zbiornik gazu
Polska planuje kawernowe magazyny gazu. Niemcy przestaną się pogardliwie uśmiechać Fot. Pixabay

Kiedy my chwalimy się magazynami pełnymi w 100 procentach, Niemcy mogą co najwyżej parsknąć śmiechem – ich pojedynczy zbiornik potrafi pomieścić więcej niż całe nasze rezerwy państwowe. Gas Storage Poland ogłasza jednak nową strategię. Podziemne inwestycje mają nas uratować przed energetyczną zapaścią.

REKLAMA

Cała Polska, dysponująca siedmioma instalacjami, może zmagazynować niecałe 3,5 mld m sześc. gazu. Tymczasem tylko jeden, pojedynczy niemiecki magazyn (np. w Rehden) mieści ponad 4 mld metrów sześciennych! Gdyby zachodni sąsiedzi, dysponujący gigantycznym potencjałem rzędu 260 TWh, dokładnie przeliczyli i zestawili nasze zasoby ze swoimi, po prostu pękliby ze śmiechu. Wyglądamy przy nich jak osiedlowy sklepik przy hipermarkecie.

Po latach gospodarczego pudrowania rzeczywistości nadchodzi otrzeźwienie. Gas Storage Poland (GSP) szykuje inwestycje, które mają wreszcie wprowadzić Polskę do pierwszej ligi.

Czas na kawernowe giganty

Z badania rynkowego przeprowadzonego w 2025 r. przez GSP płynie ostrzeżenie: jeśli nic nie zrobimy, już od 2030 r. odbijemy się od ściany z powodu braku dostępnych zdolności magazynowych. Operator nie zamierza jednak biernie czekać. Jak zapowiada prezes GSP, Karina Szostak, długoterminowym priorytetem staje się budowa nowoczesnych, kawernowych magazynów gazu.

Dziś mamy w Polsce zaledwie dwa takie elastyczne obiekty wypłukane w podziemnych solnych jaskiniach – w Mogilnie i Kosakowie. Reszta to przestarzałe, choć pojemne, magazyny złożowe, które napełnia się i opróżnia powoli, niczym tankowiec.

Dlaczego to ważne? System OZE nie wybacza błędów

Wchodzimy w erę transformacji energetycznej, w której warunki dyktują wiatr i słońce. Gdy nagle przestaje wiać, a niebo przykrywają chmury, do gry muszą błyskawicznie wejść elektrownie gazowe. I tu pojawia się problem – one potrzebują gigantycznych ilości paliwa dostarczonego "na wczoraj".

Stare magazyny tego nie udźwigną. Tylko nowoczesne kawerny pozwalają na błyskawiczne zatłaczanie i ekstremalnie szybki odbiór gazu, niezależnie od tego, czy mamy środek ostrej zimy, czy upalne lato. To one mają być bezpiecznikiem chroniącym nas przed blackoutem w momentach szczytowego zapotrzebowania na prąd.

Kto za to zapłaci? Węzeł gordyjski polskiego gazu

Jak zawsze, gdy w grę wchodzą miliardy, pojawia się pytanie o finansowanie. Sytuacja jest skomplikowana prawnie. GSP to tylko operator – zarządza powierzonym majątkiem, który w rzeczywistości jest własnością Orlenu. Z kolei samo GSP to spółka należąca do Gaz-Systemu.

Prezes GSP Karina Szostak w rozmowie z PAP przypomina, że magazyny to aktywa regulowane, dające bezpieczeństwo, ale i relatywnie niskie stopy zwrotu. Bez wypracowania potężnego modelu finansowania w trójkącie GSP-Orlen-banki oraz bez stworzenia nowoczesnych ram prawnych, te ambitne plany rozwoju mogą ugrzęznąć w biurokracji.

Powietrze zamiast gazu? Ambitny skok w przyszłość

Polska spółka ma jednak apetyt na więcej i nie chce już tylko gonić uciekającej Europy – chce wyprzedzać jej potrzeby. Operator już teraz analizuje, czy w wielkich solnych kawernach nie magazynować w przyszłości gazów zeroemisyjnych. Prawdziwym hitem może okazać się jednak magazynowanie... sprężonego powietrza. Taka innowacyjna technologia mogłaby służyć do produkcji prądu dokładnie wtedy, gdy rynek jest w największym kryzysie.

Niemcy mają dziś pełne prawo patrzeć na nasze niespełna 3,5 miliarda metrów sześciennych zapasów z przymrużeniem oka. Ale jeśli strategia GSP wypali, nasza infrastruktura zyska elastyczność ratującą rynek energii.