Dziki i zdzwiony człowiek. Bieszczady tracą dziki, miasta zyskują problem. Za chwilę przyjdą wilki
Bieszczady tracą dziki, miasta zyskują problem. Za chwilę przyjdą wilki Fot. Davide Zanin Photography / Kues / Shutterstock Montaż:INNPoland.pl

Pół miliarda złotych wydane na masowy odstrzał dzików, zamiast rozwiązać problem, przeniósł go wprost pod nasze balkony. Choć dziki w miastach to dziś codzienność, w skali kraju ich populacja w ciągu dekady spadła aż pięciokrotnie. O kulisach tej paradoksalnej i wymuszonej migracji, porażce dotychczasowej polityki walki z ASF oraz nowych pomysłach na rozwiązanie kryzysu, opowiedział InnPoland wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała podczas kongresu Impact'26.

REKLAMA

Dziki w miastach to coraz częstszy widok. Jednak ich wcale nie jest więcej, a wręcz przeciwnie – w skali kraju ich populacja drastycznie zmalała po masowych odstrzałach. Przeżywamy po prostu wielką, przymusową migrację. Przepędzone z lasów zwierzęta odkryły, że miejskie osiedla to dla nich idealny azyl.

Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała w wywiadzie dla InnPoland, udzielonym podczas kongresu Impact'26, opowiedział o kulisach tej paradoksalnej sytuacji, rzucając m.in. światło na fiasko dotychczasowej strategii walki z ASF.

Pięciokrotny spadek populacji dzików w Polsce

W Polsce od 2015 roku, przez 10 lat, mamy 5 razy mniej dzików niż mieliśmy. Było 250 tysięcy, teraz jest ponad 50 tysięcy. Tylko przez niewłaściwą politykę intensywnego odstrzału, w tym tzw. sanitarnego, związanego z afrykańskim pomorem świń (ASF), te dziki zaadoptowały się i przeniosły do miast, gdzie są bezpieczne, mają dostęp do jedzenia i się do nich nie strzela – mówi Mikołaj Dorożała, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska Polski w rozmowie z InnPoland.

Jak wiemy więc, problemem nie jest za duża liczba dzików, ale zmniejszanie ich populacji. To w dużej mierze efekt tego, że za 700 mln zł zaprosiliśmy dziki do miast, zamiast skutecznie rozwiązać problem u źródła.

Realne zagrożenie ze strony zwierząt w mieście

Trzeba zaznaczyć również, że obecność dzików w mieście faktycznie jest problemem. Nadal jest to dzikie zwierzę, które jest nieprzewidywalne i może wyrządzić człowiekowi krzywdę. Pomimo, że w większości wypadków dziki nie są wrogo nastawione, nadal zdarzają się przypadki, gdy atakują człowieka (np. gdy locha z młodymi poczuje się zagrożona).

Warto wspomnieć o tym, że dziki niszczą również miejską infrastrukturę (np. kosze na śmieci czy zieleń) i stanowią również zagrożenie dla ruchu drogowego. Doszło już do tego, że polski robot influencer stał się globalną sensacją – przeganiał dziki w Warszawie, a nagranie obiegło światowe media.

Pół miliarda na odstrzał dzików, który nie zadziałał

Minister Dorożała w rozmowie z InnPoland zaznaczył, że kwestią odstrzału zarządza w głównej mierze Ministerstwo Rolnictwa, a Ministerstwo Klimatu i Środowiska, może jedynie doradzać i apelować w tej kwestii. Jak wskazał nasz rozmówca, masowe zabijanie dzików z powodu ASF nie miało większego sensu, bo tylko garstka z nich była zarażona.

– Państwo wydało około pół miliarda na odstrzał sanitarny dzików. Wybito w Polsce grubo ponad milion. Okazało się, że mniej więcej 1 proc. był zarażony ASF – twierdzi minister. Skutki tej polityki widać też w samorządowych budżetach – jak pokazuje przykład stolicy, strach przed dzikami kosztuje Warszawę miliony, a leśnicy jeżdżą jak karetka do pijaczka, reagując na lawinę zgłoszeń.

Jak się pozbyć dzików? Humanitarne alternatywy zamiast strzału

W tym miejscu pojawia się pytanie: co w takim razie zrobić z dzikami w miastach?

– Choć według ustawy o ASF-ie nie możemy relokować tych dzików, to może jednak powinniśmy spróbować. Powinniśmy znaleźć jakieś humanitarne sposoby. Oczywiście w niektórych przypadkach usypianie jest nieuniknione, bo nie jesteśmy w stanie przyjąć wszystkich z otwartymi rękoma. Jednak w części przypadków jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić – na przykład przenieść te zwierzęta tam, gdzie dzików po prostu nie ma – tłumaczy Dorożała. Pomysłowości w tej kwestii nie brakuje – chociażby Gdynia ma 17 pomysłów na to, jak pozbyć się dzików, które nie obejmują ich uśmiercania.

Dzik to brakujące ogniwo łańcucha pokarmowego w Bieszczadach

Co ciekawe, dziki, pomimo że pospolite w dużych miastach, w takim Bieszczadzkim Parku Narodowym są gatunkiem zaskakująco rzadkim. Według Dorożały ma być ich tam kilkanaście. Jak zaznacza jednak, są podstawowym elementem w łańcuchu pokarmowym wilków i niedźwiedzi. Przez to, za dzikami, również te zwierzęta zaczynają schodzić do terenów zurbanizowanych w poszukiwaniu pożywienia.

Sytuacji nie ułatwia fakt, że Parlament Europejski w ubiegłym roku przegłosował mniejszą ochronę dla wilków, co może otworzyć furtkę do kolejnych masowych odstrzałów drapieżników, które są pożyteczne i naturalnie regulują liczebność dzików.