Kobieta jedząca słodkie rzeczy, nad jej dłonią przekreślone ciasta smietankowe. W tle cukiernia.
Ciasta z błędami w oznakowaniu według IJHARS. Lukier przykrywa niewygodną prawdę SofikoS/Melodiagilang23/4045/Shutterstock Montaż: INNPoland.pl

Zapach świeżego ciasta, złocista kruszonka i obietnica domowego smaku. Wchodzisz do cukierni, wybierasz jagodziankę albo ciasto maślane i nie zastanawiasz się, co kryje się pod tą nazwą. Najnowsza kontrola pokazuje, że w wielu przypadkach to tylko słodka iluzja. Raport Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych odkrywa skalę problemu z ciastami w Polsce, który może zaskoczyć nawet stałych bywalców piekarni i cukierni.

REKLAMA

Kontrola IJHARS objęła 63 punkty sprzedaży wyrobów ciastkarskich, w tym cukiernie, piekarnie i sklepy w całej Polsce. Nieprawidłowości wykryto w 58,7 proc. przypadków, czyli ponad połowie. Problemy dotyczyły głównie oznakowania produktów, składu oraz braku informacji o alergenach. W 33,6 proc. partii ciast stwierdzono rozbieżności w składzie, a w 45,8 proc. błędy w oznaczeniach.

Kontrola IJHARS ujawnia skalę nadużyć. "Maślane" bez masła i "śmietankowe" bez śmietanki

Największe zastrzeżenia inspektorów dotyczyły tego, co widzimy na pierwszy rzut oka, czyli nazw produktów. W wielu przypadkach brzmiały one apetycznie, ale niewiele mówiły o rzeczywistym składzie wypieków. Na ladach pojawiały się jagodzianki, w których zamiast jagód znajdowała się marmolada o smaku jagodowym, czy ciastka maślane, gdzie masło zastępowała margaryna.

Podobnie było z nadzieniem śmietankowym, które często okazywało się mieszanką mleka w proszku i tłuszczu roślinnego. Inspektorzy wskazują też na fantazyjne nazwy, które nie pozwalają klientowi zrozumieć, co tak naprawdę kupuje. Określenia typu "krajanka serowa" czy "miodowe kwiatki" brzmią atrakcyjnie, ale nie przekazują żadnej konkretnej informacji o składzie produktu.

IJHARS analizuje składy wypieków. Co trzecie ciasto z błędnym składem

Jeszcze poważniejsze wnioski płyną z analizy składu wyrobów. W aż 33,6 proc. badanych partii (czyli jednej na trzy) wykryto niezgodności między deklaracją na etykiecie a rzeczywistością. Najczęściej chodziło o zawartość tłuszczu, cukrów, białka czy soli. Zdarzały się także przypadki obecności konserwantów, takich jak kwas sorbowy czy benzoesowy, które nie były uwzględnione w składzie na etykiecie.

Konsument kupuje więc produkt, który nie tylko różni się od opisu, ale może też zawierać składniki, o których nie ma pojęcia. Kiedy coraz więcej osób zwraca uwagę na dietę i jakość żywności, takie praktyki budzą poważne wątpliwości.

Kontrola i błędy w oznakowaniu. Alergeny w ciastach bez pełnych informacji

Najbardziej niepokojące są jednak przypadki dotyczące alergenów. W wielu punktach sprzedaży brakowało informacji o ich obecności lub były one opisane zbyt ogólnie, np. jako "mąka" zamiast "mąka pszenna" czy "orzechy" bez doprecyzowania rodzaju. Dla osób z alergiami to nie tylko problem informacyjny, ale realne zagrożenie dla zdrowia.

Kontrolerzy zwrócili również uwagę na oznaczenia "produkt polski", które w części przypadków mogły wprowadzać w błąd. Wypiek powstawał w Polsce, ale użyte składniki, jak cukier czy margaryna, nie miały potwierdzonego krajowego pochodzenia.

Wnioski z kontroli są jasne: słodki smak często idzie w parze z niepełną informacją. IJHARS zapowiada dalsze działania, a wobec części podmiotów zastosowano już sankcje. Dla nas, czyli klientów, to sygnał, by czytać nie tylko nazwę na tabliczce, ale też to, co kryje się za nią. Pozory mogą być bardzo mylące.