Miliardy euro z UE pod znakiem zapytania. "Dzisiejsza mozaika polityczna to dla Polski problem"

Mariusz Janik
Decyzja o powiązaniu wypłaty środków unijnych ze stopniem przestrzegania praworządności w krajach, które miałyby z nich korzystać, to fatalne wieści dla władz w Warszawie. Potencjalne konflikty z Brukselą, co prawda, i tak rozsądzać będzie pewnie Trybunał w Luksemburgu, ale nawet przy założeniu, że Polska postawi na swoim w sądzie, to środki będą uruchamiane ze znacznym opóźnieniem.
Bruksela poszła za oczekiwaniami protestujących przeciw łamaniu praworządności. Na zdj. demonstracja przeciw reformie sądownictwa w Warszawie. Fot. Jędrzej Nowicki / Agencja Gazeta
Czwartkowe głosowanie w Parlamencie Europejskim było długo wyczekiwanym, ostatnim aktem dramatu pod tytułem „Jak Unia będzie chciała przywołać do porządku polski rząd”. Wywołujące kontrowersje poczynania kolejnych gabinetów sformowanych przez PiS wraz z koalicjantami ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego od miesięcy wywoływały spory na linii z Brukselą.

Teraz Unia Europejska formalnie stworzyła sobie kij, którym może straszyć odstające od demokratycznych standardów kraje, jak Polska czy Węgry. W głosowaniu odzwierciedliły się zresztą te same podziały: np. parlamentarzyści opozycyjni głosowali za wiązaniem praworządności z wypłatą funduszy, ci związani z rządem – przeciw.


W razie kontrowersji - Luksemburg
Oczywiście, za wcześnie jeszcze, by prognozować dalszy scenariusz wydarzeń. – Decyzja o powiązaniu obu spraw zapada pod koniec kadencji: czekają nas wybory europejskie i wybory w Polsce – podkreśla w rozmowie z INNPoland.pl były minister finansów, Mirosław Gronicki. – Przy założeniu, że powtórzy się dzisiejsza mozaika polityczna, dla Polski będzie to problem; jeśli się zmieni – być może problem pozostanie jedynie teoretyczny – dodaje.

Jego zdaniem, wiele zależy od interpretacji i tego, jak zdefiniujemy np. uszczerbek praworządności. Kto będzie o tym decydował? – Spodziewam się, że ostateczne decyzje – i odpowiedzialność za nie – będzie podejmować Komisja Europejska: zarówno za definiowanie, czy praworządność była przestrzegana, jak i odnośnie środków finansowych – kwituje były szef resortu finansów.

Na wypadek potencjalnych sporów pozostanie nam Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. – Jeżeli będą jakieś kontrowersje, to i Komisja, i zainteresowany kraj mogą wystąpić o rozstrzygnięcie tej instytucji – przekonuje Gronicki.
Minister energii Krzysztof Tchórzewski i premier Mateusz Morawiecki. Rząd w Warszawie na niejednym polu może się spierać z UE.Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
W grę wchodzą teoretycznie dwie możliwości: wstrzymanie już przyznanych Polsce środków oraz zmniejszenie puli, którą przeznacza się dla Polski w kolejnych perspektywach budżetowych. Gronicki jest przekonany, że potencjalne karanie państw nie stosujących się do standardów praworządności nie będzie powiązane ze zmniejszaniem samej puli lecz raczej wypłatą środków z niej.

Sukces rozwojowy, niestety
Środków, tak czy inaczej, będzie mniej. – W poprzedniej perspektywie byliśmy bardzo skuteczni w ich pozyskiwaniu, w kolejnych już zapewne nie będziemy tak skuteczni – podkreśla były minister. – Gdyby było inaczej i sprawa praworządności była rozpatrywana przy wydzielaniu puli, byłby to fatalny scenariusz: mogłoby to być rozgrywane jako argument za opuszczeniem Unii – dodaje.

Mało tego, nie zapominajmy też o Brexicie: przy tworzeniu kolejnej perspektywy finansowej UE środków będzie mniej, gdyż zabraknie Wielkiej Brytanii, pojawią się za to nowe kraje, wymagające pomocy. – A i sukces rozwojowy Polski przyczyni się do tego, że środków dla nas będzie mniej – podsumowuje Gronicki.

Jeżeli dojdzie zatem do starcia między Warszawą a Brukselą, pod znakiem zapytania stanie los kilkudziesięciu miliardów euro. W perspektywie budżetowej UE na latach 2014-2020 Polsce przyznano 120,1 mld euro, z czego 82,5 mld euro to tzw. fundusze spójności, czyli dofinansowanie pozwalające nam nadganiać gospodarcze, infrastrukturalne czy społeczne zapóźnienia w stosunku do reszty Europy.

101 proc. puli
Z danych opublikowanych kilka miesięcy temu przez ministerstwo inwestycji i rozwoju wynika, że Polska wykorzystała już niemal 60 proc. środków z funduszy spójności, czyli około 50 mld euro. Pozostaje jednak kolejne 30 mld euro plus jakaś część środków przekazywanych Polsce poprzez inne fundusze.
Pula środków dla Polski na lata 2014-2020 wyniosła w sumie 120 mld euro. Te pieniądze nakręcają koniunkturę w gospodarce, od budownictwa, przez transport po informatyzację i szkolenia.Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Na pieniądzach z Brukseli opiera się dziś koniunktura w wielu branżach – począwszy od budowlanki, która realizuje duże kontrakty dla władz samorządowych i instytucji centralnych, przez rozwój działalności badawczej i innowacji, po informatyzację i rozwój działań proekologicznych. Ale beneficjentem może być właściwie każda firma, która umiejętnie uzasadni wniosek i ma plan na rozwijanie się – zarówno na rynku rodzimym, jak i za granicą.

– Gdybyśmy wszystkie wnioski rozpatrzyli pozytywnie, nie byłoby już czego dzielić, bo to 101 proc. przyznanej nam puli – podsumowywał ostatniego lata minister inwestycji i rozwoju, Jerzy Kwieciński. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że polscy wnioskodawcy złożyli już wnioski na całość przeznaczonej dla naszego kraju kwoty (co nie znaczy, że wszystkie wnioski są prawidłowo wypełnione, spełniają kryteria i zostaną zaakceptowane).

Teraz problem w tym, czy pozostające jeszcze w puli kilkadziesiąt miliardów euro nie zostanie przez Brukselę zablokowane, co boleśnie odbiłoby się również na wnioskodawcach. A drugie pytanie – na co będziemy mogli liczyć po 2020 r. Z ustaleń, jakie poczyniono jeszcze wiosną 2018 r. wynikało, że budżet UE na nową perspektywę będzie wynosić 1,279 biliona euro, z czego na fundusze spójności trafi 365 mld euro.

Teoretycznie, to ciut więcej niż w obecnej perspektywie (ponad 351 mld euro). Jednak Polska jest już dalece bardziej rozwinięta niż w 2014 roku (albo – „odstaje” w mniejszym stopniu) i nie może już liczyć na to, że zgarnie niemalże jedną czwartą wszystkich środków. Pod tym względem zaczynają się – paradoksalnie – chude lata.