
Jedna recenzja Książula, cztery punkty na dziesięć i internet zagotował się szybciej niż rosół w niedzielę. Przez YouTube i Tik-Tok przetacza się burza wokół marki Wędliny z Jędliny. Algorytmy mieliły temat szybciej niż ChatGPT odpowiada na pytania o skład kiełbasy. Teraz do kuchni zagląda już nie tylko foodie, ale regulator rynku. Kontrola UOKiK może okazać się znacznie bardziej wyrazista niż smak samych wędlin.
Spór między Książulem a firmą Wędliny z Jedliny przestał być wyłącznie internetową dramą. To już nie tylko viral z YouTube i komentarze analizowane jak scenariusz nowego serialu z Millie Bobby Brown, lecz realna sprawa z potencjalnymi konsekwencjami prawnymi.
Po zainicjowanej przez Książula dyskusji o tym, kto naprawdę produkuje towar sprzedawany przez rzemieślnicze Wędliny z Jedliny, a potem odwetowych zarzutach o bycie "opłacanym influencerem", na socjalki wjechał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Państwowa instytucja pochyli się nad rzemieślniczym charakterem działalności firmy oraz jej strukturą.
Wędliny z Jedliny. Skala rzemiosła ma znaczenie
W mediach społecznościowych marka Wędliny z Jedliny, której szefuje Weronika Marta Boroń, buduje wizerunek małej, rodzinnej manufaktury. Opowieść o babci, licealnych kiełbaskach taty i tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie działała jak dobrze dobrana przyprawa w czasach, gdy konsumenci sprawdzają etykiety dokładniej niż prognozę pogody. Problem w tym, że według publicznie dostępnych informacji produkcja towaru ma odbywać się w całkiem sporych Zakładach Mięsnych Boroń.
Zakłady Mięsne Boroń to nie garażowa wędzarnia z romantycznym dymem unoszącym się nad podwórkiem. To przedsiębiorstwo z siecią dziesięciu sklepów i kilkudziesięcioma pracownikami. Prezesem jest Marcin Adam Boroń, czyli ojciec właścicielki "rzemieślniczej" firmy.
Chcieliśmy dowiedzieć się co państwo Boroń sądzą o zamieszaniu wokół firmy, ale do momentu publikacji tego materiału żadne z nich nie odpowiedziało na pytania InnPoland. Jeśli Wędliny z Jedliny są formalnie odrębną marką, ale produkcja odbywa się w większym zakładzie należącym do rodziny właścicielki, to pojawia się ważne pytanie. Czy komunikacja marketingowa mogła wprowadzać konsumentów w błąd co do skali i charakteru działalności?
Zobacz także
UOKiK sprawdzi Wędliny z Jedliny po recenzji Książula. Chodzi o zbiorowy interes konsumentów
UOKiK nie zajmuje się przepychankami między influencerem a firmą. Interesuje go inna rzecz: sprawdzi, czy klienci firmy nie byli wprowadzani w błąd. Jeśli urząd uzna, że komunikaty o "rzemieślniczej produkcji" nie oddają realiów organizacyjnych i produkcyjnych marki Wędliny z Jedliny, może wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów.
W najpoważniejszym dla firmy scenariuszu kara może sięgnąć nawet 10 proc. jej rocznego obrotu. Urząd może też nakazać zmianę sposobu komunikacji, publikację oświadczenia czy korektę przekazów marketingowych. Dla młodej marki nawet większym ciosem niż sama kara finansowa może być jednak utrata zaufania klientów.
Zakłady Mięsne Boroń pod lupą UOKiK
Zakłady Mięsne Boroń funkcjonują jako większy podmiot z ugruntowaną pozycją na rynku lokalnym. Jeśli Wędliny z Jedliny korzystają z ich zaplecza produkcyjnego, surowcowego i technologicznego, UOKiK może badać, czy komunikacja marki nie budowała obrazu innej skali działalności niż faktyczna.
Dla konsumenta różnica między "własnoręcznie wytwarzam" a "zlecam produkcję w rodzinnym zakładzie" może być subtelna, ale prawnie jest znacząca. W świecie internetu jeden film Książula potrafi wywołać efekt domina, a dokumenty i struktura własności są bardziej bezwzględne niż komentarze pod viralem na YouTube czy Tik-Toku. Piłeczka jest po stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
