Myśliwiec F-16
Polski pilot nie musi już widzieć drona, by go zestrzelić. MON zmienia zasady Fot. Victor Maschek / Shutterstock

Polscy piloci zyskają prawo do natychmiastowego otwarcia ognia bez konieczności wzrokowej identyfikacji celu. MON zmienia kluczowe procedury wobec rosyjskich dronów i rakiet. Wystarczy tzw. identyfikacja pozytywna z radarów, by zestrzelić intruza naruszającego nasze granice.

REKLAMA

Polscy piloci nie będą już musieli widzieć wrogiego obiektu na własne oczy, żeby móc go zestrzelić. Jak poinformował wiceszef Ministerstwa Obrony Narodowej Cezary Tomczyk w poście na platformie X, resort upraszcza procedury użycia broni przeciwko dronom i rakietom manewrującym. Do otwarcia ognia wystarczy tzw. identyfikacja pozytywna, oparta m.in. na trajektorii, profilu lotu i kierunku, z którego nadleciał intruz.

Strzał bez patrzenia na cel. Nowe wytyczne MON dla pilotów

Wpis przedstawia kluczową zmianę w zasadach działania polskiego lotnictwa i obrony powietrznej. Ma ona skrócić czas reakcji na zagrożenia naruszające granice kraju. Decyzja jest bezpośrednią odpowiedzią na wnioski gen. Ireneusza Nowaka, dowódcy operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Wynikają one z doświadczeń obrony Ukrainy przed wojną rozpętaną przez Rosję i pojawienia się nowoczesnych środków napadu, takich jak odrzutowe drony i rakiety manewrujące, gdzie margines błędu i czas na reakcję liczy się w sekundach.

Zagrożenie nie jest teoretyczne. W połowie września nad Litwą myśliwce NATO zestrzeliły drona, a kilka godzin później Polska poderwała własne maszyny w związku z rosyjskim atakiem na Ukrainę. Po wcześniejszych incydentach nad Polską okazało się, że rosyjska dezinformacja po ataku dronów rozlewa się w sieci niemal równie szybko jak same bezzałogowce.

Fundamentem reformy jest odejście od wymogu identyfikacji wzrokowej (tzw. VID) na rzecz identyfikacji pozytywnej (PID). W praktyce oznacza to, że polski pilot nie musi już zbliżać się do obcego obiektu na odległość, z której zobaczy go własnymi oczami, żeby móc go zneutralizować.

Do podjęcia decyzji o ataku wystarczy zestaw skorelowanych danych radarowych i telemetrycznych. Należą do nich m.in. kierunek wlotu, brak odpowiedzi wojskowego transpondera IFF, prędkość, pułap oraz profil lotu charakterystyczny dla pocisków.

Bezpieczeństwo pasażerów na pierwszym miejscu. Wojsko wprowadzi specjalne strefy

Wiceminister Tomczyk podkreśla zarazem, że w czasie pokoju procedury muszą szczególnie chronić ruch cywilny i własne maszyny, które mogą np. mieć awarię urządzeń nawigacyjnych. Dlatego nowym zasadom towarzyszy mechanizm ścisłego zarządzania przestrzenią powietrzną. Wojsko zyska narzędzia do tworzenia specjalnych stref zakazu lotów, co ma wyeliminować ryzyko tragicznej pomyłki.

Dla lotnictwa cywilnego to ważne, bo każdy incydent oznacza utrudnienia. Po wcześniejszych naruszeniach przestrzeni powietrznej szef Ryanaira miał pretensje o rosyjskie drony i zamykanie lotnisk. Wzywał NATO do zdecydowanej reakcji.

Zmiana nie oznacza rezygnacji z weryfikacji celów, lecz jej unowocześnienie i przyspieszenie. Polska armia zintegruje radary, naziemne wyrzutnie rakiet (takie jak Patriot czy Poprad) oraz myśliwce. Dzięki temu ma szybciej podejmować decyzje i od razu otwierać ogień do wrogich obiektów na podstawie pewnych danych cyfrowych.

Pytanie, co nas obroni przed dronami Rosji, wraca przy każdej prowokacji Kremla. Eksperci zwracają uwagę m.in. na koszty strącania tanich bezzałogowców drogimi pociskami. Zmiana procedur to jeden element odpowiedzi. Drugim jest sprzęt: do Łasku trafiają kolejne nowe F-35 dla polskiej armii, które mają działać razem z Patriotami i radarami w jednym systemie obrony.

Sonda

Czy popierasz przyspieszenie możliwości otwarcia ognia przez pilotów?

... odpowiedzi