
W porcie w Rowach koło Ustki stanął sonar, który bada właściwości wody na polskim wybrzeżu Bałtyku. Wszystko po to, by sprawdzić czy nadaje się ona do hodowli nowych gatunków. Chodzi o pewne glony i małże, mogące przydać się w niektórych gałęziach przemysłu. Czy upadająca branża rybacka dostaje właśnie szansę na przekwalifikowanie się?
Rowy, osada (dawniej) rybacka
Rowy to niewielka osada w gminie Ustka, położona bezpośrednio nad Bałtykiem, granicząca ze Słowińskim Parkiem Narodowym. Nie jest może najbardziej znaną miejscowością turystyczną nad polskim morzem, ale od lat ma liczne grono stałych fanów, którzy przyjeżdżają na aktywny wypoczynek połączony z plażowaniem.
Jednym z centralnych punktów Rowów jest niewielki port rybacki, z którego wychodzą w morze dwa betonowe falochrony. Kiedyś tętniący życiem – dziś świeci pustkami. Powód jest prosty: w Bałtyku skończyły się poławiane przez miejscowych rybaków ryby.
Dziś w Rowach regularnie ryby poławia raptem jeden kuter. A jeszcze parę lat temu takich aktywnych jednostek było kilkanaście. Jednak unijne obostrzenia, połączone z pogarszającym się stanem naszego morza przetrzebiającym populację ryb, sprawiły, że sporo armatorów porzuciło swoje jednostki albo je zezłomowało.
Przez to – tak jak w wielu nadmorskich miasteczkach – mamy na każdym rogu smażalnię, ale ryby jakie w nich zjemy są importowane, bo w tej części Bałtyku wielu gatunków po prostu już nie uświadczysz.
Pomysł na nową branżę wodną. UE na ratunek
Pojawił się zatem pomysł, by potencjał takich osad nadmorskich jak Rowy wykorzystać w nowy sposób. Chodzi o to, by w Bałtyku powstały hodowle niewielkich organizmów – głównie glonów i małży – które są przydatne w produkcji pasz dla zwierząt czy kosmetyków. Od razu uprzedzę: nie ma mowy o hodowaniu owoców morza, znanych nam choćby z krajów basenu Morza Śródziemnego. Choć Bałtyk faktycznie się ociepla z roku na rok, to jest to akwen o zupełnie innych właściwościach.
Zobacz także
Żeby jednak sprawdzić czy "polskie omułki" mają szansę przetrwać Bałtyk i być bezpiecznie hodowane, naukowcy najpierw muszą sprawdzić właściwości wody u naszych wybrzeży. Dlatego w porcie w Rowach stanął zanurzony w kanale sonar, który regularnie monitoruje temperaturę morza, siłę wiatru, falowanie i inne cechy wody.
– Pracuje on u nas od niedawna. Efekty jego pracy nie będą widoczne po kilku tygodniach, bo musimy sprawdzić wodę w każdych warunkach i w każdej porze roku – mówi wójt gminy Ustka Rafał Konon. Jego urząd zbiera informacje od sonaru, a następnie przekazuje je naukowcom, których zadaniem jest analiza wszystkich danych.
Z inicjatywą wyszła Unia Europejska, która wsparła finansowo projekt ULTFARMS.
– Projekt wspiera integrację akwakultury niskotroficznej, w tym hodowli alg morskich i małży, na obszarach morskich farm wiatrowych na polskim Bałtyku, promując innowacyjne, wielofunkcyjne przestrzenie morskie, które przyczyniają się do odbudowy ekosystemów, zwiększenia bioróżnorodności, redukcji eutrofizacji i zrównoważonego rozwoju niebieskiej gospodarki w europejskich regionach przybrzeżnych – czytamy na stronie projektu.
Od ryb do alg i małży. Branża przyszłości?
Projekt jest zatem powiązany z gigantycznym procesem inwestycyjnym, jaki ma miejsce na środkowym wybrzeżu, czyli budowie morskich farm wiatrowych. To właśnie w ich okolicach mogłyby w przyszłości pojawić się farmy polskich alg i małż. Wybiegając daleko w przyszłość można sobie wyobrazić, że osoby do tej pory żyjące z poławiania ryb będą w stanie się przekwalifikować, a swoje stare jednostki wykorzystać do prowadzenia takich podwodnych upraw.
To oczywiście bardzo optymistyczny scenariusz, ale trzeba pamiętać, że w podobny sposób swoje wybrzeże Bałtyku do nowych form podwodnych upraw z powodzeniem wykorzystują już kraje skandynawskie.
Czy powstanie z tego wszystkiego nowa duża gałąź przemysłu? Raczej nie. Ale być może da się w ten sposób stworzyć choć kilkadziesiąt czy kilkaset miejsc pracy dla osób, które właśnie teraz są w trakcie porzucania swojego wykonywanego od dekad fachu.
Z pewnością polskie algi i omułki potrzebowałyby potężnego zastrzyku finansowego, by ich hodowla przekroczyła choć minimalny próg opłacalności. Ale od tego są środki z Unii Europejskiej, która zrobiła właśnie pierwszy krok w kierunku wynalezienia w Polsce nowej branży wodnej.
Czy trzymasz kciuki za nowy biznes nad Bałtykiem?
... odpowiedzi






