
Tydzień temu pojechałem na zakupy do Lidla z narzeczoną i po kilku minutach zacząłem mieć wrażenie, że trafiliśmy na promocyjny jackpot. Mówię do niej: "Zobacz, ile dorwałem rzeczy na promocji". Tyle że im dłużej byłem w sklepie, tym więcej zacząłem zauważać. Czerwień była wszędzie. Zacząłem analizować i poczułem, że ktoś właśnie zagrał na moich nawykach. Dziś już wiem, że nie jestem w tym sam. Sprawą zajmuje się UOKiK.
Zmiana cenówek w Lidlu wywołała sporo emocji wśród klientów. Nowy system oznaczania cen, czerwone etykiety i zmiana znaczenia koloru promocji to nie jest zwykła kosmetyka. To przykład tego, jak marketing i psychologia zakupów wpływają na decyzje konsumentów. Temat analizuje już UOKiK, a eksperci zwracają uwagę na zjawiska takie jak neuromarketing czy efekt "fałszywej promocji".
Nowe cenówki Lidla zmieniają zasady gry. Widzisz promocje tam, gdzie ich nie ma
Wydawało się, że system jest banalnie prosty. Czarna cena oznacza standard, a czerwona – okazję. Klient nie musi się zastanawiać, tylko reaguje automatycznie.
Dziś ten schemat został odwrócony. Czerwień przestała być sygnałem promocji, a stała się tłem codziennych zakupów. Efekt? Przestrzeń Lidla zaczyna przypominać niekończącą się wyprzedaż. Dokładnie to poczułem w poprzednią sobotę. Wszystko wygląda atrakcyjnie, nawet jeśli wcale nie jest tańsze.
Zobacz także
Lidl zmienia decyzje zakupowe klientów. Kolor jako bodziec sprzedażowy
Największy problem polega na tym, że ceny wcale nie muszą się zmieniać. Zmienia się ich odbiór. To różnica, która w handlu znaczy bardzo dużo.
Czerwony kolor od lat działa jak impuls zakupowy. Przyciąga uwagę, przyspiesza decyzje i daje poczucie okazji. W neuromarketingu to jeden z najsilniejszych bodźców sprzedażowych. Jeśli pojawia się wszędzie, klient Lidla zaczyna działać szybciej i mniej analitycznie. Właśnie wtedy pojawia się wrażenie, że "tu opłaca się bardziej niż w innych sklepach", nawet jeśli to tylko efekt wizualny.
UOKiK analizuje nowe cenówki Lidla. Twoja percepcja ceny jest stawką
Z formalnego punktu widzenia Lidl nie łamie prawa. Promocje są oznaczone inaczej, a system spełnia wymogi. Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się litera przepisów, a zaczyna percepcja klienta.
Reakcja UOKiK nie jest przypadkowa. Urząd analizuje, czy sposób prezentacji cen nie wprowadza konsumentów w błąd poprzez skojarzenia i przyzwyczajenia. Jeśli klient musi uczyć się na nowo, co oznacza kolor ceny, to znaczy, że zasady gry właśnie się zmieniły. Tydzień temu poczułem to intuicyjnie między półkami. Wygląda na to, że ktoś postanowił sprawdzić, czy to tylko wrażenie, czy nowy standard praktyk w handlu.
