
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ponownie dorzuca oliwy do ognia w debacie o sprawiedliwość podatkową. Rzucił rękawicę państwom, zapowiadając nałożenie 100-procentowego cła na wszystkie towary z krajów, które zdecydują się na wprowadzenie podatku od usług cyfrowych. O ile nie zmieni zdania (jak to mu się zdarza), to może uderzyć bezpośrednio w plany polskiego rządu.
Danina od Big Techów, które bezkarnie sobie poczynają w Europie, została finalnie wpisana do oficjalnego wykazu prac legislacyjnych. Polskie Ministerstwo Cyfryzacji od miesięcy powtarza, że globalni liderzy technologiczni generują nad Wisłą astronomiczne zyski, płacąc przy tym w kraju symboliczne podatki, stąd potrzeba wprowadzenia tzw. podatku cyfrowego. Prezydent Donald Trump zagroził, że każdy kraj w Europie, który podejmie taki krok, oberwie rekordowymi cłami.
Donald Trump broni amerykańskich korporacji
Groźba Donalda Trumpa została opublikowana na jego własnej platformie społecznościowej Truth Social.
"Każdy kraj, który nałoży taki podatek, zostanie natychmiast obciążony 100-proc. cłem na wszystkie towary wysyłane do Stanów Zjednoczonych Ameryki" – napisał prezydent USA, bezpośrednio broniąc interesów rodzimych gigantów z Doliny Krzemowej, którzy wspierali hojnie jego prezydenturę.
Nowy projekt ustawy, koordynowany przez ministra Krzysztofa Gawkowskiego, zakłada stawkę 3 proc. od przychodów z reklam online platform, które łączą użytkowników i handel danymi. Podatek cyfrowy obejmie wyłącznie gigantów o globalnych przychodach powyżej 1 mld euro i przychodach w Polsce przekraczających 25 mln zł, pomniejszając daninę o zapłacony w kraju CIT.
Z szacunków resortu wynika, że gra toczy się o potężne pieniądze. Nowy podatek ma przynieść budżetowi państwa 1,7 mld zł w 2027 roku, a do 2030 roku roczne wpływy mają wzrosnąć do ponad 3 mld zł. Drenaż polskiego kapitału trwa, a w dedykowanym tekście tłumaczymy, jak korporacje wysysają z nas miliardy.
Zobacz także
Jak cła mogą uderzyć w Polskę i Europę
Nagły mur w postaci 100 proc. ceł do USA oznaczałby cios dla polskich eksporterów wysyłających towary za ocean, potencjalnie odcinając ich od ważnego rynku i powodując utratę konkurencyjności. Pytanie więc, czy zyski z podatku od Facebooka i Google zrekompensują straty w handlu. I czy Donald Trump, znany z gwałtownego podejmowania decyzji, nie podniesie cła jeszcze wyżej czy wycofa się z pomysłu. Wicepremier Krzysztof Gawkowski już wcześniej zapowiadał podatek cyfrowy do końca tego roku, minister nie ugina się przed groźbami płynącymi zza oceanu.
Polska nie jest odosobniona w swoich ambicjach. Podatki cyfrowe działają już w wielu zakątkach globu, choć z bardzo różnymi stawkami. W Europie zdecydowały się na to m.in. Francja, Włochy i Hiszpania, o wysokości 3 proc. Zrezygnowały z tego m.in. Niemcy, Irlandia i Holandia. Podatek cyfrowy znajdziemy nie tylko w Europie: Kanada ma go na poziomie 3 proc., a Japonia stawkę aż 10 proc.
W tym kontekście eksperci od miesięcy rozważają za i przeciw podatku cyfrowego, czy suwerenność technologiczna Europy to mit, czy jednak realny cel, do którego kontynent powinien dążyć.






