
Każdy, kto choć raz jechał śląskim odcinkiem autostrady A1 między Pyrzowicami a Piekarami Śląskimi, wie, o czym mowa. Zamiast płynnej jazdy europejską trasą – podskoki, choroba morska i znaki ograniczające prędkość do 80 km/h. Słynne "fale Dunaju" wreszcie trafiają pod frezarki. GDDKiA rozpoczęła kompleksową naprawę pofałdowanej nawierzchni, która pochłonie setki milionów złotych.
Kosztowała 1,5 miliarda złotych, a chwilę po oddaniu do użytku zaczęła falować tak, jakby leżała na ruchomych piaskach. Po latach badań geologicznych, tymczasowych łatek i ciągłych utrudnień, drogowcy weszli na pofałdowany odcinek autostrady A1. Pierwsze 3 kilometry idą do rozbiórki, a kierowców czekają długie miesiące jazdy po jednym pasie.
Urwiesz zawieszenie. No chyba, że zwolnisz do 80 km/h
Każdy kierowca, który choć raz podróżował śląskim odcinkiem autostrady A1 pomiędzy Pyrzowicami a Piekarami Śląskimi, doskonale zna to uczucie. Wjeżdżasz na nowocześnie wyglądającą trasę, wrzucasz wyższy bieg, po czym auto zaczyna rytmicznie podskakiwać, a pasażerowie z tyłu zaczynają narzekać na nudności.
To tzw. "fale Dunaju" – ponury symbol polskiego budownictwa drogowego i jedna z najbardziej irytujących skaz na mapie naszych autostrad. Przez silne pofałdowanie nawierzchni, na trasie mającej w założeniu służyć do szybkiego i bezpiecznego podróżowania, drogowcy musieli wprowadzić ograniczenia prędkości do 110 km/h, a w najbardziej niebezpiecznych miejscach nawet do 80 km/h.
W czwartek ten drogowy koszmar wreszcie zaczął przechodzić do historii. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) poinformowała o rozpoczęciu prac remontowych na pierwszym fragmencie pofałdowanej trasy. O tym, że słynne "fale Dunaju" na autostradzie A1 wreszcie idą do rozbiórki, było wiadomo od lipca – dopiero teraz jednak drogowcy fizycznie weszli na budowę.
Pierwszy etap remontu A1. 3 kilometry i ruch po jednym pasie
Cały feralny, 16-kilometrowy odcinek A1 podzielono na 13 osobnych zadań remontowych. Dzielenie inwestycji na mniejsze kawałki wynika ze stopnia uszkodzeń, skomplikowanej logistyki oraz dostępnych środków finansowych. Zapowiadany od czerwca remont na autostradzie A1 zaczyna się więc od najbardziej zdeformowanego fragmentu.
Jako pierwszy pod młot poszedł 3-kilometrowy odcinek jezdni w kierunku Gliwic. Prace rozpoczynają się około 150 metrów za wiaduktem nad ul. Tadeusza Kościuszki w Siemoni, a kończą na wysokości Miejsca Obsługi Podróżnych (MOP) Dobieszowice Zachód. To pewne zaskoczenie, bo poprzednie komunikaty drogowców mówiły, że najpierw zajmą się nitką autostrady, wiodącą w przeciwnym kierunku. W ogólnym rozrachunku zmienia to niewiele: i tak będzie wąsko i wolno.
Utrudnienia dla kierowców
Dla kierowców oznacza to spory test cierpliwości:
Prace na tym pierwszym, 3-kilometrowym fragmencie mają potrwać do końca sierpnia 2027 roku, a ich koszt to 36,3 mln zł. Zakres jest ogromny: od kompleksowej wymiany zdeformowanej podbudowy i nawierzchni, przez remont przepustów i obiektów inżynierskich, aż po naprawę odwodnienia i ekranów akustycznych.
Zobacz także
1,5 miliarda na start, 700 milionów na poprawki
Skąd w ogóle wzięły się "fale Dunaju"? Feralny, 16-kilometrowy fragment A1 wraz z Węzłem Pyrzowice wybudowano w latach 2009–2012 za gigantyczną kwotę 1,5 miliarda złotych. Niedługo po oddaniu trasy do użytku nawierzchnia zaczęła gwałtownie falować. Powodem były reakcje chemiczne i pęcznienie materiałów użytych do podbudowy drogi (m.in. niesortowanych żużli i łupków).
W okresie gwarancyjnym wykonawca próbował ratować sytuację doraźnymi szlifowaniami i nakładkami. Kiedy gwarancja wygasła, pałeczkę przejęła GDDKiA, ograniczając się do ścinania największych garbów. W 2021 roku podjęto wreszcie decyzję o wykonaniu głębokich odwiertów geologicznych, a dwa lata później zamówiono kompleksową ekspertyzę wraz z projektem naprawczym – wtedy ruszył papierowy remont pofalowanego odcinka A1 i S1, za który biuro projektowe dostało ponad 9,5 mln zł.
Szacuje się, że całkowity koszt doprowadzenia 16 kilometrów autostrady A1 do porządku pochłonie nawet 700 milionów złotych. To gorzki bilans dla trasy, o której pisaliśmy, że autostrada A1 ukończona po 34 latach miała być wizytówką polskiego drogownictwa.
Co dalej ze śląską A1?
Drogowcy nie zwalniają tempa. Równolegle trwa przetarg na remont kolejnego odcinka o długości 1,7 km w rejonie Węzła Pyrzowice (łączącego A1 z drogą ekspresową S1). Prace obejmą tam obie jezdnie oraz łącznice węzła, a termin składania ofert wyznaczono na 15 września 2026 roku.
Śląsk czeka też inna drogowa rewolucja – bezpłatna A4 Katowice-Kraków, która po wygaśnięciu koncesji Stalexportu w 2027 roku wróci pod zarząd państwa.
Docelowym inwestycyjnym priorytetem jest przywrócenie autostradzie A1 pełnej nośności, idealnej równości oraz zagwarantowanie, że po zakończeniu prac nawierzchnia wytrzyma bez niechcianych fal co najmniej 30 lat. Kierowcom pozostaje uzbroić się w cierpliwość na zwężeniach – stawka w postaci jazdy po idealnie prostej nawierzchni jest tego warta.






