Zakażmy nazywania roślinnych kiełbasek kiełbaskami - apeluje branża mięsna PIOTR JEDZURA/REPORTER

Branża mięsna chce zakazać wegańskich wędlin i parówek. Bo "roślinne" to nie mięso

Konrad Bagiński
Polska branża mięsna mężnie staje w obronie osób, które chciały kupić parówkę, a przypadkowo nabyły kiełbaskę roślinną. Jej pracownicy pragną zapobiec takim tragicznym pomyłkom i chcą, by w Polsce, obowiązywał zakaz nazywania roślinnych zamienników nazwami wyrobów mięsnych.

Obserwuj INNPoland w Wiadomościach Google

We Francji — kraju bardzo tradycyjnym w kwestiach żywienia — ma w październiku wejść zakaz nazywania produktów roślinnych nazwami wyrobów mięsnych. Wegańska czy wegetariańska parówka nie będzie się już mogła nazywać parówką albo kiełbaską. Koniec z roślinną szynką czy stekiem z kalafiora. Francuska branża mięsna wywalczyła sobie takie prawo i stała się wzorem dla polskiej branży mięsnej.

– Nie mam wątpliwości, że tego typu zakaz potrzebny jest również w Polsce. Zmiana regulacji stanowi istotny krok na rzecz przejrzystości informacji dla konsumenta, a także ochrony wyrobów mięsnych, nierozerwalnie związanych z naszą historią i dziedzictwem kulinarnym – komentuje w portalu WiadomosciHandlowe.pl Tomasz Parzybut ze Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP.


– Wykorzystanie tradycyjnych nazw produktów mięsnych "kotlet", "kiełbasa", "kabanosy" czy "szynka" dla produktów roślinnych wprowadza dezorientację wśród konsumentów. Podstawowym kryterium, jakim należy się kierować w oznakowaniu produktów żywnościowych wprowadzanych na rynek powinien być zakaz wprowadzania konsumenta w błąd — mówi z kolei Aleksander Dargiewicz, prezes organizacji producentów trzody chlewnej Polpig. Wiadomości Handlowe zebrały sporo takich głosów, płynących od branży mięsnej.

Wydaje się, że producenci mięsa stają w obronie osób, którym nie udało się doczytać czegoś na opakowaniu i nie zauważyły napisu "roślinne" lub "wegańskie" na paczce kabanosów i zjadły roślinny odpowiednik tego produktu.

Roślinne mleko nie jest mlekiem, ale ludzie kupują go coraz więcej

Taki trik już udał się producentom mleka — od 2017 roku w UE nie można mlekiem nazywać roślinnych odpowiedników tego płynu. Nie przeszkadza to Polakom w kupowaniu mleka owsianego czy sojowego, nazywanego jednak "napojem". Ba — sprzedaż roślinnych odpowiedników mleka szybko rośnie.

Przypomnijmy, że od 2017 r. obowiązuje w UE zakaz nazywania roślinnych produktów hasłami kojarzącymi się z produktami mlecznymi. Maciej Otrębski (ekspert w zakresie kuchni roślinnej, współtwórca kampanii RoślinnieJemy) zauważa jednak, że ten zakaz nie wyhamował sprzedaży "mlek" roślinnych. – W Polsce w ciągu roku wartość sprzedaży produktów w tej kategorii wzrosła o 40 proc. – wskazuje.

— W oczach konsumentów napój roślinny będzie mlekiem roślinnym, mało prawdopodobne jest, by roślinne kiełbaski, nawet oznaczone jako roślinne… walce, a może rulony, przestały być postrzegane po prostu jako… roślinne kiełbaski — dodaje Otrębski.

Przypomina też, że zakaz może nawet zaszkodzić branży mięsnej, jeśli — ewentualnie — pójdzie za nim szerokie ujednolicenie nazw. Bo przecież nie istnieje coś takiego jak szynka drobiowa (bo szynka jest z mięsa wieprzowego), polędwica z indyka (choć może być z ryby). Branża mięsna w imię czystości nazewnictwa musiałaby też zrezygnować z produkcji np. mięsnych czipsów czy hummusu z kurczaka, którym zasłynęła niedawno jedna z polskich firm. Takie produkty wprowadzają przecież konsumenta w błąd i nie są zgodne z kulinarną tradycją. Nawisem mówiąc konsumpcja mięsa i tak spada — może stąd biorą się kroki branży mięsnej.

Żywienie przyszłości

System produkcji i dystrybucji żywności to dziś jeden z głównych czynników pogłębiających katastrofę klimatyczną, niszczących bioróżnorodność i zagrażających zdrowiu i jakości życia ludzi

Rolnictwo zwierzęce generuje ogromną część problemu wylesiania planety, utraty siedlisk zwierząt zagrożonych wyginięciem, a także konsumuje olbrzymią ilość surowców naturalnych – podkreśla dr Marcin Anaszewicz, CEO Green REV Institute. – Nie uda się zatrzymać katastrofy klimatycznej i rozpocząć odnowy bioróżnorodności bez odejścia od produkcji zwierzęcej

Jak podkreśla Baszar El-Helou, dietetyk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, roślinne zamienniki — na przykład nasiona roślin strączkowych i produkty z nich powstałe — mogą być nawet wydajniejszym ekonomicznie i ekologicznie źródłem cennych składników odżywczych niż produkty zwierzęce.

– Poza potencjałem do wyżywienia ludzkości, nasiona roślin strączkowych mają wiele udokumentowanych korzyści w profilaktyce chorób cywilizacyjnych takich jak hipercholesterolemia, cukrzyca czy nowotwory jelita grubego – zaznacza ekspert.