Skolim
Gwiazda disco polo bierze się za budżet. Skolim: "Gospodarka momentalnie by poszła do góry" Fot. Skolim / Facebook

Nie chcę drwić z muzyka, ale jego wywiad z nim jest fascynujący. Pokazuje, że łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że na wszystko jest prosta recepta, której "głupi politycy" nie widzą. Skolim proponuje rewolucję podatkową i drogową, nie wiedząc, że większość jego postulatów albo już działa, albo została dawno skreślona.

REKLAMA

Naprawdę nie wiem, jak trafiłem na krótkie fragmenty wywiadu Skolima (muzyk disco polo) dla Kozaczka (plotkarski portal). Ale niesamowicie zaciekawiły mnie poruszane tam wątki ekonomiczne. Nie zamierzam drwić ze Skolima czy jego pokolenia, zresztą to nie jest dzieciak, facet ma 30 lat. I robi te swoje rzeczy, nie z mojej bajki. Przypadek tego gościa pokazał mi, że wielu ludzi odkrywa dziś jako niesamowicie świetne pomysły, które lata temu zostały zarzucone.

Kula w płocie, czyli bogaty o "uczciwych" podatkach

To niesamowicie ciekawe. Skolim wypowiedział się na przykład o podatkach.

"Jestem wielkim zwolennikiem tego, żeby był jeden podatek dla wszystkich, nie progi podatkowe, tylko jeden podatek. Załóżmy teraz tak hipotetycznie: 10 proc. Czyli zarabiasz 2000 zł, płacisz 200 zł, zarobisz 20 000 zł i oddasz 2000 zł, zarobisz 200 000 zł, oddasz 20 000 zł i z 2 milionów 200 000 zł. Jest to uczciwe, nikt nie kombinuje, a zagraniczne korporacje 3 czy 5 proc. więcej niż polski przedsiębiorca. Momentalnie ta gospodarka byłaby uzdrowiona" – taką muzyk wyraził opinię.

To bardzo mnie zaciekawiło. Bo Skolim odkrył istnienie podatku liniowego, zresztą wprowadzonego w Polsce jako opcja dla przedsiębiorców. Dla niektórych zresztą jest to bardzo opłacalne. Ale podatek liniowy został w Polsce już dawno odrzucony z dość klarownych powodów.

Chodzi przede wszystkim o to, że on tylko teoretycznie jest równy. Otóż dla osoby zarabiającej 2000 złotych, te 10 proc. podatku jest kwotą niezwykle istotną. Dwie stówki dla kogoś z wypłatą 2000 złotych to są po prostu spore pieniądze.

Z kolei 2000 zł podatku dla osoby z wypłatą 20 000 zł to nie jest kwestia przeżycia. Ot, trochę pieniędzy.

Dla osoby z 200 000 zł zarobku, 20 000 zł to sprawa pomijalna. Podatek liniowy wydawać się może sprawiedliwy, ale tak nie jest. Zakładam, że Skolim zarabia raczej dobrze i po prostu podatek liniowy wydaje mu się dobrą opcją. Naturalne, że nie podoba mu się skala podatkowa, w której podatki rosną wraz z dochodami.

Opodatkowanie zagranicznych korporacji to sprawa mocno teoretyczna. Większość z nich ma w Polsce swoje lokalne spółki, więc formalnie nie są zagraniczne. Ale Skolim ma rację, że jest problem z ich opodatkowaniem, a raczej z faktem, że stosują one różne triki optymalizacyjne i często płacą grosze.

Ale to już było i pół Polski się oburzyło

Obejrzałem kolejny filmik ze Skolimem. Przedstawił kolejny świetny sposób na uzdrowienie finansów Polski.

"Jak wjeżdżasz do Czech na autostradach, kupujesz takie – tak jak u nas autostrady są płatne – to wprowadzili takie winiety. Że masz obce blachy, tablice rejestracyjne, wjeżdżasz do Polski na stacji paliw czy przez aplikację, kupujesz winietę 10 euro za wjazd do Polski. Za dwa dni płacisz 20 euro, za miesiąc 50 euro. Czy to samochód osobowy czy TIR. Wyobraź sobie, jaki jest ten ruch. Transport między Niemcami, Europą Zachodnią, na Litwę, Ukraina, Białoruś. Ile samochodów jeździ na tych obcych tablicach rejestracyjnych i jeżdżą tu na terytorium? Gdyby nie zapłacili za dzień 10 euro, za 2 dni 20 czy za czy za czy za miesiąc 50, kara 2000 euro. Polska gospodarka momentalnie by poszła do góry" – przedstawił Skolim kolejną receptę.

Skolim nie jest ministrem finansów. Gdyby był, wiedziałby, że ciężarówki, niezależnie czy polskie, czy zagraniczne, objęte są systemem e-TOLL. Czyli płacą za poruszanie się ekspresówkami i autostradami, nawet tymi, które są bezpłatne dla osobówek.

A system winiet… Cóż, był kiedyś w Polsce minister Marek Pol. Zaproponował, by w Polsce wprowadzić winiety na przejazdy ekspresówkami i autostradami. Nie byłoby korków na bramkach, nie trzeba byłoby budować bramek, na które poszło podobno 1,5 mld zł. Był rok 2001. Marek Pol ściągnął na siebie potężną krytykę, dorobił się przydomka Winietu.

I wprowadził opłatę paliwową, bo jakoś musiał znaleźć pieniądze na budowę dróg. Wtedy w Polsce było… 200 km autostrad. Dziś nie płacimy więc za eksploatację państwowych dróg w sposób bezpośredni, mamy za to zaszytą w cenie paliwa specjalną taksę. No więc również zagraniczny kierowca, który wjedzie do Polski i zatankuje, bo zatankować przecież w końcu będzie musiał, zapłaci za użytkowanie drogi.

W jednym w sumie się zgodzę

Obejrzałem jescze jeden filmik. I tu się ze Skolimem w zasadzie zgodziłem, oczywiście biorąc poprawkę na fakt, że używa pewnych skrótów myślowych. Mówił o Ukraińcach, którzy rzekomo mają zabierać Polakom pracę.

"Jeśli chodzi o to, że zabierają miejsce pracy, nie do końca się zgodzę. Bo jak to można powiedzieć, że pani z Ukrainy, babcia, zabiera zdrowej Polsce pracę. To jest niemożliwe. Jest miejsc pracy, jest dla każdego. No wiadomo też, że naturalnie trzeba być w czymś dobrym, żeby daną pracę wykonywać. Więc nie można się na babcię z Ukrainy obrażać, że zapie*dala za dwóch. Nie jestem zwolennikiem tego. Natomiast, jeśli widzimy, że jest jakiś wzrost przestępst dokonywanych przez obcokrajowców, wyjazd. Od razu" – rzekł.

Tu trudno się nie zgodzić. W innych przypadkach "Skolimonomika" nie działa. Recepta na bogactwo według autora hitu "Wyglądasz idealnie" to w rzeczywistości odgrzewane kotlety, którymi Polska dławiła się dwie dekady temu.