
Mięso z szynki połączone z dużymi kawałkami wątróbki, mniej niż 5 proc. tłuszczu i dym z drewna owocowego. "Kiełbasa pradziada z Dukli" trafiła do prestiżowego unijnego rejestru Chronionych Oznaczeń Geograficznych (ChOG). To już 51. polski produkt tradycyjny, którego nazwa jest od teraz chroniona na terenie całej Unii Europejskiej.
Wielokulturowa tradycja masarska z powiatu krośnieńskiego została doceniona na najwyższym szczeblu w Brukseli. Komisja Europejska podjęła decyzję o przyznaniu "kiełbasie pradziada z Dukli" statusu produktu chronionego. Od teraz żaden producent spoza gminy Dukla nie ma prawa do używania tej nazwy. Wyjaśniamy, co stoi za sukcesem tej niezwykłej wędliny.
"Kiełbasa pradziada z Dukli" dołącza do kulinarnej elity ChOG
Dołączyła do oscypka, rogali świętomarcińskich i bryndzy podhalańskiej. Receptura przekazywana w Dukli z pokolenia na pokolenie zyskała ochronę prawną w 27 krajach Wspólnoty. Unikalne połączenie wieprzowiny rasy puławskiej z wątróbką i dymem owocowym okazało się kulinarnym strzałem w dziesiątkę.
Polskie dziedzictwo kulinarne odniosło kolejny duży sukces na forum europejskim. Komisja Europejska oficjalnie wpisała "kiełbasę pradziada z Dukli" do rejestru Chronionych Oznaczeń Geograficznych (ChOG). Tym samym tradycyjny specjał z Podkarpacia stał się 51. polskim produktem objętym unijnym systemem ochrony jakości.
Decyzja Brukseli oznacza, że nazwa wędliny podlega ścisłej ochronie prawnej we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej. Żaden producent nie może sprzedawać wędliny pod tą nazwą, jeśli nie spełnia wyśrubowanych kryteriów i nie prowadzi produkcji bezpośrednio na terenie gminy Dukla w powiecie krośnieńskim. Tam też najłatwiej ją kupić, bywa też w sklepach z wędlinami najwyższej jakości.
– Rejestracja "kiełbasy pradziada z Dukli" to dowód na to, że lokalne receptury i tradycyjne metody produkcji mają dziś nie tylko wartość kulturową, ale także gospodarczą. Unijne systemy jakości pozwalają chronić regionalne dziedzictwo, wzmacniają pozycję producentów i pomagają promować polską żywność na rynkach krajowych oraz zagranicznych – skomentował minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski.
Droga do unijnego rejestru rzadko bywa prosta. Świeżym przykładem jest polska gęś owsiana, o której pisaliśmy, że Niemcy mówią jej "nein" i blokują jej certyfikat. Wcześniej Polska musiała stoczyć podobne batalie o oscypka ze Słowacją oraz o kabanosy z Niemcami i Czechami.
Co decyduje o wyjątkowości "kiełbasy pradziada"?
Specjał z Dukli wyraźnie wyróżnia się na tle masowo wytwarzanych wędlin dostępnych na sklepowych półkach. O jej unikalnym charakterze decyduje kilka kluczowych czynników:
Sposób przygotowania – od czasu mieszania farszu po sekwencję wędzenia – opiera się na wiedzy przekazywanej w dukielskich domach i masarniach z pokolenia na pokolenie. Polskie wędliny zresztą od lat zbierają laury: polska kiełbasa najlepsza w Europie pokonała w rankingu Taste Atlas 63 konkurentów z Europy Środkowej.
Zobacz także
Sukces po latach starań lokalnych masarzy
Przyznanie statusu ChOG to finał wieloletniej pracy lokalnych masarzy i stowarzyszeń z gminy Dukla, którzy musieli szczegółowo udokumentować historyczny rodowód produktu oraz jego bezpośredni związek z mikroklimatem i tradycją regionu.
Unijny certyfikat ułatwia konsumentom szybkie rozpoznanie żywności najwyższej jakości. Daje też pewność, że kupując "kiełbasę pradziada z Dukli", płacimy za prawdziwy, autentyczny wyrób rzemieślniczy z Podkarpacia, a nie przemysłową imitację.
Ochrona nazwy nabiera znaczenia tym większego, że rynek podrobionej polskiej żywności rośnie. Głośnym przykładem są podróbki polskiego masła sprzedawane na kijowskich bazarach, gdzie w laboratorium wykryto tłuszcze trans zamiast nabiału. Krajowi konsumenci coraz uważniej patrzą też na to, kto naprawdę stoi za etykietą "rzemieślnicze" – pokazała to sprawa, w której Książulo i Wędliny z Jedliny w centrum dramy na YouTube doprowadzili do zainteresowania UOKiK strukturą produkcji marki.
Chronione oznaczenie to nie tylko prestiż, ale i pieniądze
ChOG bywa wprost narzędziem ekspansji eksportowej. Widać to na przykładzie jabłek grójeckich, dzięki którym rolnik z Grójca łatwo nie da się Mercosurowi – chroniona nazwa otwiera drzwi do unijnych funduszy promocyjnych i do rynków, na które trudno wejść bez certyfikatu.






