
Kiedy w nagłówkach gazet znowu pojawiło się nazwisko Romana Karkosika – tym razem w kontekście budowy potężnej pomnika Matki Boskiej – część ludzi nie za bardzo wiedziała, o kogo chodzi. Ale wielu pamięta jeszcze czas, gdy ten człowiek trząsł całą warszawską giełdą. To idealny moment, by prześwietlić życiorys jednego z najbardziej tajemniczych polskich miliarderów. Opowieść o wzlotach, spektakularnych hossach, bataliach z KNF i ostrożnym uciekaniu z błysku fleszy.
Rynek szybko zapomina o ludziach, którzy kształtowali polski przemysł i giełdę lat dwutysięcznych. Roman Karkosik był dla polskiego parkietu niemal tym, kim dla Wall Street jest Warren Buffett – każda jego decyzja wywoływała inwestycyjną gorączkę. W jego historii widać fascynujący obraz polskiego kapitalizmu: od skupu złomu w Czernikowie, przez Boryszew i Impexmetal, aż po ostry rozwód z warszawskim parkietem.
Spektakularne sukcesy i bolesne kłopoty Romana Karkosika
Roman Karkosik po raz kolejny zdołał zaskoczyć wszystkich. Człowiek, który przez dekady unikał dziennikarzy i chronił swoją prywatność niczym twierdzę, wznosi razem z żoną potężną figurę Matki Bożej. Prześwietlamy sylwetkę inwestora, który przeszedł drogę od małomiasteczkowego barmana do przemysłowego magnata. I zawsze znany był z zamiłowania do strojów albo czarnych, albo ciemnoszarych. Gdyby dodać mu koloratkę, mógłby od dawna uchodzić za miejscowego proboszcza.
W polskim biznesie niewielu jest ludzi, wokół których narosło tyle legend, co wokół Romana Karkosika. Przez lata nazywano go "polskim Warrenem Buffettem" lub "Midasem z Kikoła" – cokolwiek dotknął na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, w ułamku sekundy zamieniało się w złoto, a drobni inwestorzy masowo kupowali akcje jego spółek, wierząc w bezbłędny nos inwestora.
Dziś o Karkosiku znowu jest głośno, ale z zupełnie innego powodu. Wraz z żoną Grażyną, w swoich rodzinnych stronach w powiecie lipnowskim, stawia gigantyczną figurę Matki Boskiej. Dla jednych to dowód osobistej pobożności i zwieńczenie barwnego życia, dla innych – kolejny, nietypowy ruch człowieka, który nigdy nie przejmował się tym, co myślą o nim inni.
Kontrast jest jednak uderzający, bo dokładnie w tym samym czasie ruszyły zwolnienia grupowe w Walcowni Metali Dziedzice, gdzie pracę stracić może 200 osób z 447-osobowej załogi. A to biznes Karkosika.
Jak wyboista była droga inwestora, który zaczynał od prostej budki z piwem, a skończył na zarządzaniu konglomeratem zatrudniającym tysiące ludzi?
Kim jest Roman Karkosik? Od baru i skupu złomu do pierwszych milionów
Roman Karkosik nie pochodzi z zamożnej rodziny i nie zaczynał z wielkim kapitałem. Urodził się w 1951 roku w małym Kikołku na Kujawach. Błyskotliwość i smykałkę do interesów pokazywał od młodych lat. W latach 70. i 80. prowadził bar, bar piwny oraz warsztat samochodowy w Czernikowie.
Prawdziwym przełomem okazał się jednak przełom ustrojowy. Karkosik bardzo szybko zrozumiał, na czym polegać będzie nowa polska rzeczywistość gospodarcza. Zauważył, że rodzący się przemysł potrzebuje surowców i opakowań. Zaczął od skupu złomu oraz metali kolorowych, a wkrótce potem założył firmę "Karina", produkującą butelki z tworzyw sztucznych do napojów.
To właśnie produkcja folii i PET dała mu kapitał, który postanowił zanieść w jedyne miejsce, gdzie w latach 90. robiono naprawdę wielkie majątki – na warszawską giełdę.
Złote lata "Midasa": gdy parkiet pękał w szwach
Na GPW Karkosik zadebiutował w drugiej połowie lat 90., ale jego prawdziwy złoty wiek przypadł na lata 2000–2007. Strategia biznesowa Karkosika była prosta, ale bezlitośnie skuteczna: kupował stare, państwowe, nieefektywne lub podupadające zakłady przemysłowe, przejmował nad nimi kontrolę, ciął koszty, restrukturyzował, a następnie wprowadzał je na szczyty giełdowych wycen.
Boryszew produkował komponenty dla motoryzacji i chemię, Impexmetal stał się gigantem handlu i przetwórstwa metali nieżelaznych (aluminium, miedź). Alchemia zajmowała się przemysłem hutniczym i rurami bez szwów, Hutmen przetwarzał miedź. A dawny zakład garbarski Skotan roztaczał wizję biopaliw. Z tym ostatnim związana jest niezwykle ciekawa historia.
W latach 2005–2006 na giełdzie panowała prawdziwa "Karkosikomania". Gdy inwestor ogłosił, że należąca do niego spółka Skotan zajmie się produkcją biopaliw, kurs jej akcji w ciągu kilkunastu miesięcy skoczył o... kilka tysięcy procent. Podobnie było z Alchemią czy Krezusem. Każdy komunikat z nazwiskiem Karkosika powodował, że inwestorzy detaliczni pędzili do biur maklerskich.
Sam biznesmen po latach przyznawał, że to właśnie Skotan był jego największą wpadką. W zestawieniu, w którym radził, że trzeba parę razy zbankrutować i finansowo się wyzerować, opisaliśmy 5 błędów popełnionych w biznesie przez najbogatszych Polaków.
W szczytowym momencie majątek Karkosika szacowano na ponad 3–5 miliardów złotych, co regularnie dawało mu miejsce w ścisłej czołówce najbogatszych Polaków według magazynu "Forbes".
Życie w cieniu. Miliarder, który uciekał przed mediami
Mimo gigantycznego majątku Roman Karkosik zawsze różnił się od innych polskich oligarchów. Nie pojawiał się na bankietach, nie udzielał wywiadów telewizyjnych, nie kupował klubów piłkarskich i nie brylował w Warszawie. Największego publicznego zangażowania dokonał w żużlu: sponsorował toruński klub. Uratował go przed upadkiem, potem podjął kilka dziwnych decyzji i finalnie go sprzedał.
Przez całe życie pozostał wierny rodzinnym Kujawom. Zamieszkał w pałacu w Kikołku, gdzie stworzył swoją prywatną twierdzę. Zarządzał wielkimi fabrykami z zacisza gabinetu, komunikując się ze swoimi menedżerami telefonicznie. Osoby z jego otoczenia opowiadały, że potrafił z pamięci cytować dane finansowe z raportów swoich spółek i osobiście kontrolować ceny złomu czy miedzi na światowych giełdach.
"Nie potrzebuję braw i oklasków. Mnie interesują wyniki finansowe i to, czy fabryka zarabia pieniądze" – miał mawiać w rzadkich wypowiedziach dla prasy branżowej.
Zobacz także
Kontrowersje, KNF i wielki wyrok za manipulacje
Jednak historia Karkosika to nie tylko pasmo sukcesów. Im wyżej rosły kursy jego spółek, tym bardziej nieufnie patrzył na niego regulator – Komisja Nadzoru Finansowego (KNF).
Wobec Karkosika i jego żony wysuwano liczne zarzuty dotyczące wykorzystywania poufnych informacji (insider trading) oraz manipulowania kursami akcji. Najgłośniejsza batalia prawna dotyczyła transakcji na akcjach spółki Krezus oraz Boryszew. Gdy sprawa nabierała rozpędu, pisaliśmy, że kilkadziesiąt przekrętów w ciągu roku i zarzuty postawione jednemu z najbogatszych Polaków to ledwie początek.
Prokuratura zarzucała małżeństwu, że poprzez tzw. transakcje crossowe (składanie zleceń kupna i sprzedaży między powiązanymi rachunkami) sztucznie podbijali kurs akcji, wprowadzając rynek w błąd. Po latach sądowych batalii w 2017 i 2018 roku zapadały wyroki – w niektórych sprawach sąd nakładał na miliardera i jego małżonkę kary finansowe oraz wyroki w zawieszeniu. Karkosik nieustannie twierdził, że jest niewinny, a działania KNF i prokuratury nazywał "nagonką" na polski kapitał.
Do tego dochodziły kontrowersje społeczne – restrukturyzacje w kupowanych zakładach (np. likwidacja wrocławskiego Hutmenu czy zwalnianie grupowo pracowników) wywoływały liczne protesty związków zawodowych.
Rozwód z giełdą i wielkie wycofanie
Frustracja Karkosika spowodowana działaniami KNF, rosnącą biurokracją unijną oraz – w jego ocenie – brakiem zrozumienia ze strony akcjonariuszy, doprowadziła do przełomowej decyzji. W okolicach 2018–2020 roku biznesmen postanowił powiedzieć polskiej giełdzie "do widzenia".
Karkosik zaczął sukcesywnie skupować akcje od drobnych akcjonariuszy i wycofywać swoje flagowe spółki z obrotu publicznego (tzw. delisting). Z GPW zniknął Boryszew, Impexmetal czy Alchemia. Miliarder uznał, że bycie na giełdzie przestało opłacać się dojrzałemu biznesowi, a koszty spełniania wymogów informacyjnych przewyższają korzyści z pozyskiwania kapitału.
Finałowy akt: sacrum w rodzinnych stronach
Dziś Roman Karkosik jest biznesowym emerytem, choć wciąż pociąga za sznurki w swoich prywatnych podmiotach. W ostatnich latach skupia się na zarządzaniu majątkiem rodzinnym, sprawach rolnych i działaniach lokalnych.
Najnowszym rozdziałem w jego życiorysie jest budowa potężnej, kilkudziesięciometrowej figury Matki Bożej w rodzinnym Konotopiu koło Kikoła. Będzie to jeden z największych obiektów sakralnych tego typu na świecie. Matka Boska wysoka na 55 metrów przewyższy zarówno Chrystusa ze Świebodzina, jak i figurę z Rio de Janeiro.
Budowa finansowana z prywatnych środków małżeństwa Karkosików budzi ogromne zainteresowanie mediów i mieszkańców. Wokół inwestycji wyrósł już lokalny biznes – opisywaliśmy, jak dzięki inwestycji w największy pomnik Maryi i menu pielgrzyma Konotopie zarabia na turystach, a hotele szykują specjalne oferty na sierpniową konsekrację.
Dla jednych to dowód na to, że pod koniec drogi biznesowej człowiek szuka spraw o wiele ważniejszych niż kursy akcji na ekranie monitora. Dla innych – podsumowanie nietuzinkowego, pełnego sprzeczności charakteru człowieka, który zaczynał od zbierania miedzianych drutów, a stworzył przemysłową potęgę.






