
W swoim orędziu Donald Trump zapowiedział, że przez najbliższe tygodnie będzie kontynuował ataki na Iran. Wcześniej zapowiadał, że Stany Zjednoczone wyjdą z NATO. Giełda i waluty reagują na te ogłoszenia.
"W ciągu następnych dwóch-trzech tygodni będziemy mocno atakować Iran, ten kraj powróci do epoki kamienia" – powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump podczas orędzia do narodu. Jeśli nie dojdzie do porozumienia z Iranem, USA będą atakować wszystkie irańskie elektrownie i cele związane z sektorem naftowym. Te deklaracje zasiały dalszy niepokój wśród inwestorów, a na rynkach umocnił się dolar.
Kursy walut i surowców po orędziu Donalda Trumpa
W połączeniu z pogróżkami o odejściu USA z NATO, zapowiedź przytłaczającego finału "specjalnej operacji" w Iranie ponownie zatrzęsła światową gospodarką. Amerykańska ropa WTI podrożała o 4,1 proc., osiągając poziom 104,221 USD za baryłkę. Ropa Brent podrożała o 5 proc. z poziomem 106,42 USD za baryłkę.
Kurs złota zanurkował w dół, do poziomu 4592,27 dolarów. W odpowiedzi na niepokoje inwestorzy wyprzedają kruszec, dzięki czemu wzmacnia się kurs dolara.
Po środowym orędziu obecnie 1 USD to 3,72 PLN. Euro spadło o 0,33 proc. do 1,1554 USD, a funt szterling spadł o 0,32 proc. do 1,3254 USD.
Spadki odnotowano też w Azji. Serwis investing.pl zwraca uwagę na kurs jena japońskiego, który spadł do 146 za USD, poniżej psychologicznego poziomu 150. Niektórzy uczestnicy rynku uważają to za sygnał do interwencji walutowej Japonii.
– Ceny ropy naftowej potencjalnie mogą zamknąć się na najwyższych poziomach od początku konfliktu. Wysokie ceny ropy to potencjalny powrót wysokiej inflacji, co ma ogromny wpływ na niższe notowania kruszców i indeksów giełdowych, ale jednocześnie pozytywnie wpływa na amerykańskiego dolara – tłumaczy Michał Stajniak, CFA z XTB.
Co będzie dalej na Bliskim Wschodzie?
Wedle Donalda Trumpa Amerykanie są blisko zrealizowania głównych celów operacji w Iranie. Podkreślił, że USA nie potrzebują Cieśniny Ormuz, zablokowanej przez Iran od 28 lutego, co dodatkowo zaburza gospodarkę na całym świecie. Oznajmił także, że kraje mające problem z nabyciem ropy z tego powodu, mogą zgłosić się po surowiec do Stanów Zjednoczonych.
Zobacz także
Jakie są scenariusze dalszego konfliktu? Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji XTB, ocenia, że nawet ograniczone działania wojskowe w tym newralgicznym regionie niosą ze sobą ogromne ryzyko.
– Takie zakłócenia mogłyby błyskawicznie podnieść ceny ropy powyżej 120 USD za baryłkę w krótkim i średnim terminie, co z kolei wywołałoby presję inflacyjną na gospodarkę USA i wstrząsnęłoby globalnymi rynkami surowcowymi. Historyczne doświadczenia pokazują, że nawet ograniczone konflikty w Zatoce Perskiej mają tendencję do wywoływania efektu domina, ponieważ zakłócenia transportu surowców powodują wahania kursów walut, zwiększoną zmienność na giełdach oraz ryzyko spowolnienia gospodarczego w regionach uzależnionych od importu ropy – komentuje analityk.
Czy pokój w Iranie jest możliwy?
A co przyniesie pokój? Do niedawna rynek wierzył w rozsądne rozwiązanie. Ekspert nie jest wcale pewien, że taka opcja jest dalej na stole.
– W tym przypadku USA zachowałyby wizerunek skutecznego negocjatora i globalnego lidera, jednocześnie unikając pełnej eskalacji konfliktu. Pojawia się jednak kluczowe pytanie, czy prezydent może sobie pozwolić na taki ruch. Dla Trumpa zachowanie twarzy jest absolutnie niezbędne, zwłaszcza w kontekście nadchodzących wyborów, od których może zależeć jego przyszła prezydentura – ocenia Sobierajski.
– Wycofanie się oznaczałoby scedowanie odpowiedzialności na inne podmioty lub państwa. Iran mógłby wówczas wprowadzić opłaty za przepływ tankowców przez cieśninę, sygnalizując światu, że USA nie są w stanie narzucić swojej woli w regionie. Nawet jeśli scenariusz ten wydaje się mniej ryzykowny militarnie, konsekwencje gospodarcze i polityczne pozostają poważne. Rynki w takim wypadku nadal byłyby pod presją niepewności, a inwestorzy musieliby uwzględniać możliwość nowych napięć w kolejnych tygodniach – dodaje.
Wedle analityków nawet natychmiastowy koniec wojny i spadek ceny za baryłkę do 80 USD oznacza odbicie inflacji. Ta wróci na całym świecie i pozostaje tylko pytanie, jak mocno.
– Cała ta sytuacja zaczyna przypominać lata 70., kiedy pod ich koniec Stany Zjednoczone musiały zmierzyć się z jeszcze większym kryzysem inflacyjnym. Choć nadmiernie wysoka inflacja nie jest dobra nawet dla amerykańskiego dolara, w przypadku faktycznego kryzysu waluta ta nie będzie miała w zasadzie na rynku konkurencji. Stany Zjednoczone są w miarę zabezpieczone energetycznie, są odległe od konfliktu, a dodatkowo mają wciąż wysokie stopy procentowe, zachęcające kapitał do "zaparkowania" w bezpiecznych aktywach na chwilę niepewności. Jeśli inflacja odbije, dolar znów może stać się drogi, co oczywiście spotęguje efekt drożejących surowców energetycznych – podsumowuje Michał Stajniak.
Źródło: Investing.pl, materiały prasowe XTB.
