
Najpierw trzask gałęzi, potem ciężkie kroki i cisza, która nagle gęstnieje. W Bieszczadach niedźwiedzie coraz śmielej schodzą z lasu pod ludzkie domy, jakby przestawały uznawać dawny dystans między dziką naturą a podwórkiem.
Leśnicy z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie szacują, że około 30 niedźwiedzi regularnie pojawia się w pobliżu zabudowań. W całych Bieszczadach, Beskidzie Niskim i na Pogórzu może żyć nawet 300 osobników. W odpowiedzi na rosnące obawy mieszkańców rząd przeznaczył 16 mln zł na program bezpieczeństwa dla siedmiu gmin regionu.
Niedźwiedzie coraz bliżej wsi. Potrzebna inwentaryzacja i dane
Projekt ma mieć charakter systemowy i połączyć monitoring, działania interwencyjne oraz wykorzystanie nowoczesnych technologii. Celem jest zwiększenie bezpieczeństwa ludzi przy jednoczesnym poszanowaniu ochrony przyrody. Samorządowcy z Cisnej i Soliny podkreślają, że wizyty niedźwiedzi w pobliżu domów przestają być incydentalne. Zwierzęta podchodzą coraz bliżej zabudowań, szukając łatwego pożywienia i przyzwyczajając się do obecności człowieka.
Eksperci z RDLP zwracają uwagę, że bez rzetelnej inwentaryzacji populacji i oceny możliwości siedlisk trudno mówić o odpowiedzialnym zarządzaniu problemem. Działania prewencyjne mogą przynieść efekt tylko wtedy, gdy będą oparte na danych i jasnych procedurach.
Zobacz także
16 mln na niedźwiedzie w Bieszczadach. Powstaną grupy interwencyjne
W ramach programu rządowego powstaną dwie całodobowe grupy interwencyjne, które mają reagować na zgłoszenia mieszkańców i turystów. Ich zadaniem będzie ograniczanie ryzyka niebezpiecznych sytuacji w pobliżu zabudowań. Plan zakłada także wykorzystanie obroży telemetrycznych oraz bezpiecznych metod odstraszania. Jak zapewniają autorzy projektu, niedźwiedzie też mają być bezpieczne. Chodzi o to, by przywrócić naturalny dystans między człowiekiem a drapieżnikiem.
Bieszczady zazwyczaj kojarzą się z dzikością i wolnością. Dziś wyzwaniem staje się znalezienie równowagi między ochroną symbolu regionu a spokojem mieszkańców. Najbliższe miesiące pokażą, czy 16 mln zł wystarczy, by ograniczyć ryzyko i uporządkować relacje na styku lasu i ludzkich domów.
