
Polska wydaje miliardy na walkę z bezdomnością zwierząt, a system identyfikacji czworonogów jest dziurawy i sprywatyzowany. Rząd mówi: sprawdzam. Nowe przepisy mają wprowadzić obowiązkowe czipowanie psów i kotów oraz centralną bazę KROPiK. Dla właścicieli to nowy wydatek, ale eksperci przekonują: w dłuższej perspektywie portfele Polaków i budżety gmin na tym zyskają.
W Polsce żyje ok. 15 milionów psów i kotów. Do tej pory kwestia ich czipowania była wolną amerykanką – decydował o tym właściciel, lokalne prawo lub wymogi wyjazdowe (paszport). Efekt? Chaotyczny rynek prywatnych baz danych, które nie "rozmawiają" ze sobą, utrudniając odnalezienie zguby. Teraz ma się to zmienić za sprawą Krajowego Rejestru Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK).
3,6 mld złotych – tyle kosztuje nas bezdomność zwierząt
Resort rolnictwa kładzie na stół twarde dane: koszty funkcjonowania schronisk rosną lawinowo. Jeszcze w 2015 roku wydawano na ten cel 140 mln zł rocznie. W 2023 roku kwota ta wzrosła o blisko 100 mln zł.
Jeśli spojrzeć szerzej, liczby są jeszcze bardziej przytłaczające. W 2024 roku na walkę z bezdomnością zwierząt w Polsce przeznaczono łącznie aż 3,6 mld zł. Skąd tak gigantyczne koszty? Jednym z głównych powodów jest brak możliwości szybkiego ustalenia właściciela porzuconego lub zagubionego zwierzęcia. Państwo przejmuje więc opiekę nad "niczyim" psem czy kotem, płacąc za to z pieniędzy podatników.
KROPiK wchodzi do gry. Koniec z prywatnymi abonamentami?
Projekt ustawy zakłada, że każdy pies (a docelowo także kot) będzie musiał posiadać mikroczip, a jego dane trafią do państwowej bazy KROPiK. System ma być zintegrowany z aplikacją mObywatel i dostępny dla weterynarzy, gmin oraz policji.
Choć słowo "obowiązek" zazwyczaj budzi obawy o koszty, w tym przypadku rachunek może okazać się korzystny dla właścicieli.
Ile zapłacimy na starcie? Szacuje się, że jednorazowy koszt czipowania i rejestracji wyniesie od 80 do 120 zł. To wydatek ponoszony raz na całe życie zwierzęcia.
Efekt Wielkiej Brytanii: 66 proc. mniej bezdomnych psów
Eksperci są zgodni: centralizacja danych to jedyny sposób na uszczelnienie systemu. Sebastian Przeniosło przywołuje przykład Wielkiej Brytanii. Po wprowadzeniu podobnego obowiązku w 2016 roku, liczba bezpańskich psów, którymi musiały zająć się samorządy, spadła aż o 66 proc.
W Polsce na podobny efekt liczą lekarze weterynarii.
Nowe przepisy mają mieć też "zęby". Niedopełnienie obowiązku oznakowania i rejestracji pupila będzie wiązało się z grzywną. Na razie trwają prace nad ostatecznym kształtem ustawy – w tym nad kluczową decyzją, czy obowiązek obejmie od razu również gigantyczną populację kotów, co jest wyzwaniem logistycznym.
Cel jest jednak jasny: koniec z anonimowością, która pozwala bezkarnie porzucać zwierzęta i przerzucać koszty ich utrzymania na państwo.
Zobacz także
