mężczyzna zaglądający do samochodu
Kontroler z poczty sfotografuje ci radio w aucie? Ludzie, nie wierzcie w te kocopoły Fot. JacZia / Shutterstock / Montaż: InnPoland.pl

Przeglądam nagłówki straszące kierowców gigantycznymi karami za brak abonamentu RTV w samochodzie i dziwię się, że ktoś w ogóle bierze te rewelacje na poważnie. Autorzy takich straszaków powinni puknąć się w głowę i przypomnieć o absolutnych podstawach ustawy: odbiornik musi być sprawny i gotowy do natychmiastowego odbioru. A tego żaden człowiek z aparatem nie sprawdzi, patrząc na zaparkowane, wyłączone auto pod supermarketem.

REKLAMA

Kiedy czytam w sieci najnowsze, mrożące krew w żyłach doniesienia, że pracownicy Poczty Polskiej chodzą po parkingach i robią zdjęcia radiom w naszych samochodach przez szyby, łapię się za głowę. To kolejny odgrzewany kotlet i kompletna bujda na resorach. Czas raz na zawsze wyjaśnić, dlaczego fotka wyłączonej deski rozdzielczej jest z punktu widzenia prawa absolutnie bezwartościowa i żaden kontroler nie zabierze wam przez nią pensji.

Zdjęcia radia przez szybę na parkingu? Obalamy wielką bujdę o kontrolach RTV

W sieci po raz kolejny wystrzeliła fala nagłówków, od których kierowcom ma skoczyć ciśnienie. W doniesieniach straszy się nas nowym, podobno niezwykle podstępnym sposobem kontrolerów Poczty Polskiej: mają oni rzekomo krążyć po parkingach pod supermarketami czy osiedlami, robić zdjęcia radioodbiorników przez szyby samochodów, spisywać numery rejestracyjne, a potem dosyłać gigantyczne kary i nasyłać komornika.

No i w ogóle ma to być jakaś zorganizowana, masowa akcja. Pewien popularny serwis internetowy pisze, że ponoć wystarczy zdjęcie radioodbiornika zrobione przez szybę. Chwilę później autor artykułu twierdzi, że "fotografia, wraz z widocznym numerem rejestracyjnym, stanowi oficjalny dowód w sprawie".

Coś wam nie pasuje? Słusznie, bo to kompletna bzdura. Koledze po fachu proponuję, by wziął aparat i spróbował zrobić zdjęcie radia w samochodzie w taki sposób, by jednocześnie było na nim widać numer rejestracyjny...

Powiem krótko i po żołniersku: to kompletna, wielokrotnie rozkładana na czynniki pierwsze bajka. W tej sensacyjnej teorii nie zgadza się absolutnie nic – od podstawowych przepisów prawa, przez kwestie techniczne, aż po realne możliwości kadrowe Poczty Polskiej. Takie sensacyjne "poradniki" pojawiają się cyklicznie – sam ostrzegałem, że 819 zł kary za telewizor to straszak, bo abonament RTV jest martwy.

Wyjaśnijmy spokojnie i punkt po punkcie, dlaczego żaden "tajny fotograf z poczty" nie wlepi wam kary za zaparkowane auto.

Prawny i techniczny absurd. Zdjęcie nie jest żadnym dowodem

Załóżmy na chwilę, że jakiś nadgorliwy człowiek faktycznie podchodzi do waszego auta i robi zdjęcie deski rozdzielczej przez szybę. Co widać na takim zdjęciu? Kawałek plastiku, ekranik, może parę przycisków.

Tymczasem ustawa o opłatach abonamentowych wyraźnie definiuje, czym jest odbiornik radiowy podlegający rejestracji. Jest to urządzenie dostosowane do natychmiastowego odbioru programu. Czy zdjęcie zrobione przez szybę zaparkowanego, wyłączonego samochodu dowodzi, że radio w ogóle działa, że podłączona jest do niego sprawna antena albo że urządzenie posiada w środku niezbędne moduły elektroniczne, a nie jest tylko plastikiem lub uszkodzoną nawigacją?

Odpowiedź brzmi: nie. Żaden sąd, żaden urzędnik skarbówki ani żadne Samorządowe Kolegium Odwoławcze nie uzna milczącej fotografii wyłączonego sprzętu za dowód na to, że w aucie znajduje się sprawny, działający odbiornik radiowy. Bez fizycznego włączenia radia i udowodnienia, że gra w nim stacja radiowa, "dowód" w postaci zdjęcia jest wart dokładnie tyle, co papier, na którym go wydrukowano. A nawet mniej.

Warto zresztą wiedzieć, że kontrolerzy sprawdzą, czy płacisz abonament, ale są błędy, których lepiej nie robić – i żaden z nich nie polega na fotografowaniu aut przez szybę.

Garstka kontrolerów na 38-milionowy kraj

Kolejny mit to wizja "armii kontrolerów" przeczesujących tysiące parkingów w całej Polsce. Zderzenie tej bajki z rzeczywistością jest wyjątkowo bolesne.

Poczta Polska zatrudnia na cały kraj zaledwie kilkudziesięciu kontrolerów. To nie jest pomyłka – mówimy o kilkudziesięciu osobach na ponad 38 milionów mieszkańców i dziesiątki milionów zarejestrowanych aut.

Co więcej, z informacji o naborach do tej pracy jasno wynika, że pracują oni w klasycznych godzinach urzędowych (najczęściej od 7:00 do 15:00 w dni powszednie). Poczta sama zresztą przyznaje, że ten skromny personel skupia się niemal wyłącznie na firmach i instytucjach – odwiedzają biura, zakłady fryzjerskie, lokale gastronomiczne czy warsztaty, bo tam najłatwiej przeprowadzić formalną kontrolę w godzinach pracy.

Jak potwierdza naTemat, w tych godzinach możemy spodziewać się kontroli abonamentu RTV, bo Poczta Polska sama to ujawniła. Bieganie po parkingach i robienie zdjęć osiedlowym autom to wymysł internetowej wyobraźni.

Kto tak naprawdę płaci kary? Uwaga na prawdziwą pułapkę

Skoro kontrolerzy nie chodzą po parkingach, to dlaczego w mediach co jakiś czas pojawiają się historie ludzi, którym skarbówka zajęła emeryturę albo pensję za brak abonamentu?

To największa i najsmutniejsza pułapka tego systemu. Poczta Polska nie musi biegać z aparatem po parkingach, bo ma własną bazę danych. Ofiarami egzekucji stają się niemal wyłącznie osoby, które lata temu (np. dekadę lub dwie temu) posłusznie zarejestrowały odbiornik na poczcie, następnie przestały płacić (np. myśląc, że zmiana auta, przeprowadzka czy osiągnięcie pewnego wieku automatycznie kasuje obowiązek), ale nigdy formalnie odbiornika nie wyrejestrowały.

W takiej sytuacji Poczta nie wysyła nasłanych kontrolerów z aparatami. Po prostu sprawdza w systemie, że pan Jan lub pani Anna złożyli deklarację w 2005 roku i od kilku lat nie płacą. Wystawia tytuł wykonawczy, wysyła pismo do Urzędu Skarbowego, a skarbówka automatycznie zajmuje środki na koncie.

System ściga więc nie tych, którzy go całkowicie ignorują, ale tych, którzy kiedyś w nim zaistnieli. Właśnie w ten sposób skarbówka nie ma litości i zabiera z pensji oraz emerytury za zaległy abonament RTV. Jeśli kupiłeś auto i nigdy nie rejestrowałeś w nim radia na Poczcie Polskiej, w systemie nie pulsuje żaden alert.

System jest trupem, nie dajmy się straszyć!

Abonament RTV w obecnej formie to ustawowy trup. Z oficjalnych danych wynika, że płaci go zaledwie około 700 tysięcy ludzi. Jednocześnie ponad 11 milionów opłaca kablówki i satelity, a nowych telewizorów sprzedaje się ok. 4 milionów rocznie.

To prawo jest martwe, dziurawe i nieefektywne. Politycy od lat obiecują zastąpienie go prostą opłatą audiowizualną dopisaną do PIT-u. Jeśli więc cieszysz się z likwidacji abonamentu RTV, musisz pamiętać, że teraz nie umkniesz przed nową opłatą, którą od 2027 roku ma pobierać fiskus przy rozliczeniu podatku. Dopóki to się nie stanie, w sieci co kilka miesięcy będą pojawiać się straszaki o "nowych, bezwzględnych kontrolach".

Nie dajmy się złapać na ten klikbajtowy haczyk. Żaden agent Poczty Polskiej nie chodzi pod twoim blokiem z aparatem fotograficznym, a wyłączone radio za szybą auta nie jest powodem do komorniczego zajęcia pensji. Odetchnijmy spokojnie i nie powielajmy tych osiedlowych mitów.