Myśliwy strzela pieniędzmi, dzik na tle plakatów edukacyjnych.
Każdy telefon po interwencje ws. dzików generuje koszty, a częściej dzwonimy ze strachu, niż z prawdziwej potrzeby. Sprawdzamy koszty zajmowania się dzikami w stolicy. Fot. PixelAura Creative/KRvisualPRO/ShutterstockProkreacja.com/Lasy Miejskie Warszawa/kompozycja własna

Mieszkańcy Warszawy kłócą o los dzików, które w stolicy czują się jak w domu. Strzelać czy chronić? Przepędzić czy dać im spokój? Jedni protestują przed urzędami i płaczą za dzikiem Heniem, inni zaś klaszczą, gdy myśliwi zabijają zwierzęta na Muranowie. Skoro nie możemy się dogadać w sprawie etyki, to porozmawiajmy o pieniądzach. Sprawdźmy, ile to wszystko kosztuje.

REKLAMA

O to, ile kosztuje strzelanie do dzików w Warszawie, zapytałem urzędników dzielnicy Wawer, zaufanych informatorów (ze względu na stanowiska i zapalny temat chcą zachować anonimowość) oraz dyrektora Lasów Miejskich (LM) w Warszawie, Karola Podgórskiego.

Dziki w Warszawie. Dzik jest dziki, ale nie jest zły

Wychowałem się na tym samym wierszyku co każdy, jednak moje doświadczenia okazały się zupełnie inne, niż Jana Brzechwy. Dzik jest dziki, dzik jest zły? Wolne żarty. Więcej agresji zaznałem od przypadkowych ludzi pod sklepem czy na przystanku autobusowym, niż od chrumkacza mijanego przy ścieżce, który jest zajęty sam sobą.

Mówiąc wprost: lubię widok dzików w mieście i nie przeszkadzałoby mi, gdyby chodziły sobie po Warszawie. W tym miejscu warto postawić pytanie, dlaczego dziki przenoszą się do miast. A dziki przenoszą się do miast dlatego, że w lasach zabijają je myśliwi, którzy są sowicie opłacani przez państwo (700-900 mln zł w ciągu ostatnich lat).

logo
Dzik zimą woli szukać pożywienia w bezpiecznych miastach niż w lasach, gdzie się na nie poluje. Fot. materiały własne.

Najprostszym i najbardziej humanitarnym sposobem na to, by dziki wróciły do lasów, byłaby sytuacja, gdyby rząd kazał myśliwym wrócić do domów i przeznaczył pieniądze na coś sensownego (bo wbrew temu, co utrzymują fani odstrzału, to nie dziki są głównymi nosicielami choroby Afrykańskiego Pomoru Świń, odpowiadają za ułamek zakażeń).

Wyobraźmy sobie, że spełnia się sen tych, którzy chcą Warszawy wolnej od dzików. Na osiedlach zapanowałby święty spokój? Nie, wręcz przeciwnie. Natura nie znosi próżni. Gdy zabijemy lub przepędzimy z miast dziki, do naszych śmietników zawitają pewnie masowo lisy i kto wie, co jeszcze. Dlatego musimy znaleźć sposób, aby żyć z dzikami (i inną zwierzyną) w zgodzie.

Stołeczna Akademia Wychowania Fizycznego pokazała Polsce, że dziki można traktować po ludzku. Gdy loszka urodziła młode na terenie AWF, uczelnia dała jej przestrzeń i zadbała o to, by miała spokój. Jak można było się spodziewać, kosmata rodzinka po jakimś czasie sobie poszła. Teraz trwa zbiórka funduszy na modernizację ogrodzenia AWF, po to, by do takich sytuacji nie dochodziło w przyszłości.

Za to z drugiej strony mamy głośne incydenty: uśmiercenie dziczej rodziny na placu zabaw i zastrzelenie dzika Henia na Bemowie, przy Muzeum POLIN na Muranowie, a także odstrzał dzików na Mokotowie "za tulipany". Od swoich informatorów nieoficjalnie usłyszałem, że za te wydarzenia posypały się pierwsze zwolnienia.

logo
Zdjęcie z kwietniowych protestów w Warszawie ws. ochrony dzików. Fot. materiały uzyskane od informatora redakcji.

Choć zawsze żal życia odebranego czującej istocie, nie mam pretensji do pracowników leśnictwa: oni robią, co muszą. Nawet te straszne zdjęcia pokazujące kosze na odpady, do których mają trafić ciała zabitych dzików, przedstawiają element standardowego wyposażenia leśników. Szok bierze się z tego, że zwykle po prostu tego nie oglądamy, nie wiemy, jak wyglądają procedury. Leśnicy najpierw starają się przegonić zwierzęta w bezpieczne miejsce. W rozmowach z InnPoland przekonują, że w głośnych przypadkach odstrzału dzików w Warszawie nie mogli tego zrobić. Mieli ręce związane przez prawo.

Dzik w mieście a polskie prawo

Gdy obywatel skarży się, że dziki za głośno kwiczą mu pod płotem (słyszałem o takim przypadku na Wawrze), leśnicy odnotują skargę gdy tylko przestaną się śmiać. Na tym sprawa się zakończy. Ale kiedy dzwoni ktoś, kto boi się, że dziki skrzywdzą dzieci na placu zabaw? Prawo nakazuje leśnikom bezwzględnie chronić człowieka. Podobnie jeśli chodzi o mienie.

Prawo też nakazuje chronić zwierzęta przed krzywdą, wyznacza, kiedy można wydawać decyzję o odstrzale i zakazuje np. "uboju lub uśmiercania zwierząt kręgowych przy udziale dzieci lub w ich obecności". Wedle niektórych interpretacji, w Warszawie dochodzi do łamania prawa zwierząt na tle dzikow. Zdaniem leśników, robią wszystko, co im każą przepisy.

logo
Moja dzielnica jest na drugim miejscu pod kątem liczby zgłoszeń. W ubiegłym roku na Białołęce zgłoszono 2247 spotkań, na Wawrze 2040. Fot. LM

Wszystkie wezwania na interwencje z powodu dzików, nawet te bzdurne, są odnotowywane. Właściwe organy miejskie za każdym razem oceniają, czy w danym przypadku istnieje ryzyko dla ludzkiego życia, zdrowia lub mienia. To oznacza również ocenę możliwości przepędzenia dzika, czego nie mogą zrobić, jeśli jest ryzyko wywołałby np. wypadek samochodowy. Jeśli urzędnicy zaniechają działania, a komuś stanie się krzywda (lub mienie zostanie zniszczone), grozi im odpowiedzialność karna.

Zgodnie z art. 2 ustawy z 13 października 1995 r. Prawo łowieckie (Dz. U. z 2025 r. poz. 539) zwierzęta łowne żyjące w stanie wolnym stanowią własność Skarbu Państwa. Art. 46-50 Prawa Łowieckiego regulują zasady odpowiedzialności za szkody powodowane przez zwierzęta łowne. W telegraficznym skrócie: za szkody w płodach rolnych odpowiada Skarb Państwa. Reszta to problem samorządu.

logo
Populacja dzików może nie jest jakoś rekordowa, za to rośnie z nimi kontakt oraz liczba zgłoszeń. Fot. LM

Często leśnicy nie chcą, ale muszą. Nawet jeśli skargę obywatela uważają za absurdalną, bywa że ruszają w miasto. – To jak z karetką, co jedzie do pijaczka – tłumaczy jeden z moich informatorów, pracujący z myśliwymi.

W pierwszym kwartale 2026 roku Lasy Miejskie (LM) przyjęły w Warszawie około 4900 zgłoszeń dotyczących dzikich zwierząt, których efektem było 1419 interwencji. W 34 przypadkach skończyło się na odłowie zwierząt przez ich uśmiercenie.

Ile kosztuje jedna interwencja w sprawie dzików?

Od dyrektora LM dowiedziałem się, że kosztów interwencji ws. dzików nie da się precyzyjnie wyliczyć. Nikt w księgowości nie prowadzi oddzielnej tabeli oznakowanej "dziki". Spójrzmy więc na ogólną listę obowiązków LM dotyczącą dzikich zwierząt. Każda z tych pozycji generuje koszty.

Do jakich zadań związanych z dzikimi zwierzętami zobowiązane są Lasy Miejskie Warszawa?

  • obsługa telefonicznych i pisemnych zgłoszeń mieszkańców m.st. Warszawy, dotyczących bytowania oraz zdarzeń z udziałem dzikich zwierząt na terenach zurbanizowanych;
  • podejmowanie interwencji oraz udzielanie informacji w ww. przypadkach;
  • przeprowadzenie immobilizacji dzikich zwierząt pojawiających się na terenach zurbanizowanych m.st. Warszawy oraz ich ewentualna relokacja;
  • monitoring miejsc występowania dzikich zwierząt oraz prowadzenie działań prewencyjnych i informacyjnych;
  • usuwanie zwłok dzikich ssaków z terenu miasta, m.in. z kolizji wypadków drogowych;
  • transport dzikich zwierząt wymagających pomocy do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Lasów Miejskich - Warszawa;
  • prowadzenie Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt, w tym leczenie i rehabilitacja dostarczonych osobników;
  • prowadzenie redukcji nadmiernej liczebności populacji wolno żyjących zwierząt, w sytuacji wydania stosownych decyzji przez właściwy organ.
  • Całkowity koszt realizacji powyższych zadań stanowi wypadkową wielu elementów, takich jak m.in. wynagrodzenia pracowników, koszty eksploatacji pojazdów i paliwa, zakup oraz utrzymanie sprzętu specjalistycznego i weterynaryjnego, koszty usług weterynaryjnych i utylizacyjnych itp. Należy podkreślić, że wskazane zasoby wykorzystywane są w odniesieniu do różnych gatunków zwierząt dziko żyjących, nie wyłącznie do dzików. W związku z powyższym nie jest możliwe wyodrębnienie w sposób rzetelny i jednoznaczny kosztów, dotyczących interwencji z dzikami na terenie w stolicy.

    Karol Podgórski, dyrektor Lasów Miejskich w Warszawie

    autoryzowana wypoiwedź dla INNPoland.pl

    Można jednak przejrzeć katalog zamówień publicznych. Jeden samochód dedykowany do transportu dzików kosztował w zamówieniu publicznym 400 tys. zł brutto, a Warszawa ma ich cztery. A więc za same auta dla dzików wychodzi brutto 1,6 mln zł.

    Zamówienie z lutego 2026 roku na konserwację drewnianych urządzeń oraz urządzeń do odłowu dzików, a także placów zabaw w kompleksach leśnych, opiewa na kwotę 556 tys. zł brutto. W planie są kolejne wydatki na łącznie 458 tys. zł brutto.

    Usługi weterynaryjne: 460 tys. zł brutto. Inwentaryzacja ssaków kopytnych: 871 tys. zł brutto. Na "wykonanie inwentaryzacji zwierząt dziko żyjących (ze szczególnym uwzględnieniem dzików)" w Warszawie pójdzie 707 tys. zł brutto.

    Nie są to kwoty wyjątkowe, bo zamówienia publiczne (jak usługi weterynaryjne) we wcześniejszych latach opiewały na porównywalne kwoty. Jednak widać, że rok 2026 w wydatkach będzie rokiem dzika.

    Dodajmy do tego kordony policji, otaczające 20+ funkcjonariuszami co głośniejsze wezwania, jak do dzika Henia czy przy muzeum POLIN na Muranowie. To nowy standard, aby zabezpieczać miejsce zdarzenia m.in. przed aktywistami, przybywającymi tłumie nagrywać interwencję leśników.

    Jakie szkody wyrządzają dziki w miastach i ile kosztuje ich naprawa?

    Równie trudno oszacować koszty sprzątania po dzikach. Urzędnicy dzielnicy Wawer, z którymi rozmawiałem, rozkładają ręce. Codziennie widzę zryte trawniki, rabatki, skwery miejskie i wszelką zieleń. Czworonożny kudłacz buchtuje wszędzie tam, gdzie poczuje coś smakowitego.

    – Zakład Gospodarowania Nieruchomościami, który wykonuje prace naprawcze i pielęgnacyjne dla dzielnicy, po prostu dokonuje bieżących napraw. Nie odnotowuje, czy szkody, które usuwa, zostały wyrządzone przez dziki, łosie, psy, samochody czy ludzi – mówi InnPoland Piotr Jaszczuk, naczelnik wydziału dla dzielnicy Wawer.

    Wysłałem zapytanie do ZGN, czy istnieje związek między liczbą zgłoszeń dotyczących dzików a liczbą prac naprawczych i pielęgnacyjnych dotyczących miejskiej zieleni. Nie otrzymałem odpowiedzi. Ze słów Piotra Jaszczuka wynika, że takie prace mieszczą się w budżecie miasta.

    logo
    Decyzje na odstrzał redukcyjny dzików. Warto przypomnieć, że te liczby rozłożone są w czasie i nikt nie uśmierca setek dzików dziennie. Doniesienia o masakrach są przesadzone, gdy w Warszawie żyje ponad 3 tys. dzików. Fot. LM

    Jak za to wycenić rany, które ludzie odnieśli w wyniku spotkania z dzikiem? Prezentowane przez LM zdjęcia skaleczeń na ciałach pechowców są drastyczne, bez dwóch zdań. Jednak nawet bardziej drastyczne byłyby zdjęcia ofiar wypadków samochodowych. Statystyka jasno wskazuje, że dla mieszkańców Warszawy znacznie bardziej niebezpieczni są nieodpowiedzialni kierowcy aut, niż dziki.

    W 2025 roku w Warszawie dziki zaatakowały 121 razy. Za to na stołecznych drogach doszło w tym czasie do 1157 wypadków, w których zginęło 86 osób, a 1357 ludzi zostało rannych. Liczba kolizji drogowych: oszałamiające 37 096, z czego tylko w 341 uczestniczyły dziki. Ta liczba wzrosła, ale nadal jest ułamkiem całości.

    logo
    Kolizje z dzikami przez lata. Fot. LM.

    Co zamiast strzelania do dzików?

    16 kwietnia odbyło się posiedzenie Komisja Ładu Przestrzennego i Ochrony Środowiska Rady Dzielnicy Wawer.

    Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział powołanie specjalnego zespołu ds. dzików, który ma zająć się wypracowaniem systemowych, długofalowych rozwiązań. Krytycy uważają, że do zespołu trzeba powołać niezależnych ekspertów, a nie tylko myśliwych i pracowników Lasów Miejskich. Bo prozwierzęce rozwiązania są możliwe. Olsztyn nieźle radzi sobie z dzikami bez odstrzału. Gdynia również ma plan.

    Na posiedzeniu w Wawrze wykluczono stosowanie antykoncepcji, by zredukować populację dzików. Choć leśnicy zgłosili gotowość do zastosowania tej metody, od dawna stoi bariera prawna: w obrocie nie ma odpowiednich preparatów weterynaryjnych.

    Wywożenie dzików do lasu też odpada: ta opcja została zablokowana w 2017 roku przez przepisy unijne i krajowe dotyczące zwalczania ASF. Dlatego czasem leśnicy nie mają innego wyjścia i muszą zabić dzikie zwierzę w mieście, potencjalnie łamiąc inne przepisy.

    Co więc można zrobić z dzikami, zamiast ich uśmiercania? Na posiedzeniu komisji padały różne propozycje: od lepszego zabezpieczenia altan śmietnikowych i pojemników (w tym nowego typu, do zakotwiczenia przed wywróceniem), po działania edukacyjne dla mieszkańców.

    logo
    Jeśli spojrzymy na zjawisko z większej perspektywy, ataki dzika na człowieka to rzadkość. A czasem wystarcza naprawdę proste zachowania. Fot. LM.

    Do zapobiegać kolizjom samochodów z dzikami, zgłoszono propozycję zmian w infrastrukturze. Rozwiązaniem miałby być tzw. przepusty kanadyjskie (kratki w podłożu dróg, przez które zwierzęta nie są w stanie przejść), a także instalacja automatycznych systemów wykrywania zwierząt.

    Wskazano, że ważne jest też dbanie o dzikie tereny (aby dziki chętniej zostawały "u siebie") oraz zmiany w roślinności miejskiej, by z jednej strony była mniej smakowita dla dzików, a z drugiej pozwalała łatwiej je dostrzec pieszym i kierowcom. Podczas posiedzenia rozważano też podjęcie działań odstraszających dziki, ale eksperci ostrzegają, że dziki szybko się uczą nowości, a więc równie szybko przestaną się bać.

    logo
    Lasy Miejskie podejmują się w Warszawie działań, aby zatrzymać dziki w lasach. Zwierzęta przybywają z powodu dostępności pożywienia, ciepła zimą i dla bezpieczeństwa z dala od myśliwych. Fot. LM.

    Nie bądź jak Edward Warchocki, bo zapłacisz

    Jak nie powinniśmy się zachowywać, gdy staniemy oko w oko z dzikiem? W skrócie: nie dokarmiać go ani nie zaczepiać. Edukacja przyrodnicza to jedno, ale trzeba mieć świadomość, że prawo przewiduje kary za okrucieństwo wobec zwierząt.

    W Polsce płoszenie dzikich zwierząt jest wykroczeniem (art. 78.), bo takie zachowanie może stworzyć zagrożenie dla innych ludzi. Kara: ograniczenie wolności, grzywna do 1000 zł albo nagana. To może grozić osobie, która sterowała robotem Edwardem Warchockim tak, by ten gonił dziki na wiralowym filmiku. Potencjalnie operator może również podpadać pod następujące wykroczenia:

  • umyślne zranienie lub okaleczenie zwierzęcia (gdyby doszło do fizycznego kontaktu);
  • używanie do pracy albo w celach sportowych lub rozrywkowych zwierząt chorych, a także zbyt młodych lub starych oraz zmuszanie ich do czynności, których wykonywanie może spowodować ból (tutaj jeśli wykazano by odpowiedni wiek i stan zwierząt, bo jakby nie patrzeć, takie filmy powstają dla zasięgów i rozrywki);
  • złośliwe straszenie lub drażnienie zwierząt (tu chyba nic nie muszę dodawać, bo nawet obrona śmietnika czy dziecka budzi pytania, czy nie została zainscenizowana).
  • Zanim pogonimy dziki dla lajków, pomyślmy, raz czy drugi, żeby potem spać spokojnie. A to właśnie spokój jest tym, czego nam naprawdę potrzeba w sprawie dzików w mieście.

    Źródło: Lasy Miejskie Warszawa, Urząd dzielnicy Wawer, KSP Warszawa