
7000 chętnych, zaledwie 364 przyjętych i ponad połowa nieobsadzonych etatów. System rekrutacji do Państwowej Straży Pożarnej zderzył się ze ścianą. Resort spraw wewnętrznych uznał, że czas na radykalny ruch i obniżenie kryteriów sprawnościowych, bo inaczej strażaków po prostu zabraknie.
Choć chętnych do noszenia munduru strażaka nie brakuje, to rygorystyczne testy sprawnościowe ostatnio wycinały w pień nawet 95 proc. kandydatów. To problem, tym bardziej, że współczesna straż pożarna to już od dawna nie tylko gaszenie pożarów i bieganie z drabiną, ale zaawansowana analityka chemiczna, ochrona ludności i wsparcie psychologiczne.
Tymczasem do tej pory każdego kandydata mierzono tą samą, wyśrubowaną miarą. Projekt nowego rozporządzenia MSWiA ma uchylić drzwi dla specjalistów, których w jednostkach brakuje najbardziej.
Rekrutacyjny zator. Ponad 7 tysięcy chętnych, 364 przyjętych
Statystyki z ostatnich naborów do Państwowej Straży Pożarnej (PSP) brzmią jak gotowy przepis na paraliż instytucjonalny. Od początku zeszłego roku straż pożarna ogłosiła nabory na 755 stanowisk. Zgłosiło się ponad 7 tysięcy chętnych – wydawałoby się więc, że dowódcy będą mogli wybierać spośród dziesiątek kandydatów na jedno miejsce.
Tak się jednak nie stało. Służbę rozpoczęły zaledwie 364 osoby. Ponad połowa etatów pozostała pusta, a tysiące odprawionych z kwitkiem kandydatów poległo nie na testach wiedzy czy badaniach lekarskich, lecz na wyśrubowanych sprawdzianach sprawności fizycznej. To problem znany całemu sektorowi mundurowemu – wystarczy przypomnieć, że braki kadrowe w policji sięgają ponad 15 tys. wakatów, a w dużych miastach zieją pustki.
To właśnie ten rekrutacyjny zator postanowiło rozbić Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak wynika z ustaleń dziennikarza RMF FM Krzysztofa Zasady, w resorcie powstał projekt rozporządzenia, który wyraźnie obniża poprzeczkę dla przyszłych strażaków.
Zobacz także
Nowe progi punktowe. O ile łatwiej będzie zdać?
Projekt nowelizacji rozporządzenia wprowadza ulgi punktowe podczas ogólnego testu sprawności fizycznej. Dla mężczyzn limit do zaliczenia testu spada z 50 do 45 punktów, a dla kobiet wymagana liczba punktów maleje z 46 do 41 punktów. Przewidziano też wariant ratunkowy: jeśli podczas danej rekrutacji liczba osób, które zdały test, okaże się mniejsza niż liczba wolnych etatów, limit (bez względu na płeć) zostanie obniżony do 38 punktów (dotychczas było to 41 punktów).
Ta zmiana to nie tylko ukłon w stronę kandydatów o słabszej kondycji, ale przede wszystkim systemowa próba uratowania jednostek przed narastającym problemem wakatów. Podobne dylematy pojawiały się przy okazji analizy, jak wygląda przegląd płac w służbach 2026 i gdzie mundurowy zarobi najlepiej – bo w walce o rekruta liczą się dziś nie tylko pieniądze, ale i realistyczne wymagania na starcie.
Jak obecnie wygląda egzamin na strażaka?
Aby zrozumieć, dlaczego aż 95 proc. kandydatów odpadało w przedbiegach, warto przyjrzeć się, z czym do tej pory musiał zmierzyć się każdy, kto marzył o piaskowym mundurze.
Rekrutacja do Państwowej Straży Pożarnej składa się z kilku etapów. Po weryfikacji dokumentów kandydat trafia na tor przeszkód i testy sprawnościowe. Obejmują one m.in. podciąganie na drążku (lub uginanie ramion na poręczach) jako test bezwzględnej siły górnej partii ciała, bieg po kopercie (lub bieg na 50 m i 1000 m) sprawdzający zwrotność, dynamikę i szybkość oraz próbę wydolnościową (tzw. beep test lub indeks Lastera). To morderczy sprawdzian wydolności krążeniowo-oddechowej polegający na bieganiu między znacznikami w coraz szybszym tempie nadawanym przez sygnał dźwiękowy.
Do tego dochodzi sprawdzian lęku wysokości (wejście na drabinę mechaniczną ustawioną pod kątem 75 stopni na wysokość 20 metrów i wykonanie określonych ćwiczeń) oraz sprawdzian pływacki (przepłynięcie dystansu 50 metrów stylem dowolnym w określonym czasie).
To nie wszystko. Trzeba też zaliczyć test wiedzy, przejść rozmowę kwalifikacyjną oraz bardzo szczegółowe badania przed Komisją Lekarską MSWiA, która weryfikuje wzrok, słuch, układ krążenia i kręgosłup. Przy tak wysoko postawionej poprzeczce wydaje się, że wymagania fizyczne i psychiczne bywają nieproporcjonalne do pensji strażaka na start.
Po co straży pożarnej chemik i psycholog?
Skąd w ogóle pomysł na obniżenie liczby punktów potrzebnych do zdania egzaminu? Wynika to ze zmiany charakteru samej formacji. Współczesny strażak to w coraz mniejszym stopniu "topornik" wyważający drzwi, a w coraz większym wyspecjalizowany ekspert technologiczny.
Widać to zresztą po inwestycjach w szkolenie kadr – niedawno opisywaliśmy superpoligon w Kielcach, na którym polscy strażacy trenują na najwyższym poziomie, ćwicząc w kontrolowanych, ekstremalnych warunkach.
PSP pilnie potrzebuje fachowców z wykształceniem chemicznym (do obsługi specjalistycznych grup ratownictwa chemiczno-ekologicznego), psychologicznym (do wsparcia poszkodowanych w katastrofach oraz samych strażaków), logistycznym oraz ekspertów z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej.
Zakres codziennych interwencji jest zresztą znacznie szerszy, niż podpowiada stereotyp – jak w rozmowie z naTemat opowiadali sami funkcjonariusze, pytani o najdziwniejsze zgłoszenia w straży pożarnej i to, z czym naprawdę jeżdżą do akcji. Często są to zadania z pogranicza ratownictwa technicznego i ochrony ludności.
Dotychczasowy system tworzył absurdalną barierę: wybitny chemik z doktoratem, który potrafiłby bezbłędnie zidentyfikować wyciek niebezpiecznej substancji na autostradzie, nie mógł zostać strażakiem, bo zabrakło mu dwóch podciągnięć na drążku lub przybiegł o sekundę za późno.
Czy popierasz obniżenie wymagań dla kandydatów na strażaków?
0 odpowiedzi






