sędzia na tle pieniędzy
Wyrok w głośnej aferze WGI. Sąd uporał się w zaledwie 20 lat z "polskimi wilkami z Wall Street" Fot. PawelKacperek / Shutterstock / Pixabay / Montaż: INNPoland.pl

Łukasz K. i Maciej S. zostali skazani na zaledwie 5 lat więzienia za "wyparowanie" setek milionów złotych. Kierowana przez nich Warszawska Grupa Inwestycyjna mamiła zyskami i znanymi nazwiskami w radach nadzorczych, kradnąc (w przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze) 1,5 miliarda złotych. Wyrok w aferze WGI to orzeczenie I instancji, co oznacza, że sprawa może jeszcze trafić do sądu apelacyjnego.

REKLAMA

Afera WGI na początku lat dwutysięcznych odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Zniknęło wówczas 340 milionów złotych (dziś wartych półtora miliarda!). Teraz winni dostali po 5 lat za kratami lub wyroki w zawieszeniu. To opowieść o "polskich wilkach z Wall Street" i państwie z tektury, które przez 20 lat nie potrafiło rozliczyć gigantycznego oszustwa.

Łukasz K. i Maciej S. mieli rzekomo genialny plan na pomnażanie majątku, a skończyło się na fałszywych raportach i wyparowaniu oszczędności 1300 Polaków.

Afera WGI. 20 lat czekania na sprawiedliwość

Reporter RMF FM, Krzysztof Berenda, przekazał informacje prosto z sali sądowej: twórcy Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI), a jednocześnie jednej z największych i najbardziej bezczelnych afer finansowych w historii III RP, Łukasz K. i Maciej S., zostali skazani na 5 lat bezwzględnego więzienia.

Trzeci z oskarżonych, Andrzej S., usłyszał wyrok 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata. Prokuratura domagała się kar od 5 do 10 lat.

Wyrok, choć w końcu zapadł, budzi więcej frustracji niż ulgi. Dlaczego? Żeby to zrozumieć, musimy cofnąć się w czasie do momentu, gdy w Polsce rodził się drapieżny kapitalizm.

Jak "polskie wilki z Wall Street" obnażyły bezradność państwa

Początek lat 2000. to w Polsce czas wielkiego optymizmu, wchodzenia do Unii Europejskiej i zachłyśnięcia się rynkami kapitałowymi. Właśnie wtedy na scenę wkracza Warszawska Grupa Inwestycyjna – firma założona przez grupę młodych, elokwentnych, świetnie ubranych ludzi, którzy przypominali bohaterów hollywoodzkich filmów o Wall Street.

Zbudowali oni genialny, działający na wyobraźnię mechanizm psychologiczny. Obiecywali ponadprzeciętne zyski z inwestycji na rynkach walutowych (Forex). Klienci pchali się do nich drzwiami i oknami, powierzając im dorobek życia, pieniądze ze sprzedaży mieszkań czy firmowe rezerwy.

Co uwiarygadniało "polskich wilków z Wall Street"? Fantastyczny PR i znane twarze. W radach nadzorczych WGI zasiadały absolutne tuzy ówczesnego świata finansów i polityki – m.in. Dariusz Rosati czy Henryka Bochniarz. Dawało to klientom poczucie absolutnego bezpieczeństwa. Nikt przecież nie zakładał, że pod szyldem wielkich nazwisk odbywa się gigantyczny drenaż kapitału. Dziś te "znane osobistości" same uważają się za ofiary, twierdząc, że zostały wprowadzone w błąd.

Zyski WGI tylko na papierze

Jak działał ten mechanizm? Prokuratorzy udowodnili, że twórcy WGI brali pieniądze od klientów i pobierali gigantyczne prowizje za zarządzanie, ale obiecywane zyski z inwestycji... rozpływały się w powietrzu.

Klienci regularnie otrzymywali pięknie zredagowane, fałszywe raporty, z których wynikało, że ich portfele puchną. Kiedy jednak bańka pękła, a w 2006 roku Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (dzisiejszy KNF) cofnęła firmie licencję, okazało się, że na kontach brakuje gigantycznych kwot.

Skala zniszczeń? Porażająca. Oszukano blisko 1300 osób na łączną kwotę 340 milionów złotych. Uwzględniając dzisiejszą wartość pieniądza (inflację), mówimy o stracie rzędu 1,5 miliarda złotych. Wiele ofiar WGI straciło dorobek życia.

Bezczelna linia obrony WGI i systemowa porażka

Podczas gdy tysiące ludzi przeżywało życiowe dramaty, oskarżeni przez lata spokojnie funkcjonowali, chroniąc się za armią prawników. Ich linia obrony była wręcz bezczelna: cała trójka deklarowała przed sądem, że to nie oni są oszustami, lecz... "pokonał ich system".

Utrzymywali, że mieli doskonały plan na odzyskanie pieniędzy i wyprowadzenie firmy na prostą, ale zablokowali im to nieprzychylni urzędnicy i państwowy nadzór. Sąd ostatecznie nie kupił tej bajki.

Sprawa WGI. To wciąż nie jest koniec

Jeśli myślicie, że czwartkowy wyrok zamyka tę bolesną kartę polskiej historii gospodarczej, jesteście w błędzie. Po 20 latach doczekaliśmy się zaledwie wyroku I instancji. To oznacza, że wszyscy trzej mężczyźni mogą – i niemal na pewno to zrobią – złożyć apelację.

Zrujnowane biznesy, rozbite małżeństwa, stres prowadzący do chorób – tego ofiarom WGI nikt już nie zwróci. Afera Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej pozostanie w historii polskiego biznesu nie tylko jako przestroga przed ślepą wiarą w rynkowych "cudotwórców", ale przede wszystkim jako mroczny pomnik niewydolności polskiego państwa.

Proces, który powinien być błyskawiczny i stanowić odstraszający przykład dla innych oszustów, zmienił się w ciągnącą się przez dwie dekady farsę.