Morawiecki chwali się wielkimi inwestycjami. "Czym?" - zapytaliśmy. I sprawdzamy

Konrad Bagiński
06 lipca 2022, 16:37 • 1 minuta czytania
Kiedy usłyszeliśmy słowa premiera, chwalącego się "olbrzymimi inwestycjami" realizowanymi przez rząd PiS, popatrzyliśmy na siebie w redakcji ze zdumieniem. Cóż, być może czegoś nie wiemy - uznaliśmy. I postanowiliśmy sprawdzić, czy Morawiecki ma się czym chwalić. Konfrontacja z faktami jest dla premiera brutalna.
Inwestycja w Ostrołęce odbywała się w nowatorskiej formule "Najpierw zbuduj, potem zburz". W błoto poszło 1,2 mld zł Jaroslaw Sender/East News
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google

- Wielka polityka społeczna, której nie było przed 2015, wielka obniżka podatków i trzeci komponent to ogromne inwestycje - to jest polityka naszego rządu, rządu PiS - mówił kilka dni temu Mateusz Morawiecki podczas spotkania w Kostrzynie Wielkopolskim. Kiedy usłyszeliśmy słowa premiera, postanowiliśmy sprawdzić, jakimi to inwestycjami się chwali.


Jeśli wierzyć Morawieckiemu, Polska na potęgę inwestuje olbrzymie środki. Rząd sam ułatwia nam zadanie, publikując wielką listę inwestycji na stronie internetowej. Suma faktycznie robi wrażenie - 855 325 482 548 złotych na koniec roku 2021. Na liście jest 3057 inwestycji ogólnopolskich i 144 383 pozostałe - wojewódzkie i lokalne.

Posortujmy inwestycje pod względem wartości. Ku naszemu zaskoczeniu na pierwszym miejscu znajduje się Plan Modernizacji Sił Zbrojnych na lata 2017-2026. Wartość - 185 miliardów, wszystko z budżetu. Albo na kredyt. Program ogłosił premier Morawiecki w roku 2019. Jak na razie modernizacja sił zbrojnych idzie jak po grudzie. Powstaje też pytanie – czy ten wydatek można traktować jako inwestycję? Cóż, można się spierać.

Na drugim miejscu pod względem wartości inwestycji znajdziemy program Czyste Powietrze - 103 miliardy, całość z budżetu. Program "Czyste powietrze" funkcjonuje od jesieni 2018 roku. Przez ten czas udało się podpisać łącznie niewiele ponad 376 tysięcy umów na wymianę pieców i termomodernizację budynków na kwotę niespełna 6,5 miliarda złotych. Czy program Czyste Powietrze to inwestycja? W pewnym sensie tak – w końcu jej celem jest poprawa jakości powietrza w Polsce, a także zdrowia Polaków. To na dłuższą metę się opłaci. Mimo wszystko trudno przyznać, by rząd coś dzięki temu coś budował.

Co ciekawe, rząd do inwestycji zaliczył też... Tarcze Finansowe PFR. W rządowej wyliczance tarcze są rozbite na poszczególne projekty, więc policzenie wartości programu jest zadaniem dość pracochłonnym. Wiadomo jednak, że wszystkie tarcze pochłonęły ok. 200 miliardów złotych. W rządowej mapie inwestycji znajdziemy też... zwolnienie przedsiębiorców ze składek ZUS. Kosztowało to łącznie 7,5 miliarda złotych. Te dotychczas wymienione "inwestycje" to ok. 310 miliardów złotych z całości szacowanej na 855 miliardów. A co z resztą?

Jest tama, są drogi i niewiele więcej

W rządowej wyliczance największą inwestycją infrastrukturalną jest „ochrona przed wodami powodziowymi dolnego odcinka Wisły od Włocławka do jej ujścia do Zatoki – stopień wodny poniżej Włocławka”. Koszt: 3,9 miliarda złotych. Budowa zbiornika wodnego Świnna Poręba była nieco tańsza – 2,2 miliarda. To inwestycja już zakończona, na otwarciu bawiła się zresztą cała śmietanka partii rządzącej. Warto przypomnieć, że jej budowa ciągnęła się przez 30 lat. Trzeci na liście jest odcinek obwodnicy Krakowa za niecałe półtora miliarda, potem mamy zbiornik przeciwpowodziowy pod Raciborzem za 1,33 miliarda. Co ciekawe, mimo najszczerszych chęci nie udało się nam znaleźć na liście ani mapie rządowych inwestycji przekopu Mierzei Wiślanej.

Pierwotnie szacowano, że kanał o długości 1,3 km będzie kosztował 880 mln złotych. Finalnie wyszło prawie 2 miliardy złotych. Nie wiadomo kiedy to się zwróci – szacunki mówią o jakichś 450 latach. Warto wspomnieć, że rząd miał nadzieję znaleźć pod placem budowy złoża bursztynu. Optymiści mówili nawet, że jest go tyle, iż inwestycja zwróci się od razu. Podczas kopania przekopu znaleziono łącznie 17 kg bursztynu i temat ucichł.

Wiadomo też, że te 2 mld to nie wszystko. Trzeba jeszcze pogłębić tor wodny przez Zalew. Ten akwen ma średnią głębokość 2 metrów, statki potrzebują przynajmniej 5 metrów. Po Zalewie będzie więc cały czas kursowała pogłębiarka, wrzynająca się w jego muliste dno. Kolejną sprawą jest tor wodny z Zalewu do Elbląga. Jego poszerzenie i pogłębienie będzie kosztowało prawie 600 mln zł, w cenę wliczony jest też most.

Kolejny problem pojawia się w samym Elblągu. Ten port nie jest przystosowany do przyjmowania jednostek o zanurzeniu 5 metrów. Jeśli nie zostanie przebudowany, to zdaniem lokalnych samorządowców będzie mógł przyjmować jednostki o zanurzeniu do 2 metrów i tonażu do 700 ton. Czyli dokładnie takie, jak obecnie – całe kopanie Mierzei i toru do Elbląga oraz pogłębianie Zalewu nie zda się na nic. W port w Elblągu trzeba będzie zainwestować ok. 70 mln zł, ale samorząd nie ma na to pieniędzy. Nie chce ich też dać rząd.

Wróćmy do innych planów PiS. Rząd Beaty Szydło zapowiadał Program Rozwoju Śródlądowych Dróg Wodnych, który miał uczynić z Polski wodną potęgę. Całość miałaby polegać na odbudowie części trzech międzynarodowych szlaków wodnych: E30 (łączącego Morze Bałtyckie z Dunajem w Bratysławie przez Szczecin i Wrocław), E40 (łączącego Morze Bałtyckie z Morzem Czarnym) i E70 (łączącego Atlantyk z Bałtykiem). Plan jest piekielnie kosztowny i się ślimaczy, bo nie ma na niego pieniędzy – całość miałaby pochłonąć przynajmniej 90 mld złotych. Może to i dobrze, bo na projekcie suchej nitki nie zostawiają ekolodzy i ekonomiści. Szerzej plany opisywaliśmy już w tekście "PiS chce łączyć Bałtyk z Morzem Czarnym. Koszt? Ponad 90 mld zł i współpraca z Białorusią".

Po wygranych wyborach rząd PiS zapowiadał też rozbudowę portów w Kołobrzegu i Darłowie. Oba tematy umarły śmiercią naturalną, chociaż ostatnio premier Morawiecki zapowiedział, że przywróci Polskę morzu a morze Polsce. Co miał na myśli? Wspominał o porcie w Elblągu.

Jedną z najważniejszych inwestycji, od kilku lat już zapowiadaną, jest oczywiście Centralny Port Komunikacyjny. Gdyby wierzyć w pierwotne zapowiedzi, jego budowa powinna już trwać. Na razie nie ma nic, oprócz spółki, która ma go budować. Identyczna sytuacja jest z fabryką Izery, polskiego samochodu elektrycznego. Projekt utknął, a w miejscu fabryki rośnie las. Jeszcze ciekawiej było z elektrownią w Ostrołęce. To pomnik niegospodarności i uporu, który doprowadził do zmarnowania 1,2 miliarda złotych.

Jakieś pozytywy? Proszę bardzo

Są jednak rzeczy, które udało się skończyć albo idą zgodnie z planem. Mowa choćby o gazociągu Baltic Pipe. Tu wszystko jest w porządku, gazociąg jest de facto gotowy, trwa kontraktowanie gazu i za kilka miesięcy wszystko ma działać.

W budowie jest Via Carpatia. Ten międzynarodowy projekt zaczął się jeszcze w 2006 i jest bardzo ambitny. Jedna trasa ma połączyć litewską Kłajpedę z greckimi Salonikami, przecinając cały wschód Polski, Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię. Owszem, opóźnienia są, ale nie tylko na polskich odcinkach. Opóźniona jest też trasa Via Baltica. Ma ona łączyć Warszawę z estońskim Tallinem, przecinając po drodze Litwę i Łotwę. Mimo problemów budowy obu tras jakoś się toczą.

Cóż, rząd można oceniać różnie, ale lista jego zrealizowanych lub toczących się mniej więcej zgodnie z planem inwestycji nie jest zbyt obfita. Pełno na niej kompletnych porażek - do elektrowni w Ostrołęce można też dodać fiasko programu Mieszkanie Plus czy projektu budowy tysięcy drewnianych domów. Trudno więc powiedzieć, o jakich wielkich inwestycjach mówił Morawiecki.

Podczas przeglądania różnych inwestycji rzuciło nam się w oczy jeszcze jedno: chaos. Trudno inaczej nazwać sytuację, gdy Kancelaria Rady Ministrów chwali się tym, że sfinansowała budowę i uruchomienie projektu o nazwie "Ogólnopolska Sieć Edukacyjna - Budowa i uruchomienie" w Jeżowie Sudeckim i wydała na to 98 złotych.

Albo wspomogła kwotą 30 złotych wart 619 złotych projekt "KRUK - Kompleksowy Rozwój Umiejętności Komputerowych" w gminie Dopiewo. Żeby było jasne - projekt mógł być świetny, ale jego finansowaniem nie powinien się zajmować rząd, tylko samorząd albo ministerstwo. Podobnych pozycji na liście rządowych inwestycji są tysiące. I już wiadomo, jak nabić sobie statystykę liczby inwestycji...