
Polska, Czechy czy Litwa przeprowadziły transformację bez pomocy "bogatego brata” – w przeciwieństwie do wschodnich Niemiec. Czego uczy ich przykład? – pyta "Berliner Zeitung”.
Przed przypadającą w sobotę, 3 października, 36. rocznicą zjednoczenia Niemiec berliński dziennik "Berliner Zeitung" porównuje doświadczenia transformacji ustrojowej i gospodarczej we wschodnich Niemczech, czyli dawnej NRD, oraz w Polsce, w Czechach i na Litwie.
Jak zauważa autor, Nicolas Butylin, wschodnie Niemcy przyciągają dziś uwagę przede wszystkim w związku z wynikami wyborów do parlamentów regionalnych, "które trafiły na pierwsze strony gazet nawet za granicą". W Saksonii-Anhalcie częściowo skrajnie prawicowa AfD zdobyła prawie 44 procent głosów, a w Meklemburgii-Pomorzu Przednim chadecka CDU, która rządzi w Niemczech, nie dostała się do parlamentu regionalnego.
"Powody są różne. Wiele osób na wschodzie czuje się porzuconych przez politykę prowadzoną z perspektywy stolicy państwa. Za tym poczuciem niezadowolenia ze statusu quo kryją się też wcześniejsze doświadczenia, które oddziałują do dzisiaj: poczucie, że od 1990 roku o losach wschodu decydowano przede wszystkim z zewnątrz" – pisze Butylin.
"Ktoś inny decyduje o nas"
I dodaje, że w tym właśnie tkwi "mała, ale istotna różnica" w porównaniu z Polską, Czechami i Litwą. "Bowiem ponad 36 lat temu wschodnie Niemcy miały coś, czego Polacy, Czesi i Litwini nie mieli: bogatego brata, który przyniósł nowy system prawny, nową administrację, kadrę i pieniądze" – pisze dziennikarz "Berliner Zeitung".
Według niego dominacja zachodnioniemieckich firm i elit doprowadziła do trwałych różnic i do powszechnego poczucia, że "ktoś inny o nas decyduje".
Jako przykład podaje instytucję Treuhandanstalt (Urząd Powierniczy), czyli powołana w 1990 roku agencję zajmująca się prywatyzacją bądź likwidacją majątku państwowego dawnej NRD. "Po 1990 roku agencja ta sprzedawała przedsiębiorstwa NRD, co spowodowało utratę 2,6 z 4,1 miliona miejsc pracy. Nabywcy prawie zawsze pochodzili z zewnątrz. 80 procent firm trafiło w ręce mieszkańców zachodnich Niemiec, a tylko 6 procent do mieszkańców wschodnich Niemiec. Wielu młodych ludzi się wyprowadziło" – czytamy.
Polska "gruba kreska"
Jak wskazuje Butylin, po wprowadzeniu unii walutowej między RFN i NRD w lipcu 1990 roku "z dnia na dzień przedsiębiorstwa NRD zaczęły wypłacać pensje w markach niemieckich, po kursie jeden do jednego, i nagle musiały sprzedawać swoje produkty po zachodnich cenach". Tymczasem Polska i Czechy mogły zdewaluować swoje waluty, dzięki czemu towary stały się tańsze.
Za "odważny krok" autor uważa politykę "grubej kreski" pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego. "Chodziło o to, że jego rząd nie zamierzał mścić się, tylko patrzeć w przyszłość. Później Mazowiecki wyjaśniał, że trzeba było zaoferować demokrację wszystkim – nawet ponad dwóm milionom byłych członków partii komunistycznej" – opisuje dziennikarz.
"Dla wielu Polska to ogólnoeuropejska historia sukcesu. Na przykład około 1990 roku cukier był jeszcze na kartki, a Polak zarabiał dziesiątą część tego, co Niemiec z Zachodu. Dzisiaj polska gospodarka zajmuje dwudzieste miejsce na świecie, wyprzedzając nawet Szwajcarię. Od przystąpienia do UE w 2004 roku kraj ten rozwija się dwa razy szybciej niż reszta Unii. Bezrobocie jest niższe niż w Niemczech" – pisze Butylin. Chwali też wykształcenie młodych Polaków. Jak pisze, wzrosła też ich pewność siebie, a duma narodowa zawsze była tu obecna.
Całkowita przemiana
W Czechach, jak czytamy, płace są dziś 14 razy wyższe niż w czasach socjalizmu, a ceny tylko siedem razy. "Stolica, Praga, jest prawie tak bogata jak Hamburg, biorąc pod uwagę siłę gospodarczą na mieszkańca. Mało które państwo w UE ma tak mało bezrobotnych (…) Czechy należą do krajów Europy o najmniejszych różnicach w dochodach" – wylicza autor. Przyznaje, że idealnie jednak nie jest: Tylko nieco ponad połowa Czechów odpowiada w ankietach, że ludziom żyje się dziś lepiej niż przed 1989 rokiem – podobnie, jak na wschodzie Niemiec.
Z kolei Litwa, która najpierw musiała odzyskać niepodległość od Związku Radzieckiego, zmieniła się całkowicie pod względem gospodarczym. "Kiedyś kraj ten utrzymywał się z rolnictwa i prostego przemysłu. Dziś ten kraj członkowski UE i NATO zarabia na IT, finansach i usługach. Stolica, Wilno, jest teraz bogatsza niż średnia w UE" – pisze Butylin.
Zobacz także
"Reżyserię przejęli inni"
I zaznacza, że Polacy, Czesu i Litwini "też nie byli całkiem sami" w czasie transformacji. "Dostali sporo pieniędzy z Brukseli. Różnica polega na tym, że w Warszawie, Pradze i Wilnie sukces należy do ludzi, którzy na niego zapracowali. Sami popełnili swoje błędy i dlatego mogą sami świętować swoje sukcesy" – pisze.
"Również mieszkańcy wschodnich Niemiec po 1990 roku ciężko pracowali, przekwalifikowali się i zaczęli od nowa. Ale reżyserię przejęli inni. Kto nie mógł sam kierować przemianami, ten nie świętuje sukcesu jako swojego własnego. To mówi więcej o rocznicy 3 października, niże jakiekolwiek statystyki" – konkluduje dziennikarz "Berliner Zeitung".
Opracowanie: Anna Widzyk






