Lodziarnia Good Lood i oblech
Good Lood mówi "stop" oblechom. "Nie zrobimy ci loda" Fot. Samuel Malmborg / brunocoelho / Gleb Sibilev / Shutterstock

Klient nasz pan? Nie wtedy, gdy zaczyna obrażać i napastować pracownice i pracowników. Good Lood właśnie jasno wyznaczył granicę klientom, którzy pozwalają sobie na wulgarne odzywki i dwuznaczne aluzje. Kampania Good Lood "Nie bądź oblechem" szybko wywołała dyskusję w sieci.

REKLAMA

Mamy XXI wiek, a obleśne odzywki z podtekstami do pracowników to jak widać niestety nadal częste zjawisko. Działa, w postaci dosadnej kampanii przeciwko obscenicznym klientom, wytoczyła popularna sieć lodziarni Good Lood (miejsca które nota bene szczególnie narażone są na rubaszne żarty).

Good Lood mówi "dość". Klient nie może pozwolić sobie na wszystko

"(...) Jeśli ktoś jest Oblechem i rzuca teksty, które są nie na miejscu i napastują słownie, nasz Team ma prawo odmówić sprzedaży. Niech to się stanie normą wszędzie!" – czytamy w poście marki na Facebooku.

By wesprzeć pracowników lodziarni, na ekranach w lokalach ma być wyświetlany komunikat o treści:

"Nie bądź oblechem! Nie zrobimy ci loda. Nasz Team ma prawo odmówić, każdemu kto pozwala sobie na wulgarne odzywki, dwuznaczne aluzje lub brak szacunku wobec pracowników".

To jednak część szerszej kampanii. Good Lood chce zwrócić uwagę nie tylko na zachowanie osób, które kierują niestosowne komentarze bezpośrednio do pracowników, ale również na reakcje świadków takich sytuacji. Marka apeluje, by nie udawać, że problemu nie ma, gdy przy ladzie ktoś przekracza granice.

"Wystarczy krótka i stanowcza odpowiedź, żeby Oblech zapadł się pod ziemię. Jeśli jesteś świadkiem niestosownych tekstów wobec naszego Teamu lub słyszysz je w kolejce w sklepie – reaguj! Nie zostawiaj ofiary napastowania słownego samej sobie" – czytamy w innym poście marki.

Bierność otoczenia jest zresztą jednym z głównych tematów innej kampanii, o której pisano w NaTemat, czyli Stand Up: sprzeciw się molestowaniu w miejscach publicznych, z której wynika, że reakcja postronnych osób realnie zmienia przebieg takich sytuacji.

Klient nasz pan? Nie tym razem

W komentarzach pod postami marki zgłasza się wiele osób, które popierają akcję, a nawet przeżyły takie sytuacje na własnej skórze.

"W końcu ktoś to nagłośnił! Pamiętam to zgorszenie kiedy jako nastolatka pracowałam w lodziarni i słyszałam takie teksty od mężczyzn, którzy mogliby być moimi ojcami, często nawet dziadkami… Ciekawe co byłoby, gdyby ktoś tak zwracał się do ich córek lub wnuczek" – pisze jedna z internautek.

Pojawiło się również wiele komentarzy według, których jest to wyolbrzymienie tematu, a problem wcale nie jest tak poważny.

"Działy się rzeczywiście takie rzeczy czy jakaś Marzena z biura naczytała się angielskiego Tiktoka i bardzo chciała wprowadzić te bzdury tutaj w Polsce?" – czytamy jeden z komentarzy, który najwidoczniej sugeruje, że obrzydliwe teksty są i powinny być w Polsce normą.

Część osób krytykujących kampanię nawiązuje również do znanej filozofii "klient nasz pan", jakby słuchanie dwuznacznych żartów było częścią obowiązków pracownika obsługi. Tymczasem płacenie za produkt czy usługę nie daje prawa do przekraczania granic drugiej osoby. Hasło, które miało podkreślać znaczenie klienta, bywa traktowane zbyt dosłownie – jako przyzwolenie na roszczenia, obrażanie czy wulgarne komentarze. Eksperci od lat powtarzają to samo: klient to nie twój pan, a firmy, które każą pracownikom znosić chamstwo, tracą na tym podwójnie.

Mechanizm jest prosty: skoro ktoś stoi za ladą i nie może odpowiedzieć, staje się bezpiecznym celem. Właśnie dlatego tak często traktujemy sprzedawców jak podludzi – bo zakładamy, że komunikacja będzie jednostronna i pozostanie bez konsekwencji.

Praca z klientem nie oznacza zgody na wszystko

Problem nie ogranicza się zresztą do lodziarni. Z podobnymi zachowaniami mogą spotykać się osoby pracujące w restauracjach, sklepach, hotelach czy innych miejscach, w których pracownik ma bezpośredni kontakt z klientem. Wystarczy przypomnieć, jak w INNPoland opisywaliśmy głośne spięcie w pizzerii, które obiegło sieć i uruchomiło lawinę opowieści osób pracujących w gastronomii. W takich sytuacjach łatwo o przekonanie, że skoro ktoś płaci za usługę, może pozwolić sobie na więcej. Tymczasem pracownik pozostaje pracownikiem, a nie "chłopcem do bicia" czy obiektem żartów.

Kampania "Nie bądź oblechem" jest więc czymś więcej niż kolejną akcją w mediach społecznościowych. Good Lood próbuje zwrócić uwagę na zachowanie, które przez lata mogło być zbywane jako "żart", "taki klimat" albo element pracy z klientem. Tymczasem osoba stojąca za ladą nie przestaje być człowiekiem tylko dlatego, że właśnie obsługuje zamówienie.

Ostatecznie sprawa sprowadza się do prostej zasady. Klient może oczekiwać dobrej obsługi, ale nie oznacza to, że może wymagać od pracownika tolerowania wszystkiego. "Klient nasz pan" nie powinno oznaczać "klientowi wolno wszystko". I właśnie tę granicę Good Lood próbuje wyznaczyć wyjątkowo dosadnie.

Sonda

Czy sam spotkałeś/aś się z wulgarnymi tekstami w pracy z klientem?

... odpowiedzi