
Kiedy leśnicy pod Zieloną Górą odkryli w środku lasu nielegalnie postawioną chatę z wyciętych na miejscu drzew, mogło się wydawać, że sprawa jest prosta: doszło do dewastacji i kradzieży. Ale nagle zamiast wsparcia, leśnicy doczekali się oskarżeń o niszczenie cudzej pasji i "czepianie się o byle co".
"Za naszych czasów też się budowało szałasy" – piszą internauci, broniąc nieznanego sprawcy, który postawił w lesie drewnianą budowlę. Problem w tym, że dzieci nie chwytają za spalinowe pilarki i nie ścinają państwowego drewna. Analizujemy, skąd bierze się w nas pobłażliwość dla leśnych samowolek i co by się stało, gdyby w tej samej chacie zamieszkał ktoś, kogo internauci bardzo nie lubią.
Piła spalinowa, gwoździe i ukradzione drzewa. Samowolka w lesie to nie "dziecięca zabawa"?
Informacja o nielegalnej drewnianej chacie, odkrytej przez leśników w środku kompleksu leśnego, powinna wywołać co najwyżej pokiwanie głową nad ludzką bezczelnością. Ktoś wszedł do państwowego lasu, ściął rosnące tam drzewa, odpalił sprzęt i postawił budowlę z dachem, ścianami i progiem.
Kim był budowniczy? Harcerzem szukającym przygody? Raczej nie – harcerze budują sobie schronienia w lesie, ale w porozumieniu z leśnikami. Preppersem szykującym się na apokalipsę i partyzantkę? Być może, ale nie do końca. Oni budują raczej doraźne, ukryte schronienia. A tu mamy wielką chatę, niespecjalnie zamaskowaną.
A może po prostu wyjątkowo zorganizowaną grupą lokalnych bobrów wyposażonych w pilarki spalinowe? Też możliwe, bo nikt inny się do tego nie przyznaje. Do tej teorii nie pasuje tylko brak wody do spiętrzenia. Bobry akurat potrafią nieźle namieszać w przyrodzie, o czym pisaliśmy przy okazji programu, w którym żywe kosiarki dostały bieszczadzki etat, a Podkarpacie płaci miliony za gryzienie trawy – tyle że robią to legalnie i z pożytkiem dla bioróżnorodności.
Ponieważ chata stała w miejscu na tyle widocznym, że leśnicy znaleźli ją bez większego trudu, "inżynierów" szybko wezwano do natychmiastowego rozebrania samowolki. Trudno o bardziej oczywistą sytuację. A jednak najciekawsze – i zarazem najbardziej przerażające – zaczęło się w komentarzach pod postem w mediach społecznościowych.
To nie jest szałas z gałęzi
Ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu większość komentujących natychmiast stanęła w obronie nieznanych sprawców. "Oj tam, co komu przeszkadza?", "Jak byliśmy mali, to też budowaliśmy szałasy w lesie!", "Głupi leśnicy znowu się czepiają ludzkiej pasji" – to tylko ułamek z fali powszechnego zachwytu nad leśną samowolką. Nagle okazuje się, że każdy za dzieciaka stawiał w lesie szałasy z dachem, drzwiami i tarasem.
W tym toku myślenia tkwi gigantyczna manipulacja i zwykłe lenistwo intelektualne. Tak, każdy z nas za dziecka budował w lesie szałas. Tyle że dziecięcy szałas buduje się ze zwalonych gałęzi, chrustu, opadłych liści i kawałka sznurka. Do jego powstania nie używa się ciężkiego sprzętu.
Jak byłem mały, to budowałem sobie szałasy. Ale nie chodziłem do lasu z piłą spalinową, siekierą, młotkiem i paczką gwoździ. Przede wszystkim zaś – jako dziecko – nie ścinałem zdrowych, żywych, kilkunastoletnich drzew należących do Skarbu Państwa, by pozyskać materiał budowlany. Teraz tym bardziej tego nie robię, bo jestem nieco starszy i prawdopodobnie nieco mądrzejszy.
Naprawdę nie wiem, co miał w głowie ktoś, kto postawił sobie tę chatę. Odkryta konstrukcja to nie dziecięca kryjówka na wakacje, ale pełnoprawna samowola budowlana postawiona z ukradzionego surowca.
Co ważne, chęć obcowania z naturą wcale nie musi kończyć się łamaniem prawa. Same Lasy Państwowe od lat rozwijają akcję "Zanocuj w lesie", a jak przekonywał naTemat w reportażu o tym, że survival w zgodzie z naturą, czyli bushcraft, wcale nie musi oznaczać dewastacji, całą frajdę z nocy w lesie można mieć bez jednego ściętego drzewa.
Zobacz także
Romantyzowanie kradzieży i dewastacji
Dlaczego nagle tak chętnie rozgrzeszamy kradzież i niszczenie lasu? Gdyby ktoś wszedł na prywatną działkę w mieście, ściął drzewa właściciela i zrobionym z nich drewnem zastawił mu podwórko, nikt nie pisałby rozczulonych komentarzy o "dziecięcych marzeniach". Wszyscy krzyczeliby o dewastacji i żądali interwencji policji.
Jednak państwowy las wciąż bywa traktowany jak ziemia niczyja – przestrzeń, z której można uszczknąć cokolwiek, pod warunkiem, że owinie się to w płaszczyk "bliskości z naturą". Leśnicy, którzy po prostu wykonują swoje obowiązki i chronią wspólne mienie przed zniszczeniem, zostali w tej opowieści obsadzeni w roli bezdusznych urzędników niszczących cudze marzenia.
Zastanawiam się też, co by zrobił któryś z romantyzujących komentujących, gdyby trafił na taką konstrukcję. Ja akurat lubię łazić po lesie i jeśli na coś takiego bym się natknął, to pomyślałbym, że coś tu jest głęboko nie tak. Raczej ostrożnie bym się wycofał, zamiast kontemplować architekturę.
Dobrze, że emocje wokół drzew potrafią buzować także w drugą stronę, o czym pisaliśmy, gdy szykowała się warmińska masakra piłą mechaniczną, a drogowcy chcieli ściąć 7 tysięcy drzew przy samej ziemi – wtedy protest przeciw legalnej wycince wylał się poza region.
Festiwal podwójnych standardów
Najbardziej gorzki w całej tej historii jest fakt, że pobłażliwość internautów kończy się dokładnie w tym samym momencie, w którym w grę wchodzą ich własne uprzedzenia. Czy ci sami ludzie, którzy dziś zachwycają się "pomysłową chatką w lesie", byliby tak samo wyrozumiali, gdyby w owym obiekcie zamieszkał nielegalny imigrant? Czy klaskaliby z zachwytu, gdyby w ustronnym miejscu osiedlili się tam bezdomni albo gdyby chata stała się bazą dla "zielonych ludzików" od Putina?
Wtedy ci sami obrońcy natychmiast domagaliby się interwencji wojska, policji i natychmiastowej rozbiórki. Okazuje się więc, że prawo ma obowiązywać tylko wtedy, gdy sytuacja jest dla nas wygodna. Kiedy jednak ktoś wycina państwowy las pod przykrywką "fajnej przygody", nagle wszyscy przymykają oko. Co ciekawe, w czasach realnego napięcia na granicy i mody na preppersów las bywa też postrzegany jako element bezpieczeństwa – opisywaliśmy, jak Tarcza Wschód odmieni polskie lasy, a natura stanie się naszą fortecą, obejmując ochroną nawet 700 tysięcy hektarów.
Las jest naszą wspólną własnością – miejscem dla dzikich zwierząt, spacerowiczów i ochrony przyrody. Nie jest darmową składnicą drewna ani darmowym placem budowy dla każdego, kto ma w garażu piłę spalinową i ochotę na zabawę w survival. Warto o tym pamiętać, zanim po raz kolejny zrobimy z wandalizmu i kradzieży romantyczną historię o powrocie do natury.
Co sądzisz o zbudowanej w lesie chacie?
0 odpowiedzi






