Gdańsk.
W Gdańsku jeżdżą meleksy, w których można pić alkohol Fot. Canva/Zrzut ekranu/getyourguide.com, montaż: INNPoland

Miało być okiełznanie wszechobecnych w Gdańsku meleksów, a jest eskalacja problemu. Kolejne firmy zaczynają oferować przejażdżki elektrycznym wózkiem po śródmieściu stolicy Pomorza z zapewnionym nielimitowanym piwem. Ochrzczono już je mianem alkomeleksów i mogą w tym sezonie rozsławić Gród Neptuna w sposób, jaki z całą pewnością nie marzy się jego mieszkańcom.

REKLAMA

Gdańsk i meleksy z piwem. Niska cena, mnóstwo alkoholu

"Gdańsk: Wycieczka golfowym buggy z nieograniczonym piwem i najważniejszymi atrakcjami". Cena: 45 złotych na osobę (wcześniej było 90). W programie podziwianie widoku na historyczny port nad Motławą, odkrycie Bazyliki Najświętszej Marii Panny, poznanie wielkiego żurawia oraz nieograniczona ilość lokalnego piwa na osobę podczas wycieczki.

Na zdjęciach oferty uśmiechnięci ludzie z iście lokalnymi piwami typu Perła czy Carlsberg w rękach, do tego szampan i obowiązkowa szarfa sugerująca, że to świetny sposób na spędzenie wieczoru panieńskiego/kawalerskiego.

logo
Gdańskie "alkomeleksy" źródło: GetYourGuide

Takich ofert pojawiło się w Gdańsku już całe mnóstwo. Do tej pory meleksy zwykle przewoziły turystów z punktu A do punktu B, podczas gdy kierowca opowiadał o mieście. I nawet wtedy dochodziło do wielu kontrowersji, związanych z uciążliwością tej działalności dla mieszkańców.

Meleksiarze są wyspecjalizowani w krzykliwym naganianiu klientów, często jeżdżą w sposób niezgodny z przepisami, blokują przejazdy, zajmują miejsca parkingowe, wjeżdżając na ruchliwe drogi powodują korki. Teraz dochodzi do tego dodatkowy czynnik, czyli obecny na pokładzie alkohol.

"Patoturystyka wchodzi na wyższy poziom"

"Patoturystyka wchodzi na wyższy poziom" – pisze na Facebooku radny PiS z Gdańska Przemysław Majewski. "Po Gdańsku zaczynają jeździć meleksy z ofertą 'pijesz piwa ile chcesz'. Czyli już nie tylko wciskanie się w wąskie uliczki Głównego Miasta, parkowanie bez opłat na Śródmiejskiej Strefie Płatnego Parkowania, ale ordynarne pochlej party podczas jazdy. Kiedy jakiś nawalony turysta wypadnie z meleksa?" – pyta radny.

Faktycznie łatwo sobie wyobrazić konsekwencje istnienia takiej "atrakcji" turystycznej. Meleksy często jeżdżą na przykład popularnym "ślimakiem", czyli estakadą łączącą Wały Jagiellońskie z ulicą Okopową. Jest tam mocno pod górkę, więc elektryk wlecze się niemiłosiernie. Przy rozweselonej i niezbyt skoordynowanej ruchowo ekipie po kilku piwach, z kompletnym niezabezpieczeniem takiego podróżującego, łatwo wypaść na jezdnię prosto pod koła samochodu. Zresztą radny Majewski wspomina, że już raz był świadkiem podobnej sytuacji, która na szczęście nie skończyła się tragicznie.

Alkomeleksy w Gdańsku. Miasto grozi mandatami

Władze Gdańska przekonują, że Straż Miejska ma baczne oko na meleksiarzy i regularnie nakłada na nich mandaty za łamanie przepisów. To między innymi 200 złotych i 5 punktów karnych za zatrzymanie lub postój pojazdu na wiadukcie lub moście, zatrzymanie lub postój w odległości mniejszej niż 10 metrów od skrzyżowania (300 zł i 5 pkt), niestosowanie się do zakazu zatrzymywania się (100 zł i 1 pkt) czy niestosowanie się do zakazu ruchu w obu kierunkach (od 20 do 5 000 zł i 8 pkt).

Wszystkie te sytuacje to typowe elementy wycieczki meleksem po Gdańsku, bo przecież turystę trzeba dowieźć pod samą bazylikę, błyskawicznie przetransportować pod bramę stoczni, a przy okazji wyskoczyć do Żabki, bo browary się skończyły.

Wiceprezydent Gdańska Piotr Borawski w odpowiedzi na interpelację radnego Majewskiego przypomina, że "ruch pojazdów wolnobieżnych na terenie Śródmieścia ma zostać objęty dodatkowymi regulacjami w ramach planowanego wprowadzenia uchwały Parku Kulturowego Śródmieście, która będzie określała użytkowanie przestrzeni publicznej w historycznym sercu Gdańska według wspólnie wypracowanych standardów".

Borawski dodaje, że trwają prace oraz konsultacje nad projektem uchwały, w tym jej szczegółowymi zapisami. Przypomnijmy: park kulturowy w założeniu miał obowiązywać już w tym sezonie. Ale został odłożony na przyszły rok, a i tak nie ma pewności, czy nawet wtedy ratusz wywiąże się z obietnicy.

Gdańsk. Śródmieście nie dla mieszkańców

Alkomeleksy to element większej układanki, z której wyłania się obraz sezonowego Gdańska coraz mniej zgodnego z potrzebami jego mieszkańców. Trudno się dziwić, że stolica Pomorza staje się tym samym czym stał się Kraków, czyli idealnym spotem na wypad z kumplami czy wieczór kawalerski, w którym właściwie impreza kręci się sama.

Problem w tym, że oferujący coraz to nowe rozrywki przedsiębiorcy kompletnie ignorują to, że miasto ma także swoich stałych mieszkańców, którzy czasem chcieliby pojawić się w jego turystycznym sercu. I woleliby nie skończyć z turystą z alkomeleksa wlatującym mu pod maskę.