Spóźnił się na samolot do Polski. Desperat wskoczył na taśmę bagażową [wideo]

Krzysztof Sobiepan
Dla niektórych 35-minutowe spóźnienie na odprawę na lotnisku to żaden problem. Niefortunny pasażer chciał za wszelką cenę dostać się na lot do Polski. Zamiast wejściem chciał przedostać się na pokład… przez taśmę bagażową. Desperat został aresztowany.
Policjanci z brytyjskiego East Midlands Airport mieli pełne ręce roboty z najprawdopodobniej polskim pasażerem. Fot. twitter.com/EMAPolice

Chciał dostać się na samolot przez taśmę bagażową – został aresztowany

34-letni mężczyzna został aresztowany w sobotę na angielskim lotnisku East Midlands Airport, gdy spóźniwszy się na lot do Polski próbował dostać się do samolotu przez taśmę bagażową – pisze Polsat News.

Choć służby nie podały narodowości pasażera, to był to poranny lot linii Ryanair do Rzeszowa. Zagraniczny turysta chyba nie poświęciłby się aż tak, by zwiedzić to miasto. Sądzimy więc, że na świetny pomysł wpadł jeden z naszych rodaków.

W internecie szybko zaczęło krążyć prześmiewcze wideo ze zdarzenia, na którym widać jak mężczyzna niepewnie wchodzi na podajniki, a w końcu wywraca się na nich i zaczepia plecakiem o barierkę. Maszyna ściąga mu nawet buta, który ten z zacięciem goni.


Spóźnialski został aresztowany, bo wejście na taśmy bagażowe jest oczywiście zakazane. Otrzymał jednak tylko warunkowe upomnienie.
Czytaj także: Nie ma komu latać w LOT. A wcześniej mieli zwolnienia grupowe [AKTUALIZACJA]

WizzAir nie ma miejsca na pokładzie

Jak pisaliśmy w INNPoland.pl, nawet jeśli nie spóźnimy się na lotnisko przed wejściem do samolotu może nas czekać niezła niespodzianka i nieprzyjemności.

Pasażerowie, którzy przybyli do śląskich Pyrzowic na lot o godz. 15:40 liczyli, że w chorwackim Splicie znajdą się nieco ponad 1,5 godziny później. Niestety, część z nich spotkało bardzo nieprzyjemne zaskoczenie. WizzAir sprzedał więcej biletów, niż miał miejsc na pokładzie. Pasażerowie dowiedzieli się, że część z nich po prostu nie poleci.

– Pasażerowie byli przerażeni. Młoda mężatka stojąca obok mówiła, że w Splicie czeka na nią dwójka małych dzieci. Obsługa kompletnie nie panowała nad chaosem. Najpierw przez megafon zapytano, czy ktoś chciałby odstąpić swój bilet za rekompensatę finansową, potem na bagażach naklejono nam stempel z napisem "over". Jak się okazało, była to przepustka do... losowania miejsc w samolocie – relacjonowała Marta Gruszecka, dziennikarka krakowskiej "Wyborczej".

– Doszło do absurdu na tyle, iż "szczęśliwi" pasażerowie wskazywani byli palcami. Pan leci, pani nie leci, pan leci, bo obcokrajowiec, a pani nie, bo młoda, da sobie radę – opisuje kuriozalne losowanie.

A co z “nieszczęśliwcami”? Im WizzAir obiecał nocleg, transport do Krakowa (na lot następnego dnia, z Balic) i bonus finansowy w wysokości 250 euro. Ostatecznie trafili do hotelu w Mierzęcicach - bez windy i ciepłej wody. Akurat była tam awaria.
Czytaj także: Przychodzisz na samolot, a tam… loteria. WizzAir nie wpuścił na pokład 30 osób