
Tego typu spór jeszcze nigdy nie trafił do polskiego sądu. W centrum bezprecedensowego procesu znalazła się decyzja KNF, która w kilkanaście dni przesądziła o losach dynamicznie rosnącego BitMarket24. Dziś na szali leżą miliony złotych, a sprawa może całkowicie zmienić reguły gry między państwowym nadzorem a polską branżą kryptowalut.
W poniedziałek 21 września 2026 roku rozpoczął się bezprecedensowy proces dotyczący odszkodowania za wpis na listę ostrzeżeń publicznych KNF. Przedstawiciele BitMarket24 zamierzają dowieść przed sądem, że decyzja nadzoru finansowego zablokowała giełdzie dostęp do sektora bankowego i bezpośrednio przesądziła o upadku platformy.
Bitwa o 2,5 mln zł. Martwa spółka kontra nadzór
Spółka zarzuca regulatorowi, że umieszczenie jej na czarnej liście nie było zbiegiem okoliczności, lecz elementem zakulisowej presji na banki, by systemowo odcinać rynek kryptoaktywów od podstawowych usług. KNF kategorycznie odrzuca oskarżenia.
Jak podaje money.pl, pierwsze posiedzenie zakończyło się bez przesłuchań – sąd postanowił, że świadkowie złożą zeznania na miejscu, wyznaczając kolejne terminy na 14 grudnia oraz 18 stycznia. Rozstrzygnięcie, czy obecny przewodniczący Jacek Jastrzębski w ogóle stanie przed sądem, zostało odłożone w czasie.
Przedmiotem sporu jest kwota 2 481 660,85 zł. Wyliczenia zawarte w pozwie oparto na analizie dr. hab. Radosława Pastusiaka, która szacuje hipotetyczną wartość rynkową biznesu w 2023 r. oraz prognozowane profity z kolejnych czterech lat.
– BitMarket24 to całkowicie martwy podmiot, który od czasu zwrotu środków klientom nie zarabia nic i ponosi jedynie minimalne koszty sprawozdawcze. Utrzymano go wyłącznie po to, by móc dokończyć sprawy z fiskusem, a teraz również stoczyć ten proces odszkodowawczy – twierdzi w rozmowie z money.pl pełnomocnik spółki mec. Leszek Kieliszewski.
Stanowisko UKNF jest zgoła odmienne. Regulator twierdzi m.in., że BitMarket24 nie wykazał realnej szkody, skoro formalnie wciąż funkcjonuje i prowadzi działalność operacyjną, co wyklucza tezę o spadku wartości firmy do zera.
Zobacz także
17 dni do katastrofy. Jak zamykano giełdę
Na początku 2019 r., po blisko pięciu latach działalności, giełda notowała dynamiczny wzrost – wypracowała niemal milion złotych prowizji i miała ponad 23 tys. użytkowników. Szukając legalnych ram, zgłosiła się do programu UKNF Innovation Hub. Podczas spotkania 11 stycznia 2019 r. przedstawiciele spółki mieli – według pozwu – usłyszeć, że regulator nie dopuści w Polsce żadnej działalności kryptowalutowej.
Zaledwie pięć dni później UKNF powiadomił prokuraturę, zarzucając giełdzie prowadzenie usług płatniczych bez zezwolenia (chodziło o przechowywanie środków klientów). 21 stycznia spółka trafiła na listę ostrzeżeń. Wpis zamknął jej drogę do rozmów z partnerami i skutkował natychmiastowym wypowiedzeniem rachunku firmowego przez Credit Agricole. Pozbawiony możliwości przyjmowania wpłat BitMarket24 musiał zwrócić środki użytkownikom i zamknąć platformę – zaledwie 17 dni po rozmowach w nadzorze.
Warto nie mylić BitMarket24 z giełdą Bitmarket, której upadek w lipcu 2019 r. opisywaliśmy w zestawieniu 3 kryptowalutowych afer w Polsce. W przypadku BitMarket24 klienci odzyskali swoje pieniądze.
Sprawa karna po zawiadomieniu UKNF została prawomocnie umorzona w 2023 r. z braku znamion przestępstwa, co dla giełdy jest koronnym dowodem na bezpodstawność działań nadzoru. UKNF domaga się oddalenia pozwu, powołując się na przedawnienie roszczeń, ustawowy obowiązek dokonania wpisu oraz suwerenną decyzję banku o zamknięciu konta.
Proces toczy się w gorącym politycznie momencie. Trzecie weto prezydenta, ustawa o kryptowalutach znowu w koszu i spór o to, czy KNF powinna nadzorować rynek kryptoaktywów, sprawiają, że relacje nadzoru z branżą znów są na pierwszym planie.
Byli i obecni szefowie KNF na sali rozpraw?
Powódka powołuje się także na przypadek kantoru Quark, któremu ten sam bank wypowiedział umowę, wskazując na wytyczne KNF (czemu nadzór zaprzeczał). Spółka zamierza dowieść swoich racji zeznaniami świadków: byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego, obecnego przewodniczącego Jacka Jastrzębskiego, a także pracowników banków, operatorów płatności i samego urzędu.
UKNF wnioskuje o pominięcie zeznań przewodniczących, argumentując, że sprawę wyjaśniają dokumenty. Mecenas Kieliszewski ripostuje, że w imię transparentności organu publicznego szef KNF powinien osobiście stawić się na sali sądowej.
Czy inwestujesz lub inwestowałeś/aś w kryptowaluty?
... odpowiedzi






