
W Niemczech brak jest dyskusji o polityce kolonialnej Prus wobec Polski – pisze w sobotę "Tageszeitung" wskazując konkretne miejsce w Berlinie nadające się na przypomnienie o germanizacji.
Autor Uwe Rada przypomniał na wstępie słowa przypisywane królowi Prus Fryderykowi II (1712-1786), który radził, aby zajmować polskie Pomorze stopniowo, "listek za listkiem, na podobieństwo konsumpcji karczocha".
"Trudno o bardziej jednoznaczną zapowiedź" – pisze Rada zaznaczając, że w 1772 r., wspólnie z Rosją i Austrią, Fryderyk II zrealizował swój plan, doprowadzając do zniknięcia Polski z mapy Europy.
Brak dyskusji o kolonialnej polityce Prus wobec Polski
Dyskusje o kolonializmie i dekolonizacji potrzebują konkretnego miejsca – podkreślił autor. W stolicy Niemiec jest ich wiele - przypominają o niemieckich koloniach w Afryce. Jednym z przykładów jest ulica Antona Wilhelma Arno, uczonego pochodzącego z Ghany. Nazwanie ulicy w centrum Berlina jego nazwiskiem wywołało ożywioną debatę o założonej w 1683 r. brandenburskiej kolonii Gross Friedrichsburg w Afryce Zachodniej.
Jak zaznaczył autor, w przypadku parcia Prus na wschód, na tereny Polski, nie toczą się żadne dyskusje. A przecież istnieją miejsca, które jego zdaniem byłyby dobrym pretekstem do takiej debaty. Chodzi o Preussische Seehandlung - przedsiębiorstwo handlu morskiego, które do 1946 r. miało swoją siedzibę przy placu Gendarmenmarkt.
Założona nie przypadkiem w 1772 r. Seehandlung jest "symbolem pruskiej ekspansji" – pisze Rada przypominając, że wraz z zaborami ujście Wisły do Bałtyku stało się własnością Prus.
"Po opanowaniu przez Prusy ujścia Wisły, Polska musiała za każdy towar transportowany do i z Gdańska płacić cło, co dawało pruskiej Seehandlung całkowitą kontrolę nad polskim handlem zamorskim" – cytuje autor polską historyczkę Agnieszkę Pufelską.
Od kolonializmu gospodarczego, do agresywnej germanizacji
Jak pisze Rada, kolonializm gospodarczy w XVIII wieku stał się sto lat później "agresywną germanizacją", której przejawem był"kulturkampf" kanclerza Ottona von Bismarcka przeciwko katolickim Polakom.
Pruska Seehandlung, przekształcona w międzyczasie w bank, finansowała w Wielkopolsce zakup nieruchomości od Polaków, które były przekazywane niemieckim osadnikom. Germanizacja Polski za pomocą Seehandlung jako finansowo-politycznej centrali była zdaniem Pufelskiej "kolonizacją wewnętrzną".
Zobacz także
"Kolonizacja wewnętrzna" w zaborze pruskim
"Plac Gendarmenmarkt jest bez wątpienia miejscem związanym z kolonizacją" – pisze Rada zwracając uwagę na brak jakiejkolwiek informacji na ten temat. Tablica informacyjna na budynku, w którym obecnie znajduje się Berlińsko-Brandenburska Akademia Nauk, przedstawia Seehandlung jako "bank rozwoju", który budując drogi, linie kolejowe i szlaki morskie, tworzył nowe perspektywy zacofanym regionom. Bank "wspierał przemysł i posiadał własne fabryki", a jego statki przywoziły z wypraw handlowych dzieła sztuki, które trafiały do muzeów – czytamy na tablicy informacyjnej.
Seehandlung rzeczywiście odgrywała ważną rolę we wspieraniu ryzykownych gospodarczo przedsięwzięć, przyznaje Rada powołując się na opinię Pufelskiej. Jednak jako pruskie przedsiębiorstwo, wspierała i aktywnie realizowała kolonialną politykę Prus.
Miejsce, w którym znajdowała się Seehandlung, potrzebuje zdaniem autora nowej nazwy. Dyskusja o tym, jak powinno się nazywać, powinna stać się debatą o pruskim kolonializmie w Polsce, która jest tak bardzo potrzebna – pisze w konkluzji Rada w "TAZ".
Opracowanie: Jacek Lepiarz






