logo zondacrypto i jarosław kaczyński
Zondacrypto topi dwa środowiska. Nowy sondaż pokazuje, że popieranie kryptowalut ma cenę Foto: TomaszKudala/Shutterstock

Jak wynika z nowego sondażu, afera Zondacrypto uderza szczególnie w dwie partie. Prawica może sporo zapłacić za swoje poparcie dla kryptowalut.

REKLAMA

Poznaliśmy dane z nowego badania opinii publicznej dot. kryptowalut i afery Zondacrypto. Przygotowała je pracownia IBRiS na zlecenie "Rzeczpospolitej".

Zondacrypto uderza w prawicę

Uczestnikom badania zadano pytanie: "Które ugrupowania są najbardziej obciążone aferą związaną z giełdą kryptowalut Zondacrypto?". Okazało się, że ponad połowa ankietowanych (dokładniej: 53 proc.) jest zdania, że taką partią jest PiS. Drugim najczęściej wskazywanym wyborem była jednak Konfederacja, którą wskazywało 24,8 proc. odpowiadających. To niechlubne podium domyka KO z wynikiem 22,2 procent.

W gronie wyborców partii rządzących przewaga PiS wyraźnie rośnie: w tym środowisku Nowogrodzką wskazuje aż 86 proc. ankietowanych. Z kolei w gronie wyborców partii opozycyjnych wygrywa KO z wynikiem 49 proc. PiS wybiera jednak niewiele mniej, gdyż 41 proc. badanych. 25 proc. respondentów nie wskazało żadnej partii, która miałaby być obciążona aferą.

Kto naprawdę jest winny?

Warto jednak dodać, że badanie to pokazuje brak zrozumienia tematu. Zondacrypto upadła zapewne z powodu błędów dotyczących zarządzania jej platformą do handlu kryptowalutami. Nie jest to więc wina żadnej konkretnej partii.

Media wskazują jednak na powiązania polityków PiS z Zondacrypto. Z Przemysławem Kralem, prezesem upadłej giełdy z cyfrowymi aktywami, miał rzekomo spotkać się m.in. poseł Michał Moskal (PiS). Na to nakładają się zeznania kluczowego świadka w sprawie dot. "Zondy", które odczytał w czasie obrad Sejmu premier Donald Tusk, z których miało wynikać, że Zbigniew Ziobro miał obiecać mu ochronę prawną.

– Człowiek pośredniczący w rozmowach między Zbigniewem Ziobrą a osobą, która szefowała w przedsięwzięciu Zondacrypto... Ta osoba twierdzi: "Zbyszek zapoznał się z aktami [chodzi o akty oskarżenia wobec tej osoby], to jest skandal. Mówi, że gdyby wiedział, że taka sprawa się toczy, to natychmiast by interweniował. Obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom i żebym się nie martwił" – czytał na forum Sejmu Tusk.

Jak miało wynikać z zeznań, które odczytywał premier, w zamian za "ukręcenie łba" Ziobro miał wstępnie otrzymać "kwotę 2 mln zł" (ostatecznie ok. pół mln zł). Oczywiście to tylko zeznania i ich wiarygodność musi zweryfikować prokuratura.

Kto jest winny braku ustawy o kryptowalutach?

O wiele ciekawszym tematem jest to, kto jest winny tego, że Polska nadal nie ma regulacji rynku kryptowalut. Jak tłumaczyłem na kanale YouTube naTemat, to już o wiele bardziej skomplikowane. Pierwsze próby oddolnego uregulowania branży starały się podjąć wiele lat temu same giełdy, m.in. BitBay, czyli obecna Zondacrypto. Ówczesny rząd PiS nie przygotował jednak wtedy przepisów i czekał chyba aż te zostaną napisane w Brukseli.

Implementacji unijnych przepisów podjął się dopiero rząd KO-Lewicy-Trzeciej Drogi. Jego projekt ustawy był jednak powszechnie krytykowany za próbę przeregulowania rynku i na tej podstawie zawetowany przez prezydenta Karola Nawrockiego. Już aż trzy razy! Jak pisaliśmy w InnPoland, obóz rządzący próbował ten stan przełamać, ale bezskutecznie: Sejm nie odrzucił weta Nawrockiego i ustawa o kryptowalutach znów utknęła, bo do wymaganej większości zabrakło 25 głosów.

W efekcie polska kryptobranża pozostaje w legislacyjnym klinczu: z jednej strony jest rząd, który proponuje swoją wersję ustawy, z drugiej głowa państwa, wytrwale ją wetująca. Na stole leży jednak też alternatywa – znany ekspert przygotował nową ustawę o kryptowalutach, popieraną przez polskie firmy, ale bez szans na sejmową większość.