Obrońcy klimatu się ucieszą. Ta połowa Ziemi wciąż może zostać uratowana

Patrycja Wszeborowska
Choć coraz wyraźniej zdajemy sobie sprawę, że Ziemia jest tylko jedna i nie należy jej tak intensywnie wyzyskiwać, to trudno zaprzeczyć, że ludzkość wciąż plądruje Ziemię do granic wytrzymałości. Zamiast jednak rozglądać się po kosmosie w poszukiwaniu następnych planet do zamieszkania, warto spojrzeć na najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu of Maryland-Baltimore County.
Połowa ziemskiego lądu wciąż w małym stopniu została wyeksploatowana przez człowieka. 123rf.com

Miejsca nietknięte ludzką stopą

Na Ziemi wciąż istnieją dziewicze, nietknięte ludzką stopą obszary, jak wynika z mapy wykonanej właśnie przez naukowców z Uniwersytetu of Maryland-Baltimore County. Porównując setki danych przestrzennych badacze doszli do wniosku, że średnio połowa lądu na świecie (48-56 proc.) wykazała się niskim wpływem działalności człowieka.

– Chociaż użytkowanie gruntów przez ludzi w coraz większym stopniu zagraża pozostałym naturalnym siedliskom na Ziemi, zwłaszcza na cieplejszych i bardziej „gościnnych” obszarach, to prawie połowa Ziemi wciąż pozostaje nietknięta intensywnym użytkowaniem na dużą skalę – mówi w rozmowie z Science Alert Erle Ellis, jeden z badaczy.

Jest szansa dla Ziemi

Warto podkreślić, że choć połowa ziemskiego lądu nie jest jeszcze w dużym stopniu wyeksploatowana, to jedynie około jedna czwarta (20-34 proc.) wolnej od wody i lodu powierzchni naszej planety wykazuje „bardzo niskie” oznaki wpływu działalności człowieka. Nietknięte tereny to głównie bardzo zimne lub suche obszary, jak pustynie czy tundra.


– Nasze odkrycia sugerują, że około 50 proc. ziemskiej powierzchni planety została wyeksploatowana przez człowieka w jedynie niewielkim stopniu, dzięki czemu możliwe jest globalne wezwanie do aktywnych działań służących ochronie i zachowaniu tej połowy ziemskiej planety – przekonują naukowcy.

Co ciekawe, wielu naukowców jest przekonanych, że gdyby nie wyniszczająca działalność człowieka względem natury, to nie doszłoby do pandemii koronawirusa. Wirus SARS-CoV-2 odpowiedzialny za wywoływanie choroby pochodzi bowiem od zwierząt, a jego transfer na ludzi byłby niemożliwy, gdyby ludzkość nie wtargnęła na obszary, które powinny pozostać dzikie.