
Czy Morze Bałtyckie stoi przed jednym z największych ekologicznych wyzwań ostatnich lat? Do wód coraz śmielej wkracza inwazyjny żebropław Mnemiopsis leidyi, nazywany "Morskim kanibalem". Nie atakuje ludzi, ale jego ekspansja może poważnie zachwiać ekosystemem Bałtyku. Błyskawicznie się rozmnaża i korzysta z warunków, które z roku na rok stają się dla niego coraz bardziej sprzyjające.
"Morski kanibal" rozprzestrzenia się w Morzu Bałtyckim od blisko dwóch dekad, jednak obecnie jego populacja rośnie wyjątkowo szybko. Gatunek pochodzi z Ameryki Północnej i do Europy trafił wraz z wodami balastowymi statków. Dziś stanowi realne zagrożenie dla zasobów rybnych w Morzu Bałtyckim. Problem dotyczy naszej przyrody, ale też rybołówstwa i osób wypoczywających nad morzem, które mogą natknąć się na śluzowate skupiska tych bezkręgowców.
"Morski kanibal" znalazł idealne miejsce do życia. W Morzu Bałtyckim rozmnaża się błyskawicznie
Pierwsze osobniki Mnemiopsis leidyi potwierdzono w Morzu Bałtyckim w 2006 roku. Inwazyjne bezkręgowce przedostały się do Europy jako nieproszeni pasażerowie w zbiornikach balastowych statków. Od tamtej pory zaczęły pojawiać się w kolejnych akwenach, a Bałtyk okazał się miejscem sprzyjającym ich rozwojowi.
Dodatkowym problemem jest spadająca zawartość tlenu w wodzie oraz brak naturalnych drapieżników. Takie warunki sprawiają, że żebropławy rozmnażają się bardzo szybko. W Morzu Czarnym ich biomasa osiągnęła nawet miliard ton. Ten gatunek dynamicznie potrafi zwiększać swoją liczebność, jeśli nic nie ogranicza jego ekspansji.
Zobacz także
"Morski kanibal" niszczy naturalną równowagę Bałtyku. Jego apetyt może zachwiać całym ekosystemem
Największe zagrożenie nie wynika z samej obecności żebropławów. Wynika z ich sposobu odżywiania. Pożerają małe skorupiaki, które są pokarmem wielu rodzimych gatunków ryb. Dodatkowo zjadają ich ikrę. Szczególnie narażone są śledzie, szproty oraz sardele, których kolejne pokolenia mogą nie doczekać dorosłości.
Mnemiopsis leidyi przyczynia się również do powstawania obszarów o bardzo niskiej zawartości tlenu. W takich miejscach roślinność zamiera, a ryby mają coraz trudniejsze warunki do przetrwania. W efekcie zagrożenie w Morzu Bałtyckim obejmuje nie tylko pojedyncze gatunki, ale cały morski ekosystem.
"Morski kanibal" nie parzy i nie gryzie. Jego obecność skutecznie odstrasza od kąpieli w Morzu Bałtyckim
Może "Morski kanibal" brzmi groźnie, ale żebropław nie stanowi niebezpieczeństwa dla człowieka. Nie posiada komórek parzących i nie jest prawdziwą meduzą. W okresie letnim uwalnia jednak ogromne ilości komórek rozrodczych, przez co w wodzie pojawia się lepka, śluzowata maź. Taki widok skutecznie zniechęca do kąpieli.
Najwięcej takich przypadków odnotowano w tym sezonie na duńskim wybrzeżu Morza Bałtyckiego, gdzie turyści skarżyli się na pogorszenie warunków wypoczynku. Jeśli ekspansja żebropławów będzie postępować w obecnym tempie, podobne zjawiska mogą coraz częściej pojawiać się również w innych częściach Bałtyku. To kolejne wyzwanie dla przyrody i osób planujących wakacje nad morzem.
Czy uważasz, że ekspansja "Morskiego Kanibala" powinna być objęta stałym monitoringiem w Morzu Bałtyckim?
4 odpowiedzi






