Donald Tusk i Emmanuel Macron na tle pasącej się krowy
Mercosur: Włosi podjęli decyzję. Tusk z Macronem sami na placu boju Fot. Frederic Legrand - COMEO / Jan Huber / Unsplash / Montaż: INNPoland.pl

Wielki finał sagi o wolnym handlu z Ameryką Południową jest już na wyciągnięcie ręki. W najbliższy piątek, 9 stycznia, w Brukseli zapadnie kluczowa decyzja. Wszystko wskazuje na to, że unijna układanka w końcu się ułożyła, a sprzeciw Warszawy i Paryża nie wystarczy, by zablokować umowę. Gra toczy się już nie o "być albo nie być", ale o kształt spadochronu ratunkowego dla rolników.

REKLAMA

Do coraz większej liczby ludzi zaczyna w końcu docierać, że stawką umowy z krajami Mercosur nie jest przyszłość europejskiego rolnictwa. Że rolnictwo jest tylko jednym i wcale nie najważniejszym elementem tej układanki.

Dziś przy stole negocjacyjnym siedzą zwolennicy taniego importu (głównie Niemcy) i obrońcy rodzimej produkcji (Polska, Francja). Do niedawna karty rozdawały Włochy, które w grudniu niespodziewanie powiedziały "pas", blokując porozumienie. Teraz jednak Rzym zmienia front, a to oznacza, że mniejszość blokująca w Radzie UE przestaje istnieć.

To oznacza, że umowa obejmująca 27 krajów UE oraz kraje Ameryki Południowej teoretycznie nie opłaci się jedynie dwóm państwom z Europy. Teoretycznie, bo tak się dziwnie składa, że Polska i Francja mają silne lobby rolnicze, próbujące blokować porozumienie.

Po wycofaniu się Włoch z koalicji niechętnej umowie z krajami Mercosur, na placu boju pozostały tylko Francja i Polska. Ich i nasz sprzeciw zresztą słabnie. Teraz plan jest prosty: w piątek głosują ambasadorowie (Coreper), a już 12 stycznia w Paragwaju szampan ma wystrzelić na oficjalnym podpisaniu umowy.

O co chodzi z Mercosur? Wersja dla zabieganych

Umowa UE-Mercosur oznacza m.in. częściowe zniesienie i zmniejszenie ceł między Unią a potęgami Ameryki Płd. (Brazylia, Argentyna, Urugwaj, Paragwaj). Owszem, dotyczy to częściowo żywności, ale cały sens umowy, główny zysk dla UE, w tym Polski, jest gdzie indziej. Mercosur otworzy swoje rynki na produkty przemysłowe z UE i udostępni nam surowce. Europa uniezależni się więc od Rosji, Chin i USA.

Do wejścia w życie części handlowej nie potrzeba zgody każdego kraju. Wystarczy większość kwalifikowana w Radzie UE. Bez włoskiego weta, Polska i Francja są matematycznie bez szans.

Dlaczego Włochy zmieniły zdanie? Ursula von der Leyen, szefowa KE, złożyła Rzymowi propozycję nie do odrzucenia. W nowym budżecie UE ma się znaleźć przyspieszony dostęp do 45 mld euro dla rolników. Dodatkowo 10 proc. środków z kopert krajowych będzie można przesunąć na inwestycje na wsi.

Bezpieczniki: ostatnia linia obrony

Skoro umowy nie da się zatrzymać, polski rząd walczy o "zbroję" dla rolników. Chodzi o tzw. klauzule ochronne. To mechanizm bezpieczeństwa: jeśli import zaleje rynek i ceny spadną poniżej pewnego poziomu, cła wracają.

Minister rolnictwa Stefan Krajewski ogłosił w Brukseli mały sukces. Bezpiecznik ma zadziałać szybciej:

  • Było: Cła wracają, gdy cena spadnie o 8 proc.
  • Będzie: Cła wracają, gdy cena spadnie o 5 proc.
  • Co dalej z umową Mercosur-UE?

    Polska zagłosuje przeciw, ale to gest symboliczny. Rząd Tuska, a zwłaszcza ludowcy, mają twardy orzech do zgryzienia. Wiedzą, że temat Mercosuru to paliwo polityczne dla Konfederacji i ruchów antyunijnych.

    Dlatego minister Krajewski już teraz gra na kolejnym fortepianie: budżet UE po 2027 roku. Polska żąda utrzymania silnej, odrębnej Wspólnej Polityki Rolnej. Bruksela chce ją "rozmyć", łącząc fundusze w jedną pulę z polityką spójności. To będzie kolejne pole bitwy, na którym Warszawa nie może sobie pozwolić na porażkę.