
Internet to wspaniałe miejsce. Można tu znaleźć przepisy na sernik, porady, jak złożyć szafkę, oraz – co fascynuje mnie najbardziej – pełne łez współczucia elaboraty w obronie pijanych kierowców. Kiedy przepisy uderzają w drogową patologię, w sieci podnosi się absurdalne larum. Zamiast współczuć potencjalnym ofiarom, wylewamy łzy nad utraconym cackiem patokierowców.
Pamiętacie głośną sprawę pijanego kierowcy, któremu skonfiskowano Forda Mustanga? Facet był zalany pod korek.
Mała dygresja: w Polsce mamy długą tradycję rozmemływania stanu komplentego nawalenia. Mówimy "na podwójnym gazie", "wczorajszy", "podchmielony". I każdy, kto wyląduje na wytrzeźwiałce albo odwali po pijaku jakiś chory numer, zapewnia, że on (lub ona) to tylko lampkę wina lub dwa piwa.
Zauważyliście? Nikt nie powie: tak, piłem wódkę, "dużo, dużo wódki" (jak śpiewał Kazik). Sportowiec wywołujący bójkę i szarpiący się z policją wypił tylko dwa piwa, wypadająca z samochodu aktorka w szpilkach wypiła tylko lampkę wina do obiadu.
Ale do rzeczy. Facet z mustanga miał prawie 2 promile i wjechał w ogrodzenie przedszkola. Sąd odebrał mu auto i oddał policji jako służbówkę. I co? I dobrze. Takie mamy przepisy, każdy wie, że jak jedzie pijany, to najpewniej straci auto.
Ale w sieci wybiło szambo oburzenia. Czytając niektóre komentarze można odnieść wrażenie, że w Polsce nie ma większej ofiary systemu niż człowiek, który z promilami we krwi wsiada za kółko i tylko szczęściu zawdzięcza fakt, że nie rozjechał przedszkolaków.
Konfiskata samochodu budzi kontrowersje. Tymczasem dwutonowy pocisk to nie jest "święta własność"
Komentarzy w obronie patokierowcy jest sporo. Widzę je w mediach społecznościowych, nie będę ich tu wklejał, jako wyznawca zasady "don't make stupid people famous" (ang. nie rozsławiaj głupich ludzi).
No ale widzę, że główny zarzut obrońców pijanej jazdy brzmi dumnie: "Kradzież!". Państwo rzekomo okrada obywatela w majestacie prawa, łamiąc świętą zasadę własności prywatnej. O, jakże wzniośle to brzmi! Obrońcy zapominają tylko o jednym drobnym fakcie: państwo nie kradnie. Państwo konfiskuje narzędzie przestępstwa.
Jeśli włamiesz się do banku z łomem, policja rekwiruje łom. Jeśli strzelasz do ludzi na ulicy, nikt nie płacze, że państwo kradnie ci "świętą własność prywatną" w postaci pistoletu. Dlaczego więc dwutonowy pocisk, prowadzony przez zamroczonego alkoholem człowieka, ma być traktowany inaczej? Halo, jaka kradzież?
Własność prywatna to fundament wolności – zgoda. Ale wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się zagrożenie życia lub zdrowia innych. Twój Mustang przestaje być tylko Twoim cackiem, gdy robisz z niego taran celujący w wózki dziecięce i przystanki autobusowe.
Kolejny chybiony argument to "brak proporcjonalności" kary, bo przecież jednemu zabiorą grata za 3 tysiące, a drugiemu auto za 200 tysięcy złotych. To prawda, że boli bardziej, gdy traci się drogi samochód. Ale czy naprawdę chcemy prawa, w którym bogatemu wolno więcej, bo stać go na lepsze auto, a w razie wpadki wręczy po prostu plik banknotów i pojedzie dalej?
Kara ma boleć. Ma odstraszać. Jeśli ryzykujesz utratę 200 tysięcy złotych, by po imprezie nie wydać 50 złotych na taksówkę, to Twój problem nie polega na opresyjnym państwie, tylko na braku elementarnego instynktu samozachowawczego.
Odbieranie samochodów w Polsce. Biedny tatuś bez prawka i autka
Ale prawdziwym hitem są komentarze o "krzywdzie rodziny". Podobno konfiskata to cios w żonę i dzieci, bo "zostali pozbawieni środka transportu", a mąż "nie odwiezie dziecka do przedszkola". Przepraszam, ale to brzmi jak ponury żart. Skoro facet po pijaku wsiada za kierownicę, to nie system rozbija jego rodzinę. On sam to robi.
A co do odwożenia dziecka do przedszkola – czy naprawdę chcecie, by wasze dziecko woził człowiek, który wczoraj, albo nawet dziś rano, miał we krwi stężenie alkoholu uniemożliwiające racjonalne myślenie? Jeśli już musicie nad kimś płakać, płaczcie nad rodzinami tych, którzy zginęli na pasach albo na chodniku, a nie nad tym, że pan X będzie musiał pojechać po bułki autobusem.
No i te komentarze dotyczące kierowców zawodowych: biedak stracił jedyne źródło utrzymania siebie i rodziny. Na Trygława i Swaroga... Naprawdę chcecie, żeby obok was po drodze popylał pijany koleś robiący setki tysięcy kilometrów rocznie?
Zobacz także
Jest też stały punkt programu: "Państwo nie leczy, tylko karze!". Zgadzam się, system wsparcia i terapii leczenia uzależnień w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Ale przymusowa terapia i konfiskata auta nie wykluczają się wzajemnie. Leczenie to jedno, a odebranie z rąk nałogowca naładowanej broni to drugie. Najpierw zabezpieczamy teren, potem wysyłamy na kozetkę.
Przepisy drogowe chronią nasze zdrowie i życie. Skończmy z kultem pijanej bezkarności
Na koniec obrońcy pijaków straszą nas powrotem do czasów stalinowskich. "Dziś zabierają (auto) za alkohol, jutro zabiorą za złe parkowanie!". Równie dobrze można argumentować, że skoro za morderstwo idzie się do więzienia, to wkrótce będą tam wsadzać za nieoddanie książki do biblioteki. To klasyczna równia pochyła, używana przez tych, którym brakuje racjonalnych argumentów. Nikt nie zabiera samochodów za stłuczkę na parkingu. Zabiera się je za świadome łamanie prawa, które każdego roku kosztuje życie setek ludzi.
Jeśli tak bardzo boli cię widok policji jeżdżącej skonfiskowanym mustangiem, mam dla Ciebie jedną, bardzo prostą radę. Niezawodny, w 100 procentach skuteczny sposób, by państwo nie położyło łap na twojej "świętej własności". Sposób stary jak świat i darmowy: nie wsiadaj po pijaku za kierownicę. To naprawdę nie jest trudne.
PS. Sprawa przekazania Mustanga policjantom tak niektórych wzburzyła, że sieć została też zalana zdjęciami tegoż auta po rzekomym wypadku. Hehe, ledwo dostali, a już rozbili. To akurat fejk, dość zresztą ordynarny. Wystarczy się przyjrzeć tym zdjęciom, by odkryć, iż to obrazek wygenerowany przez AI.
