
Choć aż 85 proc. Polaków chce jawności wynagrodzeń, rozmowa o pensji z kolegą z biurka wciąż przypomina łamanie korporacyjnej etykiety. Badanie pokazuje niezwykłą i pełną sprzeczności postawę Polaków wobec firmowych finansów.
Pytanie o zarobki przy ekspresie do kawy wciąż potrafi wywołać w polskich biurach niezręczną ciszę. Mimo że żyjemy w czasach dynamicznych zmian rynkowych, temat pieniędzy nadal pozostaje jednym z największych tabu w środowisku pracowniczym. Jednocześnie z kim nie pogadasz, to zgodzi się, że fajnie byłoby mieć jawność wynagrodzeń. Wyłania się z tego obraz pełen sprzeczności: z jednej strony marzymy o przejrzystości, z drugiej – o własnej pensji wolimy milczeć.
O wypłacie mówimy szeptem
Z badania firmy InterviewMe "Jawność wynagrodzeń w opinii Polaków", przeprowadzonego na grupie 1261 Polaków wynika, że zaledwie 21 proc. badanych otwarcie rozmawia o swoim wynagrodzeniu ze współpracownikami. Najczęściej wybieramy rozwiązania pośrednie – 44 proc. respondentów porusza kwestie stawek wyłącznie z wybranymi, zaufanymi osobami z zespołu. Z kolei ponad jedna trzecia Polaków (35 proc.) woli całkowicie przemilczeć temat swoich finansów.
Skąd bierze się ten opór? Okazuje się, że ogromną rolę odgrywa tu sama kultura organizacyjna i postawa przełożonych. Aż 63 proc. ankietowanych przyznaje, że w ich miejscu pracy rozmowy o zarobkach są w jakiś sposób blokowane.
Z tej grupy 23 proc. zadeklarowało, że istnieje u nich oficjalny zakaz ze strony szefostwa. Zaś 40 proc. przyznało, że chociaż takiego nie ma, jest nieformalna presja, by ten temat pomijać. Tylko 37 proc. badanych pracuje w firmach, gdzie zarząd w żaden sposób nie ogranicza dyskusji o pensjach.
Wstyd jest w nas nadal silny
Choć badanie tego nie poruszyło, niewykluczone, że sami nakładamy na siebie cenzurę. Polacy unikają rozmów o pensji ze wstydu ("bo inni zarabiają więcej") albo z obawy przed zawiścią ("zaraz będą mi zazdrościć"). Nierzadko zdarzają się też kłamstwa dotyczące faktycznego wynagrodzenia. A jeśli w miejscu pracy w grę wchodzą jeszcze relacje rodzinne – oskarżenia o nepotyzm tylko czekają, by ujrzeć światło dzienne.
Tymczasem rozmowy rekrutacyjne przypominają starcie jak na Dzikim Zachodzie: kto wypali stawką pierwszy? Kandydat nie podaje swoich oczekiwań finansowych, by nie zaproponować zbyt niskiej stawki, a pracodawca nabiera wody w usta, aby nie spłoszyć kandydata albo nie dać za dużo.
Skąd to wiem, skoro nie z raportu? Nie powołuję się tu na instytut D.Z.D., lecz na własne doświadczenia z rynku pracy. Pytając szefostwo o zarobki innych, trafiałem na ścianę wymówek i miny pt. "jeszcze zaraz będzie o więcej prosił". Miałem też sytuację, w której nowa osoba u steru wypaliła do mnie z pytaniem: "czemu ty zarabiasz tak mało za swoją robotę?". Nie potrafiłem odpowiedzieć.
Nawet nie miałem pojęcia, że inni dostawali więcej – w tym osoby zatrudnione na podobnych stanowiskach już po mnie. Głupio wypytywać o każdą nową twarz w firmie. Z drugiej strony błędem było zakładać, że wszyscy jedziemy na tym samym wózku.
Dlaczego zgodziłem się na niższe zarobki, niż powinienem? Złożyły się na to brak doświadczenia oraz rozmowa o pracę pełna zawoalowanych deklaracji o pensji i podwyżkach. Wszystko opierało się na obietnicach w stylu "mamy konkurencyjne stawki". W drugą stronę kiedy ktoś pyta mnie o zarobki, nawet gdy jest to absolutnie zaufana osoba, moim pierwszym odruchem jest poszukać wymówki do zmiany tematu. Tak głęboko jest to zakorzenione.
Chcemy jasnych zasad, a nie biurowych plotek
Nasza niechęć do prywatnych rozmów o portfelach wcale nie oznacza, że chcemy żyć w nieświadomości. Aż 85 proc. Polaków deklaruje, że oczekuje większej transparentności wynagrodzeń w organizacjach (43 proc. zdecydowanie tak, a 42 proc. raczej tak). Ostatnie skandale ze Szpitala Południowego (lekarz Dawid Kacprzyk okazał się milionerem) dobitnie pokazują, jak silne oburzenie wywołują absurdalnie wysokie pensje, gdy nagle wychodzą na jaw. A ich ukrywanie było przecież możliwe właśnie dzięki ogólnemu milczeniu.
Jednak pracownicy wcale nie marzą o licytowaniu się stawkami na korytarzu, ale oczekują przejrzystego systemu – czytelnych kryteriów przyznawania pensji, jasnych reguł awansu oraz przewidywanych ścieżek podwyżkowych.
Potrzeba przejrzystości najmocniej ujawnia się na etapie poszukiwania pracy. Aż 90 proc. Polaków popiera obowiązkowe publikowanie widełek wynagrodzeń w ogłoszeniach rekrutacyjnych. Mamy dość ogólnikowych i nic niemówiących zwrotów typu "konkurencyjne wynagrodzenie" czy "atrakcyjny pakiet".
A czego najbardziej oczekujemy po jawnych stawkach w ogłoszeniach wg. badania InterviewMe?
Zwraca na to uwagę Żaneta Spadło, ekspertka kariery InterviewMe: – Gdyby się nad tym zastanowić, to brak widełek wynagrodzenia w ogłoszeniu o pracę brzmi dość absurdalnie. Wyobraźmy sobie analogiczną sytuację w sklepie internetowym: wybieramy ubrania, poświęcamy czas na znalezienie odpowiedniego kroju i koloru, dodajemy produkt do koszyka, a dopiero przy płatności dowiadujemy się, ile właściwie mamy zapłacić. W rekrutacji jest podobnie.
Zobacz także
Co zmienia Kodeks pracy?
Czas niedomówień i rynkowej samowoli dobiega końca, ale powoli . W Polsce trwają intensywne prace nad wdrożeniem unijnej dyrektywy o transparentności wynagrodzeń (2023/970), zawierającej m.in. ocenę wartości poszczególnych stanowisk lub rodzajów pracy.
Pierwsze zmiany zaczęły już obowiązywać w polskim prawie – zgodnie z art. 183ca Kodeksu pracy pracodawca ma obowiązek przekazać kandydatowi informację o proponowanej stawce najpóźniej przed rozmową kwalifikacyjną. Ponadto rekruterom zabroniono zadawania pytań o dotychczasowe zarobki kandydata w poprzednich miejscach pracy.
W teorii zmusza to pracodawców do porzucenia dawnych nawyków i budowania kultury opartej na zaufaniu oraz przejrzystości finansowej. W praktyce liczba ofert z jawnymi wynagrodzeniami wzrosła minimalnie.
Wedle innych raportów nawet doszło do ich zmniejszenia, bo pracodawcy wybierają czekanie na ostatnią chwilę przed rozmową kwalifikacyjną. Wszystko zgodnie z przepisami! Tak okazało się m.in w branży IT, gdzie jedynie najlepsi dostaną z wyprzedzeniem dyskretnie informacje o oferowanej im pensji.
"Im mocniej pracodawca konkuruje o kandydata, tym częściej podaje widełki, bo wie, że bez nich nie przyciągnie uwagi. Doświadczeni specjaliści mogą sobie pozwolić na wybieranie ofert – otwierają te, które pokazują stawki, i ignorują pozostałe. Juniorzy aplikują tam, gdzie tylko się da, więc pracodawca nie ma presji, by od razu odkryć karty. Stąd paradoks: regulacja, która miała w pierwszej kolejności pomóc osobom o słabszej pozycji na rynku, na razie najwolniej zmienia sytuację właśnie w tym segmencie" – tłumaczyła Paulina Świątkiewicz z HR w justjoin.it i rocketjobs.pl.
Czy potrafisz rozmawiać o swoich zarobkach?
... odpowiedzi






