
Klip z Warszawą w roli głównej nie był niestety wypadkiem przy pracy. Polska Organizacja Turystyczna najwidoczniej ma w planie wypuścić całą serię koszmarków będących antypromocją naszego kraju. W spocie numer 2 padło na moje ukochane Trójmiasto. Dobrze, że znam jego niezliczone uroki, bo gdybym miał sugerować się tylko tym krótkim filmem, to ominąłbym Gdańsk, Sopot i Gdynię z daleka.
Wybitny piłkarz Robert Lewandowski, świeżo upieczony Polak (a na co dzień światowej sławy aktor) Jesse Eisenberg i przebierający się za różne ważne historyczne postacie Nikodem Rozbicki. To dwa elementy niezmienne dotychczas opublikowanych spotów Polskiej Organizacji Turystycznej mających sławić nasz kraj na świecie.
Dodam jeszcze trzeci element. A właściwie zbiór elementów. Chaos, szarość, smutek, sztuczność i brak pomysłu. To wszystko biło już z pierwszego spotu z Warszawą w roli głównej. Ale ten najnowszy uderzył mnie jeszcze mocniej.
Lewy, Eisenberg i Kopernik w jednym spocie
Trójmiasto to jedna z perełek Polski, przyciągająca do siebie niezliczone tłumy turystów z całej Europy, a coraz częściej i świata. Mamy tu piękną zatokę, cudowne zabytki, niezwykłą historię, kaszubskie tradycje i fenomenalnych ludzi. Szkoda, że twórcy najnowszego spotu promującego Polskę postanowili to wszystko olać.
I już na wstępie prezentują... Mikołaja Kopernika na tle smutnego morza w kiepską, pochmurną pogodę. Rozumiecie, po Gdańsku, mieście innego wybitnego astronoma – Jana Heweliusza – panoszy się Kopernik. On byłby przecież znakomitym bohaterem spotu z Toruniem, Olsztynem czy Fromborkiem w roli głównej.
Twórcom kampanii chodzi o to, by pokazać absolutnie najbardziej rozpoznawalne postacie z panteonu wybitnych Polaków. Stąd zapewne pomysł, by zaraz po Koperniku pokazał się na ułamek sekundy Lech Wałęsa, ściskający dłoń Jessego Eisenberga. Problem w tym, że mogliście go nie zauważyć, bo – podobnie jak przebitki z Mariackiej, Długiej, Ratusza Głównego Miasta i Neptuna – pojawia się on w pięciosekundowej zbitce, zmontowanej tak chaotycznie, że może od tego co najwyżej rozboleć głowa. Ale spokojnie, połowę spotu zajmują zbliżenia na wspomnianego Nikodema Rozbickiego paradującego po plaży w kopernikowskim odzieniu.
Na koniec wisienka na torcie... przepraszam, gofrze. Pojawia się Robert Lewandowski, który wraz z Eisenbergiem odbierają gdzieś z nasady sopockiego mola gofry. Wygłaszają sakramentalne "Poland? More than you expected"... i 30-sekundowy spot się kończy, zostawiając widza z odczuciem w rodzaju: co ja właśnie zobaczyłem?!
Jedyne, co logicznie usprawiedliwia ten klip, to to, że faktycznie Trójmiasto to coś o wiele więcej niż się spodziewasz po zobaczeniu tego spotu. Problem w tym, że trudno mi sobie wyobrazić widza tego materiału, który rzeczywiście zostałby nim zachęcony do przyjazdu.
POT brnie w złą kampanię i nie wyciąga wniosków
Polska Organizacja Turystyczna najwidoczniej postanowiła nie zrażać się głosami krytyki, które stanowiły jakieś 99 proc. opinii na temat pierwszego, "warszawskiego" spotu, i poszła dalej za ciosem, prezentując opinii publicznej kolejne koszmarki. A przecież wystarczyłyby dwa dni zdjęciowe w wakacyjnym Trójmieście, żeby zrobić coś lepszego. Może bez wielkich gwiazd, za to z pokazaniem tego, co północ Polski ma najlepszego do zaoferowania.
Przykłady? Nocne życie w kontenerowym miasteczku na terenach postoczniowych w Gdańsku, zapierające dech w piersiach gdyńskie klify, Mewia Łacha w Sobieszewie z wypoczywającymi obok fokami, jedyne w swoim rodzaju sopockie kamieniczki czy chociażby wpisane na listę UNESCO modernistyczne centrum Gdyni, z budynkiem Dworca Morskiego na czele.
Nie, tej listy nie stworzył chatGPT, podyktowałby ją każdy trójmiejski lokals. To twórcy spotu sprawiają wrażenie, jakby scenariusz do tak przecież ważnej rolki wypluła AI po otrzymaniu prompta "wymieszaj Kopernika z Wałęsą i polskim morzem i podaj to banalnie i na smutno".
Spoty Polskiej Organizacji Turystycznej miały dodatkowego pecha, bo wpadły w pułapkę czasową. Pierwszy z nich ukazał się bowiem równo z wybuchem afery wokół Marki Polska i profesor Barbary Mróz-Gorgoń. Sporo osób uznało, że są one elementem szalenie drogiej kampanii opartej na słynnym już absurdalnym "raporcie" fundacji byłej już rządowej pełnomocniczki.
Stąd ich przyjęcie było od razu fatalne. Ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia POT, bo wyprodukowali słabej jakości produkt, który generuje efekt odwrotny od zamierzonego.
Zobacz także
Czy potrzebujemy kolejnych spotów od Polskiej Organizacji Turystycznej?
Strach pomyśleć, co szykują dalej. Może pan Rozbicki w stroju Karola Wojtyły będzie przemierzał Kraków, wokół niego będą biegały lajkoniki, nagle na pół sekundy mignie gdzieś Anja Rubik? A na koniec Jesse Eisenberg będą z Lewym wsuwać cebularza, bo przecież Lublin i Kraków to też południowa Polska.
Nic mnie już nie zdziwi.
Wiem za to, czego się nie spodziewać. Tego, że ktoś w Polskiej Organizacji Turystycznej wciśnie hamulec, przeprosi i zapowie, że kampania ruszy od nowa, tym razem napisana przez profesjonalistów. No niestety, to by było zdecydowanie "more than you expected".
Jak oceniasz nowy spot od POT?
... odpowiedzi






