
Europa wreszcie zrozumiała, że nie może polegać wyłącznie na amerykańskim oprogramowaniu. Korzystamy z niego wszyscy, a przez dekady stanowiło ono jedyny domyślny wybór. To się jednak zmienia – naprzeciw nowym potrzebom wychodzi europejski zespół ze swoim pakietem Office.eu, o czym w wywiadzie opowiada mi Jan-Willem Menkveld.
Platforma Office.eu wystartowała we wrześniu jako europejska odpowiedź na Microsoft 365 i Google Workspace. Oferuje zbliżone możliwości, ale gwarantuje pełne bezpieczeństwo danych, które w 100 proc. pozostają w rękach podmiotów z Unii Europejskiej i są przechowywane na tutejszej infrastrukturze. W cenie 10 euro (ponad 40 zł) miesięcznie dostępny jest pakiet Basic (w chwili publikacji objęty 50-procentową zniżką na start). Na razie usługa zapewnia dostęp jedynie do chmury danych, jednak w planach jest pełen zestaw narzędzi znany z oferty amerykańskich gigantów technologicznych, we wszystkich językach krajów UE.
O szczegółach tej oferty, możliwości podważenia dominacji Big Techów oraz planach rozwoju i obecności w Polsce rozmawiam z Janem-Willemem Menkveldem, dyrektorem handlowym Office.eu.
***

Sebastian Luc-Lepianka: Ilu użytkowników obecnie macie?
Jan-Willem Menkveld: Właśnie wprowadziliśmy na rynek ofertę o nazwie Consumer Basic. To nasza pierwsza propozycja, obejmująca usługę EU Drive. Obecnie z systemu korzysta już kilkuset użytkowników. Najpierw było to 100 osób, a obecnie zwiększyliśmy ten limit do 1000 użytkowników, którzy mogą się zarejestrować, zostać klientami i zacząć korzystać z naszego oprogramowania.
Powiedziałeś, że macie kilkuset użytkowników. A dokładniej?
Około 400. Pochodzą z całej Europy: Hiszpanii, Norwegii, Islandii, Polski i innych krajów. Widzimy Office.eu jako prawdziwie europejską inicjatywę.
Zaczęliście we wrześniu tego roku, to tak średnio 100 na tydzień? Czy tylu użytkowników to dużo, czy mało do tego czasu?
Tak, wyniki są naprawdę dobre. Pamiętajmy jednak, że uruchomienie odbyło się w sposób kontrolowany operacyjnie, więc do wspomnianej grupy 50 tysięcy osób docieramy partiami. Jesteśmy też gotowi na zwiększenie skali działań i właśnie to zamierzamy zrobić.
Czemu Office.eu powstaje dopiero teraz, a nie np. dekadę wcześniej?
Gdybyś zapytał mnie o to dziesięć lat temu, nigdy bym nie przypuszczał, że do tego dojdzie. Jednak jeszcze dekadę temu kupowanie amerykańskiego oprogramowania było czymś zupełnie normalnym, ponieważ nie wiązało się z tym żadne ryzyko. Co więcej, rezygnacja z zakupu byłaby wręcz dziwna; w firmie taka decyzja mogłaby nawet zagrozić czyjejś karierze. Czasy jednak się zmieniły. My, jako Europejczycy, stajemy w obliczu nowego rodzaju ryzyka, a rynek również ulega przekształceniom.
Czy są jakieś duże firmy i instytucje rządowe, w Polsce lub UE, które korzystają z waszego oprogramowania?
Obecnie nie. Około 65 proc. z naszej bazy chętnych klientów to konsumenci, a 35 proc. to firmy i nie tylko. Od sektora MŚP po wielkie korporacje – ale także podmioty publiczne, takie jak gminy czy instytucje UE. Spotykamy się zatem z dużym zainteresowaniem i licznymi pytaniami ze strony przedsiębiorstw. W tej grupie znajduje się również wiele polskich firm oraz polskich konsumentów.
Macie zainteresowanie spoza Unii Europejskiej?
Tak, otrzymujemy zgłoszenia również spoza Europy – na przykład z Australii, Stanów Zjednoczonych, Islandii i oczywiście z Kanady. Osoby te chcą ograniczyć ryzyko, więc szukają alternatyw – alternatyw europejskich – i trafiają do nas. To oczywiście wspaniała sprawa.
Jak to sfinansowaliście?
Firma została założona przez czterech inwestorów, którzy połączyli siły, więc w pewnym sensie finansujemy się sami. Inwestorzy pokrywają koszty, a obecnie zatrudniamy około 20 osób.
To bardzo mały zespół.
Tak, ponieważ korzystamy z gotowego oprogramowania. Naszą technologię pozyskujemy od Nextcloud – niemieckiej firmy. To oni stworzyli to oprogramowanie, choć wyznają inną filozofię. My natomiast zbudowaliśmy wokół niego własną warstwę oprogramowania, obejmującą cyfrowe procesy rejestracji i wdrażania użytkownika (onboardingu).
Co odróżnia Office.eu od konkurencji
Powiem brutalnie wprost: u nas w Polsce korzystania z oprogramowania Microsoftu uczy się w szkołach. Jak chcecie z tym rywalizować bez odgórnego wsparcia europejskich Ministerstw Edukacji albo Cyfryzacji?
Oczywiście bardzo pomocne byłoby wsparcie ze strony rządów. Jeśli wyrażą taką chęć, mogą się z nami skontaktować – jesteśmy na to otwarci. Chciałbym również podkreślić, że kluczowe znaczenie mają kompatybilność i użyteczność. Wystarczy spojrzeć na nasze oprogramowanie: EU Docs – nasz zamiennik programu Word – jest do niego bardzo podobny.
Po uruchomieniu aplikacji użytkownik widzi strukturę menu z dokładnie tymi samymi elementami. Dzięki temu obsługa jest łatwa i intuicyjna. Różnica polega na tym, że jest to rozwiązanie europejskie, działające w oparciu o europejską infrastrukturę.
Podobieństwa to mało powiedziane, kiedy macie "Office" w nazwie. Office.eu, Microsoft Office – nie boicie się, że Amerykanie zapukają z pozwem?
Nie, nie obawiamy się tego. Słowa "office" nie można zarejestrować jako znaku towarowego; jest ono zbyt ogólne. Dlatego uznaliśmy, że Office.eu to właściwa nazwa. Określa ona, czym jest produkt, jest bardzo czytelna i wskazuje na UE z której jesteśmy dumni.
I nie boimy się Microsoftu.

Kilka lat temu nikt nie podejrzewałby, że ktoś zarejestruje takie nazwy jak "Meta" albo "X"...
Wiem, wszystko jest możliwe. Ale oczywiście zrobiliśmy badania na ten temat.
A czemu nie wymyśliliście własnej, unikatowej nazwy? Nie boicie się, że ktoś po prostu pomyśli, że jesteście taką "europejską podróbką"?
Chcemy również budować markę, a to jest właśnie jej nazwa. Zawiera ona informację o tym, czym jest produkt, a także uwzględnia człon "EU". Przynależność do Unii Europejskiej oznacza również ochronę prywatności – zarówno obywateli, jak i firm – co uważamy za niezwykle istotne. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się na tę nazwę.
Ludzie będą oczywiście mieli własne skojarzenia z tą marką. Budujemy ją w oparciu o trzy kluczowe filary: suwerenność, bezpieczeństwo i zrównoważony rozwój. To nasz własny atut. Musimy też oczywiście pokazać, że wprowadzane przez nas oprogramowanie dorównuje rozwiązaniom oferowanym obecnie przez wielkie firmy technologiczne. Chcemy oferować rozwiązanie biurowe typu plug-and-play – łatwe w obsłudze, dobrze zintegrowane i intuicyjne. A jeśli ktoś zechce zrezygnować z Office.eu, taka możliwość również powinna istnieć. To zupełnie inna filozofia od konkurencji.
Co dostanie użytkownik
Spójrzmy na to jednak z perspektywy zwykłego Kowalskiego, jak to mówimy w Polsce: on nie zna się na tym, jak dany arkusz kalkulacyjny zapewnia mu bezpieczeństwo danych, on chce policzyć liczby w tabelkach. Co w takim razie da mu Office.eu, czego nie da Microsoft czy Google Workspace?
Nasze oprogramowanie pozwala robić wszystko, czego potrzebujesz – zwłaszcza jako przeciętny użytkownik. Możesz pracować z arkuszami kalkulacyjnymi, dokumentami i prezentacjami, obsługiwać pocztę elektroniczną, umawiać spotkania i zarządzać kontaktami, a wszystko to odbywa się w sposób, do jakiego przywykłeś – jest naprawdę intuicyjne.
Kluczowa różnica polega właśnie na tym, że rozwiązanie to działa w oparciu o infrastrukturę unijną.
Czyli przeciętny Kowalski nie znajdzie tu żadnej nowej funkcji, której nie ma konkurencja?
Jesteśmy w trakcie pewnego procesu. Jak już wspomniałem, uruchomiliśmy ofertę "Consumer Basic", a w kolejnym kroku wprowadzimy na rynek propozycję "Share" dla klientów biznesowych oraz nasze pozostałe rozwiązania. Budujemy fundamenty. Następnie włączymy do oferty suwerenną sztuczną inteligencję i będziemy działać dalej. Na tym nie poprzestaniemy – mamy plan działania i będziemy go konsekwentnie realizować. Obecnie kluczowe jest zbudowanie solidnych podstaw, na których będziemy mogli dalej budować. Uważam, że warto, aby ludzie wiedzieli, iż będziemy kontynuować nasze działania.
Po rozczarowaniu Copilotem Microsoftu muszę zapytać: czemu chcecie dać AI w pakiecie?
Europejskie AI będzie zawarte w naszym oprogramowaniu. Budujemy to, co konsumenci chcą. Ty jesteś jedną osobą, ale kiedy spoglądam na rynek, widzę ogromny popyt na AI. Ludzie i firmy zmieniają się i integrują to do swojej pracy. I chcemy dać im bezpieczną, europejską alternatywę. Z tym, że chcemy również, aby AI było tylko dodatkową opcją do zakupu.
Kiedy uruchomicie plany Pro i Max oraz co będą zawierać?
Zaczęliśmy od pakietu Basic, obejmującego usługę EU Drive. Wariant Pro będzie zawierał EU Drive oraz EU Docs, EU Spreadsheet, EU Presentation i EU Notes – stanowi więc kolejny krok naprzód. Pakiet Max obejmie wszystko, co znajduje się w wersji Pro, a dodatkowo EU Talk, EU Calendar, EU Mail i EU Contacts. Przyjęliśmy taki podział, ponieważ poczta wymaga ścisłej integracji z kontaktami i kalendarzem; wysyłając zaproszenie, korzysta się właśnie z poczty. Jeśli chodzi o terminy premiery, przewiduję, że wersja Pro będzie dostępna za cztery do sześciu tygodni, a wersja Max – mniej więcej cztery tygodnie później.
Co dalej po tym?
Oferujemy również rozwiązania dla firm: pakiet Share, Create i Collaborate zawierające różne zestawy narzędzi. Usługi te również zostaną uruchomione w bieżącym roku. Kolejnym krokiem będzie wprowadzenie wspomnianej wcześniej suwerennej sztucznej inteligencji.
Polskie akcenty
Macie w ogóle jakichś Polaków w zespole?
Jak już wspomniałem, postrzegamy siebie jako firmę europejską. Zatrudniamy pracowników z Hiszpanii oraz z Polski. Nawiązujemy również współpracę z dostawcami usług zarządzanych (MSP), ponieważ to właśnie w tym segmencie kryje się ogromny potencjał rynkowy – firmy MSP działają w każdym kraju. Zajmują się one obsługą środowisk pracy swoich klientów, wspierając średnie przedsiębiorstwa w kwestiach związanych z oprogramowaniem, użytkownikami, bezpieczeństwem itp. Współpracujemy zatem z MSP i z pewnością będziemy współpracować z takimi firmami również w Polsce.
Otworzycie kiedyś biuro u nas?
Sądzę, że w miarę rozwoju działalności konieczne będzie otwarcie biura w Polsce, przy czym byłaby to placówka zajmująca się sprzedażą i marketingiem.
Jak dużo Polaków interesuje się waszym oprogramowaniem?
Z tych ponad 50 tys. wstępnych rejestracji dokładnie 2144 z nich pochodzi z Polski.

Jak wypadamy na tle reszty Europy?
Polska zajmuje siódme miejsce wśród 27 krajów UE. W przeliczeniu na liczbę mieszkańców odnotowujemy tu średnio więcej rejestracji niż w Niemczech czy we Francji. Jeśli chodzi o wstępne rejestracje firm, siedem na dziesięć to małe przedsiębiorstwa zatrudniające maksymalnie 25 osób.
Zapytaliśmy również o preferowany termin przejścia na Office.eu – 77 proc. respondentów wskazało okres trzech miesięcy.
Przyszłość Office.eu
A co ze wspieraniem oprogramowania? Jeśli kupię u was plan, mam gwarancję, że będę korzystał spokojnie z waszych usług przez lata? Klienci Microsoftu narzekali, że w nowym pakiecie opcja tańszej subskrypcji była ukryta.
Trzeba myśleć tak jak klient, a nie irytować go czy zniechęcać do dalszego korzystania z usług. Klient jest dla nas najważniejszy. To właśnie chcemy reprezentować. To nasza codzienność, element naszego DNA i kultury organizacyjnej – i właśnie pod tym kątem dobieramy ludzi. Uważamy to za kwestię kluczową.
Chcę podkreślić, że takie podejście [Microsoftu, dop. red] jest sprzeczne z naszymi zasadami i filozofią. Nie chcemy być firmą, która tak traktuje klientów. Co więcej, jeśli już dojdzie do takiej sytuacji i nie będziesz zadowolony z naszych usług, powinieneś mieć możliwość łatwej rezygnacji.
Wasze usługi są subskrypcją. Czy są plany, aby wersja basic albo jakaś jej prostsza wersja pojawiła się za darmo?
Nie. Wiele o tym myślałem, ponieważ często słyszę to pytanie – także w rozmowach z potencjalnymi klientami, partnerami i firmami. Wyjaśniam im, że oferujemy miesięczną subskrypcję, więc można przetestować nasze oprogramowanie przez miesiąc. Można nawet zdecydować się na zakup – założenie konta zajmuje 60 sekund, a kolejne 60 wystarczy na uruchomienie przestrzeni roboczej i jej przetestowanie – a następnie anulować subskrypcję choćby godzinę później. A wszystko to w bardzo niskiej cenie.
Jeśli udostępnimy to za darmo, nie mam pewności, czy klienci naprawdę chcą to wypróbować, czy po prostu chcą to mieć. Zależy nam na osobach zmotywowanych i chętnych do spróbowania, dlatego pobieramy niewielką opłatę. Jeśli uznasz, że to nie dla Ciebie, nie musisz kontynuować. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy się na umowy miesięczne.
Zobacz także
Nie boicie się, że bariera opłaty odstraszy klientów?
Nie sądzę. Uważam, że Europa się zmienia. Mieszkańcy Europy stają się coraz bardziej świadomi zagrożeń, z jakimi się mierzą. Codziennie widzą w wiadomościach, jak zmienia się pozycja Stanów Zjednoczonych, i myślę, że budzi to w nich niepokój. Sam również należę do tego grona i szukam alternatyw. Ludzie naprawdę zaczynają działać.
Jakie stoją przed wami największe wyzwania?
Obecnie jest to podwojenie wielkości organizacji. Dysponujemy strukturą pozwalającą na pozyskanie nowych pracowników; wyzwaniem jest sama realizacja tego planu. Dobrą wiadomością jest to, że nie mamy problemu z dostępnością talentów. Jednak nawet po podwojeniu zatrudnienia pozostaniemy niewielką firmą, więc uważam, że w przyszłym roku musimy powtórzyć ten krok, aby móc działać szybciej.
Jak widzisz waszą przyszłość, gdyby Office.eu stało się popularne?
Osiągnięcie zamierzonego poziomu w zakresie aplikacji biurowych i suwerennej sztucznej inteligencji wymaga czasu; proces ten potrwa aż do przyszłego roku. Sądzę, że dopiero wtedy będziemy mogli zająć się produktami przewyższającymi ofertę Microsoftu i innych gigantów technologicznych. Uważam, że w perspektywie trzech do pięciu lat staniemy się europejską alternatywą na rynku.
Popuśćmy wodze fantazji: a może zrobicie własny, europejski system operacyjny alternatywny dla Windows?
Dobre pytanie – musimy się nad tym zastanowić. Obecnie nie ma tego w naszych planach rozwojowych. Uważam, że powinniśmy skupić się na tym, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy.
Zatem może w przyszłości, ale nie w najbliższym czasie.
Czy europejskie oprogramowanie i firmy IT mogą jeszcze osiągnąć taki sam poziom superpotęgi jak amerykańskie Big Techy?
Tak, uważam, że to możliwe. Często nie doceniamy wartości UE i jej prawodawstwa, które chroni nas – zarówno obywateli, jak i przedsiębiorstwa. To ogromny atut dla całej Europy. Sądzę, że dostrzegą to również osoby spoza Europy i będą rozważać, czy chcą korzystać z oprogramowania wielkich firm technologicznych – wraz z wiążącym się z tym ryzykiem – czy też działać w oparciu o przepisy unijne. Uważam, że tak właśnie się stanie.
Konkurencja ta ma przewagę wynikającą z dziesięcioleci doświadczeń w tworzeniu oprogramowania. Europa dysponuje jednak odpowiednim potencjałem kadrowym i kapitałem oraz wystarczająco dużym rynkiem, by tworzyć własne rozwiązania biurowe. I właśnie tym się zajmujemy.






