Kosmetyki Garnier
UOKiK bierze na celownik giganta beauty. Chodzi o ekościemę Fot. Hamon Photography / Shutterstock

Popularne kosmetyki z zielonymi etykietami i obietnicami troski o planetę miały tylko obiecywać troskę o środowisko. Prezes UOKiK postawił zarzuty spółce L’Oréal Polska. Chodzi o wprowadzający w błąd system oceniania kosmetyków marki Garnier.

REKLAMA

W czasach gdy wpływ na planetę jest dla wielu ważną kwestią nawet przy codziennych zakupach, niektórzy próbują na tym korzystać stosując tzw. greenwashing. Jest to praktyka polegająca na przedstawianiu firmy, jej działalności lub produktów jako bardziej przyjaznych dla środowiska, niż są w rzeczywistości, w celu poprawienia wizerunku.

Zastrzeżenia do takich działań wniósł UOKiK. Jak czytamy w komunikacie urzędu, Prezes urzędu Tomasz Chróstny zakwestionował komunikację marketingową L’Oréal Polska dotyczącą linii Garnier i postawił koncernowi zarzut wprowadzania w błąd oraz naruszania zbiorowych interesów konsumentów.

Zielona skala z haczykiem. Porównywali się tylko ze sobą

Stworzony przez koncern L’Oréal mechanizm "Product Impact Labelling" (PIL), czyli Zielony System Znakowania Produktów, funkcjonował w serwisie internetowym Garnier od sierpnia 2021 r. aż do czerwca 2025 r. Spółka wycofała się z niego dopiero pod naciskiem postępowania wszczętego przez prezesa UOKiK.

Sprawa L’Oréal to kolejna tego typu sprawa. Wczesnie w INNPoland pisaliśmy o tym jak UOKiK stawiał zarzuty za greenwashing firmom takim jak: Bolt, Zara i Tchibo.

W założeniu narzędzie miało ułatwiać klientom porównywanie kosmetyków pod kątem ich śladu środowiskowego za pomocą literowej skali od A do E. Producent deklarował, że ocena bazuje na całym cyklu życia towaru: od pozyskania surowców, przez fabryczną produkcję i logistykę, aż po fazę używania oraz utylizację opakowania. Notę A rezerwowano dla wyrobów rzekomo najlepszych w swojej kategorii pod względem dbałości o planetę i społeczeństwo, a cały przekaz wzmacniano zieloną szatą graficzną oraz proekologicznymi sloganami.

Klienci nie wiedzieli jednak, że system zestawiał kosmetyki Garnier wyłącznie z ofertą samego L’Oréal, a nie z całym rynkiem. Wyższa ocena nie oznaczała więc spełnienia obiektywnych norm ekologicznych, a jedynie bycie "lepszym" od innych wyrobów koncernu.

Koniec z ekościemą. Nawet 10 proc. kary dla giganta

Choć firma powoływała się na naukowe zaplecze i ekspertów, zabrakło sztywnych, bezwzględnych kryteriów środowiskowych. W efekcie konsumenci mogli błędnie sądzić, że litera A lub B gwarantuje produkt w pełni bezpieczny lub neutralny dla planety.

Podobne wątpliwości nie dotyczą zresztą wyłącznie kosmetyków. Podobne praktyki dotyczą również ekologicznej odzieży, o czym pisano w serwisie naTemat.

– Jeśli chcemy ograniczać swój wpływ na środowisko, musimy wiedzieć, co naprawdę oznacza zielona ocena produktu. Kryteria muszą być czytelne, tak aby było wiadomo, co dokładnie kryje się za cyfrą, literą czy gwiazdkami. Firmy nie powinny wykorzystywać proekologicznych postaw konsumentów do tworzenia przekazu, który może wprowadzać ich w błąd – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny, cytowany w kounikacie.

Unijne prawo wymaga, by deklaracje eko były w pełni czytelne i nie wprowadzały w błąd, a to firma musi precyzyjnie wyjaśnić zasady własnych oznaczeń. Na poziomie krajowym o walkę z "ekościemą" dba UOKiK.

Według UOKiK marketing L’Oréal Polska manipulował wyborami klientów. Jeśli zarzut się potwierdzi, firmie grozi kara do 10 proc. obrotu.

Sonda

Czy zwracasz uwagę na oznaczenia ekologiczne, kupując kosmetyki?

... odpowiedzi