
Stało się. Główny Inspektorat Transportu Drogowego i CANARD znowu to zrobili: polskie drogi zostały w czerwcu uzbrojone w aż 18 nowych lokalizacji Odcinkowego Pomiaru Prędkości (OPP) i kilka fotoradarów. Kamery wyrastają jak grzyby po deszczu, sieć się zaciska, a kierowcy drżą o swoje portfele.
Na internetowych forach i w mediach społecznościowych natychmiast wybuchło tradycyjne, narodowe powstanie. Fala komentarzy zalała sieć szybciej niż fala powodziowa. "Koniec wolności!", "Państwo policyjne!", "Znowu bezczelne polowanie na kierowców i łatanie dziury budżetowej!" – grzmią zza klawiatur obrońcy prawa do łamania prawa.
Ręce opadają do samej ziemi, kiedy czyta się te tyrady o zamachu na fundamentalne swobody obywatelskie, którymi rzekomo jest jazda 160 km/h na kaprawych oponach.
Jednak wczoraj stało się coś przełomowego. Sam musiałem pokonać spory odcinek drogi ekspresowej objęty tym nowym, bezdusznym systemem permanentnej inwigilacji. I wiecie co? Cudem uniknąłem mandatu.
Mało tego – odkryłem genialny, absolutnie darmowy i w 100 procentach skuteczny sposób na oszukanie całego tego rządowego systemu. Generalna Inspekcja go nienawidzi, a internauci są w głębokim szoku.
Tajna metoda: instrukcja krok po kroku
Metoda, którą przetestowałem na własnej skórze, wymaga niezwykłej odporności psychicznej, ale efekty są piorunujące. Kiedy wjechałem w strefę oznaczoną znakiem "Odcinkowy pomiar prędkości", zamiast panicznie wciskać hamulec przed samą kamerą, a potem gnać na złamanie karku, postanowiłem wziąć system sposobem.
Zastosowałem unikalną procedurę, którą roboczo nazwałem "Dyscypliną licznika". Oto sekretny algorytm oszukiwania OPP: kiedy wokół wszyscy rwali włosy z głowy, ja po prostu ustawiłem prędkość na równe 120 km/h.
I przez cały czas trwania pomiaru... nie pojechałem ani kilometra szybciej. To zresztą jedyna skuteczna taktyka, bo jak przypominaliśmy, gdy przekroczyłeś prędkość, a fotoradar nie błysnął, nie oznacza to, że uniknąłeś kary – system odcinkowy działa w podczerwieni i nie musi migać, byś dostał mandat.
Wiem, brzmi to jak totalne szaleństwo i czysta abstrakcja. Przecież prawa fizyki i algorytmy KAS powinny w tym momencie eksplodować. Magia polega jednak na tym, że komputer wyliczający średnią prędkość mojego przejazdu kompletnie zgłupiał. Na samym końcu odcinka system bezradnie odprowadził mnie swoim cyfrowym wzrokiem, nie wystawiając ani jednego mandatu, ani jednego punktu karnego. Państwo straciło okazję do zarobku, a ja zachowałem czyste konto.
Polecam ten rewolucyjny patent każdemu, kto boi się 11 nowych batów na kierowców. Okazuje się, że najprostszą metodą na "państwo policyjne" i "łatanie budżetu" jest bezczelne i ostentacyjne jeżdżenie zgodnie z przepisami. Wtedy urzędnicy z GITD mogą jedynie bezradnie patrzeć na wasze lśniące w słońcu tablice rejestracyjne.
Zobacz także
Kamery mierzą średnią, nie chwilę. Dlaczego hamowanie nie działa
Tu leży cała tajemnica skuteczności systemu. Już wcześniej opisywaliśmy pierwszy odcinkowy pomiar prędkości na A1 i to, ile wystawiono mandatów – urządzenia rejestrują tablice na wjeździe i wyjeździe, a następnie na podstawie dystansu i czasu wyliczają średnią. Jeśli przez większość trasy "leciałeś" 150 km/h, to nawet gwałtowne zwolnienie do setki tuż przed końcem odcinka cię nie uratuje. Klasyczne hamowanie "przy skrzynce" tu po prostu nie ma sensu.
Co ciekawe, ta sama logika bywa też wykorzystywana z korzyścią dla kierowców. Gdy uruchomiono odcinkowy pomiar prędkości w tunelu Wisłostrady, oprócz kija na szaleńców pojawiła się i marchewka – urzędnicy zapowiedzieli, że gdy ruch się uspokoi, rozważą podniesienie dozwolonej prędkości. System nie musi więc być wyłącznie batem.
Gdzie ukryto nowe pułapki? Oficjalna czerwcowa lista OPP
Aby ułatwić wam testowanie mojego genialnego triku z "Dyscypliną Licznika", poniżej znajdziecie wykaz nowych odcinków, które w czerwcu zostały oficjalnie wpięte do bezwzględnego systemu CANARD. Warto zapisać sobie te punkty w pamięci – ku rozpaczy budżetu państwa. Zresztą kolejne bramki stają w błyskawicznym tempie, o czym pisaliśmy choćby przy okazji majówki 2026 i nowych odcinkowych pomiarów prędkości.
Nowe odcinkowe pomiary prędkości w Polsce
- A1 Zabrze Północ – Zabrze Zachód (woj. śląskie)
- S6 Gdańsk Lotnisko – Park Gdańsk (woj. pomorskie)
- A1 Kutno Wschód – Piątek (woj. łódzkie)
- S5 Poznań Zachód – Stęszew (woj. wielkopolskie)
- A1 Mykanów – Radomsko (woj. śląskie i łódzkie)
- S6 Matarnia – Owczarnia (woj. pomorskie)
- S7 Nowy Dwór Gdański – Dworek (woj. pomorskie)
- S7 Barcza – Kielce Północ (woj. świętokrzyskie)
- S7 Rączki – Tatary (woj. warmińsko-mazurskie)
- S5 Zbrachlin – Trzeciewiec (woj. kujawsko-pomorskie)
- A4 Łagiewniki – Kraków Wieliczka (woj. małopolskie)
- S8 Kołaki – Mężenin (woj. podlaskie)
- A1 Kamieńsko – Stobiecko Szlacheckie (woj. łódzkie)
- S17 Chrząchówek – Markuszów (woj. lubelskie)
- DK28 Rabka-Zdrój (woj. małopolskie)
- S19 Lublin Węglin – Lublin (woj. lubelskie)
- DK81 Ochaby Małe – Skoczów (woj. śląskie)
- A1 Piotrków Trybunalski Południe – Dąbrowa (woj. łódzkie)
Warto przy tym pamiętać, że – jak pokazuje sprawa opisana przez naTemat – pułapka na odcinkowym pomiarze zostaje, bo kierowcy prosili o zmianę, ale ministerstwo odmówiło. Chodzi o brak przypomnienia o obowiązującym limicie tuż przy tablicy informującej o kontroli, przez co wielu kierowców dostaje mandat zupełnie nieświadomie.
Szerokiej i bezpiecznej drogi – pamiętajcie, 120 km/h na ekspresówkach i 140 km/h na autostradach całkowicie zawiesza systemy Inspekcji Transportu Drogowego.






