
Myśli samobójcze, nerwica i lęk przed wejściem do firmy – to nie są "problemy z samopoczuciem", to medyczne skutki mobbingu. Nowe przepisy ułatwią ofiarom walkę o gigantyczne odszkodowania i zmuszą firmy do udowadniania swojej niewinności.
Komentowanie zapachu perfum, izolowanie od zespołu, podważanie kwalifikacji – Sejm zajmuje się ustawą, która nazywa rzeczy po imieniu. Dowiedz się, jak nowe prawo chroni Cię przed nękaniem i dlaczego to pracodawca będzie musiał się teraz gęsto tłumaczyć przed sądem.
Piekło, które miało być niewidzialne
Przez lata mobbing w Polsce był terminem "widmem". Wszyscy o nim słyszeli, wielu go doświadczyło, ale prawie nikt nie potrafił go udowodnić przed sądem. Statystyki są przerażające: w 2022 roku na 551 zakończonych spraw o mobbing, pracownicy wygrali zaledwie... 17.
To nie była statystyka – to była kapitulacja państwa przed toksycznymi szefami. Ofiary zostawały z nerwicami, stanami lękowymi i myślami samobójczymi, a sprawcy z poczuciem, że "twarde zarządzanie" to ich święte prawo. Do teraz.
Koniec prawniczych łamańców: definicja na nowo
Obecne przepisy były tak skonstruowane, że trzeba było niemal doktoratu z prawa, by udowodnić nękanie. Nowy projekt upraszcza sprawę. Mobbing to:
Co ważne, prawo dostrzega wreszcie aspekt medyczny. Mobbing to nie jest "złe samopoczucie". To stan, w którym człowiek nie jest w stanie wyjść z domu do pracy. To rozstrój zdrowia, który od teraz ma być godnie rekompensowany.
Zobacz także
"Bomba atomowa" w przepisach: odwrócony ciężar dowodu
To jest zmiana, która spędza sen z powiek prawnikom korporacyjnym. Do tej pory to ofiara, ledwo żywa psychicznie, musiała zebrać dowody, nagrania i świadków (którzy często bali się zeznawać).
Nowe przepisy wprowadzają zasadę rozkładu ciężaru dowodu. Pracownik musi jedynie "uprawdopodobnić" nękanie. Wtedy to pracodawca musi udowodnić, że do mobbingu NIE DOSZŁO. To rewolucja. Szef, który pozwala na toksyczną atmosferę, nie będzie mógł już tylko milczeć i czekać na błąd ofiary. Będzie musiał aktywnie wykazać, że jego firma to miejsce wolne od patologii.
Cena za zniszczone życie: 28 000 zł to minimum
Władza zrozumiała, że nic nie dyscyplinuje patopracodawcy tak, jak uderzenie po portfelu.
"Ludzie czasami nie są w stanie wyjść z domu po długotrwałym zachowaniu mobbera. Taki stan powinien być godnie zrekompensowany" – mówi radczyni prawna Ewelina Pietrzak-Wojnicz cytowana przez PAP.
Gdzie kończy się szef, a zaczyna mobber?
Projekt zawiera bezpiecznik: uzasadniona krytyka to nie mobbing. Rozliczanie z zadań, wytykanie błędów w merytoryczny sposób czy stres związany np. ze zwolnieniami grupowymi (o ile nie jest wymierzony w konkretną osobę) pozostają częścią rzeczywistości zawodowej. Państwo nie chce hodować pracowników "z porcelany", ale chce chronić tych, którym ktoś celowo rozbija życie na kawałki.
