
Rok 2027 oficjalnie odchodzi do lamusa. Wiceminister infrastruktury Maciej Lasek stawia sprawę jasno: gigantyczny hub lotniczy w Baranowie powstanie, ale pięć lat później, niż zakładał pierwotny plan. Nowy harmonogram to – według rządu – przejście od politycznych życzeń do realizmu. W tle tej decyzji toczy się jednak gra o coś znacznie ważniejszego: o to, by polskie budowy nie "pożarły się" nawzajem w walce o pracowników i beton.
Przez lata data "2027" była odmieniana przez wszystkie przypadki jako moment otwarcia Centralnego Portu Komunikacyjnego. Dziś rząd oficjalnie wciska hamulec i koryguje kurs. Nowy horyzont czasowy dla lotniska w Baranowie to rok 2032.
– Byłem przeciwnikiem inwestycji w formie realizowanej przez poprzedników. Przedstawiane wówczas terminy były całkowicie nierealne – przyznał wprost Maciej Lasek, pełnomocnik rządu ds. CPK, w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".
Zderzenie z rzeczywistością
Decyzja o przesunięciu otwarcia o pół dekady to nie tylko kwestia opóźnień, ale – jak tłumaczy resort – wynik chłodnej kalkulacji. Poprzednia ekipa rządząca do samego końca utrzymywała narrację o szybkim otwarciu, jednak audyty i analizy harmonogramów wymusiły korektę.
Dla biznesu i branży lotniczej rok 2032 oznacza stabilizację oczekiwań. Zamiast gonitwy z czasem, która mogłaby skończyć się chaosem na budowie (i drastycznym wzrostem kosztów), inwestycja ma być realizowana w tempie pozwalającym na synchronizację z kluczowymi projektami kolejowymi. Bo CPK bez "szprych" kolejowych byłby tylko lotniskiem w polu.
Mitygacja ryzyka, czyli jak uniknąć wojny o zasoby
Najciekawszy wątek w wypowiedzi wiceministra Laska dotyczy jednak nie samego lotniska, a szerszego obrazu polskiej gospodarki. Polska wchodzi w fazę kumulacji gigantycznych inwestycji infrastrukturalnych. W tym samym czasie mają powstawać:
Gdyby te wszystkie projekty ruszyły pełną parą w tym samym momencie, doszłoby do drenażu rynku budowlanego. Wykonawcy walczyliby o ludzi, maszyny i materiały budowlane, co nieuchronnie doprowadziłoby do skokowego wzrostu cen i paraliżu inwestycji.
– Przesuwając termin otwarcia lotniska, władze starają się mitygować ryzyka związane choćby ze spiętrzeniem wielu inwestycji – tłumaczy Lasek. Nowy harmonogram ma więc pozwolić na "uniknięcie konkurencji o wykonawców i materiały".
Lotnisko Chopina musi zarobić na następcę
Co z pasażerami do 2032 roku? Tu do gry wchodzi "stare dobre" Okęcie. Rząd potwierdza plany rozbudowy Lotniska Chopina, które w ostatnich latach zbliżało się do granic swojej przepustowości.
Plan jest prosty: modernizacja stołecznego portu ma zapewnić obsługę rosnącego ruchu lotniczego przez najbliższą dekadę. Co więcej, inwestycja ta ma uzasadnienie ekonomiczne. Według założeń rozbudowa Okęcia ma się "zwrócić" finansowo jeszcze przed 2032 rokiem, zanim cały ruch komercyjny zostanie przekierowany do nowego hubu w Baranowie.
Transformacja polskiego nieba potrwa dłużej, ale ma być bezpieczniejsza dla budżetu i wykonawców. Czy rok 2032 okaże się ostateczny? To zweryfikuje rynek i postępy na placach budowy.
Zobacz także
