
10 lipca 2026 roku zapisze się złotymi zgłoskami w historii krajowej energetyki. To właśnie dzisiaj polski system elektroenergetyczny oficjalnie odebrał pierwszą w historii moc wyprodukowaną przez morską farmę wiatrową na Bałtyku. Prąd z projektu Baltic Power zasilił nasze domy dzięki uruchomieniu gigantycznej stacji elektroenergetycznej w Choczewie.
Polska oficjalnie weszła w erę wielkich, niskoemisyjnych projektów OZE. Uruchomienie stacji 400 kV Choczewo, czyli pierwszego w Polsce węzła stworzonego specjalnie do odbioru energii z morza (tzw. offshore), zgromadziło najważniejsze osoby w państwie. W uroczystości wzięli udział m.in. premier Donald Tusk, minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, minister energii Miłosz Motyka oraz minister finansów Andrzej Domański.
"Wsiedliśmy do energetycznego ekspresu"
Wydarzenie miało też wymiar międzynarodowy – na miejscu obecny był kanadyjski minister energii i zasobów naturalnych, Tim Hodgeson. Wszystko dlatego, że Baltic Power to wspólne megaprzedsięwzięcie polskiego Orlenu i kanadyjskiej firmy Northland Power.
"Dzisiaj na stacji Choczewo Polska przesiadła się do ekspresu pod nazwą: Transformacja Energetyczna. Właśnie w sieci pojawił się pierwszy prąd z wiatru na Bałtyku" – podkreśliła z dumą minister Paulina Hennig-Kloska.
To realizacja zapowiedzi sprzed miesięcy, że Polska będzie produkowała połowę energii z OZE, a farmy wiatrowe na Bałtyku urosną jak na drożdżach.
Kosmiczna skala inwestycji. Turbiny wyższe niż Varso Tower
Żeby uświadomić sobie, z jak potężnym projektem technologicznym mamy do czynienia, warto spojrzeć na liczby, które podczas oficjalnych wystąpień przytoczył premier Donald Tusk. Na morzu stoi już 54 z planowanych 76 turbin, a co warte podkreślenia, każda z nich jest wyższa od najwyższego budynku w całej Unii Europejskiej – warszawskiego wieżowca Varso Tower. Docelowo prąd generowany przez Baltic Power bez problemu zaspokoi potrzeby aż 1,5 miliona gospodarstw domowych. Sam węzeł Choczewo zajmuje obszar aż 25 hektarów, co w przeliczeniu daje powierzchnię ponad 35 boisk piłkarskich.
Jeszcze niedawno pisaliśmy, jak 350-tonowe kolosy i polska stal złożyły się na Baltic Power, który miał ruszyć jeszcze w tym roku – dziś ta zapowiedź stała się faktem.
Baltic Power w liczbach
Zobacz także
Sukces polskich firm i 100 proc. finansowania z KPO
Co niezwykle istotne dla naszej gospodarki, kluczowa stacja przesyłowa w Choczewie została wybudowana terminowo, a przy jej powstaniu pracowały lokalne, pomorskie przedsiębiorstwa. Jak podkreślił prezes PSE Grzegorz Onichimowski, inwestycja ta to podręcznikowy przykład doskonałego wykorzystania środków z Krajowego Planu Odbudowy.
PSE pozyskało fundusze na ten cel w 2025 roku. Kwota ok. 530 milionów złotych z KPO w stu procentach pokryła koszty budowy stacji oraz linii wyprowadzających moc z morza. Warto dodać, że offshore to potężny łańcuch dostaw – jak wyliczaliśmy, gdy okazało się, że energia z wiatru jest tania jak barszcz, polskie firmy mogą zgarnąć z tego tortu nawet 40 procent.
Infrastruktura przyszłości już teraz wzbudza ogromne zainteresowanie globalnego biznesu. Bliskość potężnego i zielonego źródła energii sprawia, że terenami wokół Choczewa mocno interesują się inwestorzy planujący budowę nowoczesnych centrów danych (data centers) oraz wielkich magazynów energii. Rozmach projektu widać też po rynku pracy – niedawno Baltic Power oferował nawet pensje rzędu 40 000 zł miesięcznie.
To dopiero początek bałtyckiej rewolucji
Przełom związany z Baltic Power to zaledwie pierwszy krok polskiego offshore. Równolegle trwają już zaawansowane prace i wizytacje nad kolejnym gigantycznym projektem – farmą Baltica 2, za którą odpowiada grupa PGE. Pisaliśmy o tym: Baltica 2 powstaje jako największy projekt energetyczny na Bałtyku, rozciągając się w pasie od Choczewa aż po Ustkę.
Cała ta morska infrastruktura wymaga zresztą także nowej sieci drogowej na lądzie – jak opisywał naTemat, drogowcy pochwalili się "atomową" drogą, Choczewo staje się energetycznym sercem regionu.
Polska oficjalnie weszła w erę wielkich, niskoemisyjnych projektów OZE, które uniezależnią nas od kaprysów historii i zapewnią suwerenność energetyczną na kolejne dekady. Krajowy system elektroenergetyczny staje się stabilniejszy, bezpieczniejszy i przede wszystkim – znacznie bardziej ekologiczny.






