę kpin.
W sieci szybko narodził się trend, w którym znane marki żartowały z absurdalnych ograniczeń (np. zapowiadając, że pizza będzie od teraz dostarczana "wyłącznie cyfrowo"). Rozżaleni fani publikowali również zdjęcia swoich fizycznych kolekcji ułożonych w dosadny napis "piep**** Sony".
Warto pamiętać, że dla mniejszych i większych punktów sprzedaży fizyczne wydania gier to kwestia rynkowego "być albo nie być". Wiele z nich już teraz zapowiada bojkot nowej polityki Japończyków. Gracze manifestują również swoje przywiązanie do fizycznych nośników, tworząc własne wydania dla cyfrowych tytułów – włącznie z samodzielnym drukowaniem pudełkowych okładek.
"Widziałem wiele osób, które tak zaczęły budować kolekcję" – pisze na Facebooku Wulgarny Gracz, znana internetowa persona ze wsi Grzymalin.
Takie budowanie biblioteki umożliwia właśnie polska platforma GOG. Nasi udowadniają, że nowoczesna dystrybucja cyfrowa może iść w parze z szacunkiem do konsumenta i jego naturalnym prawem do posiadania zakupionego towaru.
Czy kupujesz fizyczne wydania gier?
0 odpowiedzi






