
Od dawna funkcjonują w Polsce konta bankowe dla dzieci, gdzie rodziny mogą wpłacać środki na śmieszny procent. W USA wprowadzono nowy mechanizm, którego zaadaptowanie w Polsce warto byłoby również rozważyć.
Formalnie nazywa się to 530A, nie mogę oczywiście nie dodać, że promowana nazwa to "Trump Accounts", wprowadzone w ramach ustawy "Jedna Wielka Przepiękna Ustawa". Tak, zupełnie poważnie nazwano to OBBBA – One Big Beautiful Bill Act. Nie trzeba chyba dodawać, czyim pomysłem była ustawa.
Czym jednak są te "Trump Accounts"?
Są to konta oszczędnościowe przeznaczone dla dzieci, na które można wpłacać do 5000 dolarów rocznie. Konto należy do dziecka, a do 18 roku życia mogą nim zarządzać rodzice. Po 18. roku życia staje się tradycyjnym IRA, czyli kontem emerytalnym.
To, co je wyróżnia to to, że środki te mogą być przeznaczane wyłącznie na tanie fundusze indeksowe lub ETF-y, które śledzą szeroki rynek akcyjny, czyli np. S&P 500. Środki te można też, tak, jak środki z kont emerytalnych IRA, przeznaczać na edukację czy kupno pierwszego domu. Dzieci urodzone w okresie 2025-2028 otrzymają od rządu USA 1000 dolarów na konto.
Sama akcja ma na celu włączenie milionów młodych Amerykanów do systemu kapitałowego oraz zwiększyć ilość kapitału na giełdzie. Akcja oczywiście wywołała znaczące sprzeciwy. Pojawiły się głosy rodziców, politycznie nieakceptujących Trumpa, by nie przystępować do programu.
Co jest w tym wyjątkowego?
Głównie to, że włączyli się nią amerykańscy miliarderzy i dziesiątki największych firm.
Michael i Susan Dell, przekazali na ten cel 6,25 miliarda dolarów. Ma to pozwolić na przekazanie na konta 250 dolarów nawet 25 milionom dzieci, z wyłączeniem najbogatszych dzielnic i ośrodków miejskich. Ich inicjatywa obejmuje tylko dzieci urodzone przed 2025, które nie są objęte rządową darowizną.
Gwynne Shotwell, prezes firmy SpaceX, razem z mężem przekazała po jednej akcji SpaceX 2 milionom dzieci. W dniu przekazania był to gest warty ponad 320 milionów dolarów. Głównymi odbiorcami są młodociani w wieku 11-17 lat, z obszarów o niższych dochodach, ze szczególnym uwzględnieniem środkowego Teksasu, gdzie rodzina Shotwellów ma dom.
Wpłaty na konta dzieci swoich pracowników ogłosiło już ponad 50 firm, w tym BlackRock, JPMorgan, Goldman Sachs, IBM, Nvidia, Visa czy Mastercard.
Tylko w pierwszym tygodniu na giełdę trafiło dodatkowe ponad 1,5 miliarda dolarów i to od ludzi, którzy dotychczas z giełdą nie mieli nic wspólnego.
Zobacz także
A jak to wygląda u nas? No, inaczej
Mamy 800+ dla dzieci, mamy też bardzo udane systemy jak IKE/IKZE czy PPK. Samo PPK to dowód na to, że Polacy chcą inwestować. Na koniec czerwca w PPK bierze udział już ponad 4,4 mln osób, a aktywa zbliżają się do 54 miliardów złotych. Jednym z powodów sukcesu jest z pewnością automatyczny zapis do programu.
Od stycznia 2027 dojdzie nam jeszcze jedno narzędzie – Osobiste Konto Inwestycyjne, wzorowany na szwedzkim mechanizm inwestowania bez podatku Belki do 125 000 złotych. Według szacunków ma to na GPW wprowadzić dodatkowe 74 miliardy złotych do 2040 roku.
Brakuje nam jednak mechanizmu, który od urodzenia budowałby wśród kolejnych pokoleń kapitał w czymś innym niż beton, a jednocześnie zasilałby Giełdę Papierów Wartościowych stabilnym, wieloletnim popytem. A przecież nie od dzisiaj toczą się dyskusje nad systemową słabością naszej giełdy. OKI to dobre rozwiązanie, ale jest skierowane do dorosłych. Co więcej, do dorosłych, którzy mają pieniądze. Amerykański mechanizm robi coś zupełnie innego, biorąc na system państwowy obsługę inwestowania.
Czy da się coś takiego zrobić w Polsce?
Co więcej, (niestety) przy liczbie dzieci rodzących się w Polsce, koszt tego byłby dla państwa symboliczny. 1000 złotych dla każdego noworodka to suma rzędu 240 milionów złotych, dosłownie marny promil tego, co przeznaczamy na 800+.
Nie byłby to kolejny program socjalny, więc jako taki powinien być neutralny dla wielu partii, a jednocześnie aktywnie walczyłby ze słabością polskiego kapitału i nadmiernym inwestowaniem w betonowe złoto.
Największy problem jest również największą blokadą. Amerykanie inwestują te środki w S&P 500, czyli w rynek stanowiący około 60 proc. światowej kapitalizacji. Interes państwa i dziecka jest tutaj zbieżny. W Polsce jednak już niekoniecznie.
Inwestowanie w WIG mogłoby nie być tak opłacalne, jak inwestycje na rynku w USA, ale byłoby opłacalne dla państwa. Z kolei, jeśli kierowalibyśmy się interesem dziecka, to należałoby przynajmniej zdywersyfikować kierunki geograficzne, w których inwestujemy.
To już jednak temat, o którym powinni rozmawiać politycy i ekonomiści, a nie publicyści. Mam nadzieję, że do takiej dyskusji przy okazji zbliżających się wyborów, dojdzie.






