
Błoto, przeszkody i ekstremalne wyzwania stały się fundamentem jednego z największych polskich biznesów sportowych. Runmageddon z małego projektu wyrósł na markę z milionowymi przychodami. Za jej sukcesem stoi sportowiec, który rzucił pracę w korpo i postawił na jedną kartę.
Runmageddon to jedna z najbardziej rozpoznawalnych w Polsce marek ekstremalnych biegów z przeszkodami. Mało kto jednak wie, że to prawdziwe sportowe imperium z całkowicie polskim rodowodem.
Runmageddon powstał z pasji. Jarosław Bieniecki zaryzykował wszystko
Jak w wielu tego typu przypadkach, zaczęło się od jednego człowieka i jego wizji. Jarosław Bieniecki – sportowiec i przedsiębiorca, który zapoczątkował Runmageddon, zaczynał od pracy w korporacjach. Jego CV budzi duży respekt – znajdziemy w nim m.in. funkcję Dyrektora Operacyjnego na Europę w firmie Webinterpret czy Dyrektora Departamentu Strategii w spółce Energa. Po jakimś czasie zrozumiał jednak, że to nie dla niego.
Z korpo wyleciał "za szczerość", a pieniądze na start swojego przedsięwzięcia musiał zdobyć w dość nietypowy sposób. Jak pisaliśmy w INNPoland, Bienecki sprzedał kawalarkę i rodowe srenra odziediczone po babci.
Nie był to przypadek – jako wielokrotny medalista mistrzostw Polski w biegach długodystansowych, sport miał we krwi. Wybór branży wydarzeń sportowych był więc dla niego naturalnym krokiem.
Pierwsza edycja Runmageddonu odbyła się w 2014 roku w Warszawie na Torze Służewieckim.
Jak podaje "Forbes", Sukces pierwszej edycji pokazał, że Polacy szukali w sporcie czegoś więcej niż zwykłego truchtu. Zgodnie z hasłem "Koniec świata nudnych biegów", wydarzenie zaoferowało unikalny miks wyzwania, ekscytacji i zabawy. Popularność projektu rosła lawinowo, a ogromną rolę w jego promocji odegrali sami zawodnicy. Internet zalała fala ich zdjęć i filmów z widowiskowej walki z przeszkodami, błotem i własnymi słabościami.
Bieg przez błoto i przeszkody podbił Polskę. Na czym polega fenomen Runmageddonu?
Trudno się temu dziwić, bo wydarzenia pod szyldem Runmageddonu odznaczają się wyjątkową pomysłowością. Trasy biegów obfitują w różnorodne wyzwania, które testują siłę, zręczność i odporność psychiczną uczestników. Biegacze muszą liczyć się z pokonywaniem konstrukcji drewnianych i linowych o różnej wysokości, przeprawami przez kontenery z zimną wodą czy dźwiganiem znacznych ciężarów.
Organizatorzy sprawnie wykorzystują też naturalne ukształtowanie terenu – od bagnistych dołów i rzek po piaszczyste wzgórza. Dodatkowo na poszczególnych edycjach pojawiają się elementy nawiązujące do specyfiki danego regionu, a tuż przed samą metą zawodnicy tradycyjnie mierzą się z widowiskową, żywą przeszkodą.
Zobacz także
Jednym z czynników sukcesu wydarzeń może być również przystępność i dostosowanie do możliwości. Uczestnicy mogą wybierać spośród wielu różnych formuł, od krótkich tras po 3 km dla początkujących do nawet 42 km z ponad 140 przeszkodami w wersji Ultra. Sam założyciel w rozmowie o tym, czy Runmageddon jest dla każdego, przekonuje, że próg wejścia jest znacznie niższy, niż sugerowałaby legenda imprezy. Runmageddon oferuje nawet biegi z przeszkodami dostosowane dla dzieci.
Od biegów ekstremalnych do fitnessu. Runmageddon rozwija nowe biznesy
Dynamiczny rozwój projektu wyhamował jednak z powodu pandemii COVID-19. Zamrożenie branży eventowej z dnia na dzień pozbawiło firmę głównych dochodów, zmuszając jej założyciela do radykalnych cięć i trudnych decyzji menedżerskich. Był to zresztą czas, w którym w całym sektorze sportowym kluby i siłownie walczyły o przetrwanie, szukając legalnych sposobów na dalszą działalność. Mimo kryzysowej sytuacji przedsiębiorstwo nie tylko utrzymało się na rynku, ale i postawiło na dywersyfikację – Bieniecki zaczął odważnie wchodzić w nowe obszary biznesowe i poszukiwać alternatywnych źródeł zysku.
Odpowiedzią na pandemiczne obostrzenia był m.in. projekt Runmageddon Solo, umożliwiający udział w wirtualnych rywalizacjach. Z czasem marka wykroczyła daleko poza tradycyjne biegi – dziś rozbudowuje sieć własnych klubów fitness RMG Gym oraz organizuje półkolonie dla dzieci. To wejście na wymagający rynek, na którym gra toczy się o dużą stawkę – wystarczy przypomnieć, jakie poruszenie wywołała informacja, że PZU wchodzi w branżę fitness i właściciele siłowni zaczynają się bać. Z kolei rodzice zastanawiający się, jak wybrać półkolonie, coraz częściej stawiają właśnie na turnusy oparte na ruchu i pokonywaniu przeszkód.
Obecnie Runmageddon nadal jest rozpoznawalną i prężnie rozwijającą się marką z ogromnym potencjałem biznesowym. Po osiągnięciu 37 mln zł przychodu w 2025 roku firma nie zwalnia tempa i planuje w najbliższych latach nawet potroić swoje wpływy.
Brałeś udział w Runmageddonie?
1 odpowiedzi






