znak zakaz kąpieli na tle tatrzańskiego jeziora
Najdroższa kąpiel w życiu. Chwila orzeźwienia w górach kosztowała fortunę Fot. sanzios / Shutterstock / BadziolTV / Pixabay / Montaż: InnPoland.pl

Żar z nieba, podejście pod górę i czysta, chłodna woda tuż obok szlaku. Pokusa bywa ogromna, ale skok "na bombę" w Tatrach może skończyć się finansowym nokautem. Przekonali się o tym dwaj turyści nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, którzy za chwilę ochłody zapłacili 1400 zł. Wyjaśniamy, jak działają strażnicy i jakich kar można się spodziewać po obu stronach granicy.

REKLAMA

Wysokie temperatury sprawiają, że tatrzańskie jeziora zaczynają przypominać miejskie kąpieliska. Tyle że zamiast ratowników czekają tam strażnicy parku z bloczkami mandatowymi. TPN oraz słowacki TANAP zaostrzają kontrole i karzą za schodzenie ze szlaku i moczenie nóg. Sprawdź, dlaczego wchodzenie do tatrzańskich potoków jest kategorycznie zakazane i ile kosztuje chwila lekkomyślności.

700 zł za skok do wody i groźba 5 tysięcy w sądzie

Wielu odwiedzających góry wciąż traktuje tatrzańskie stawy jak bezpłatny basen. Rzeczywistość urzędowa bywa jednak brutalna. Straż Parku Narodowego przypomina, że za złamanie zakazu kąpieli i zejście ze ścieżki naliczane są podwójne kary. Pokaźne kwoty grożą m.in. nad Morskim Okiem, a na Słowacji mandaty przelicza się w euro.

W letnie dni scenariusz powtarza się nader często: zmęczeni turyści zdejmują buty, podwijają nogawki, a niektórzy bez namysłu skaczą do wody w koszulkach i spodenkach. Nie pomaga fakt, że rekordowe upały i susza w Polsce mają swój koszt i poniesiemy go wszyscy – w tym roku fala afrykańskiego żaru wypchnęła w góry tłumy szukające ochłody za wszelką cenę.

Dla dwóch piechurów, którzy postanowili schłodzić się w Czarnym Stawie Gąsienicowym, ta chwila beztroski okazała się jednak najdroższym pluskaniem w życiu. Mężczyźni zeszli ze znaczonej ścieżki i zanurzyli się w stawie. Zostali przyłapani przez patrol Straży Parku. Wynik? Służby potraktowały ich zachowanie jako zbieg dwóch osobnych złamań prawa i wystawiły dwa mandaty – po 700 złotych na głowę. Łączny rachunek za kilka minut w wodzie wyniósł 1400 zł.

Dlaczego cennik tak szybko rośnie?

Tatrzański Park Narodowy podkreśla: polskie stawy, potoki i siklawy nie są i nigdy nie będą kąpieliskami. Strażnicy patrolujący rejon Morskiego Oka, Doliny Pięciu Stawów czy Czarnego Stawu reagują na łamanie regulaminu z pełną surowością.

Przepisy są skonstruowane tak, że sama próba zamoczenia nóg w zbiorniku wodnym na terenie parku narodowego grozi mandatem w wysokości do 500 zł. Jeśli jednak turysta, by dostać się do wody, musi złamać kolejny zakaz i zboczyć z wyznaczonej ścieżki, strażnik kwalifikuje to jako zbieg wykroczeń. Wtedy kwota na bloczku rośnie automatycznie do 1000 zł.

To jednak nie jest najwyższy wymiar kary. Jeśli sprawca odmówi przyjęcia mandatu lub jego zachowanie zostanie uznane za wyjątkowo szkodliwe dla przyrody, Straż Parku kieruje wniosek o ukaranie do sądu rejonowego. A tam sędzia może nałożyć grzywnę sięgającą nawet 5000 złotych.

Zaostrzanie kursu widać też przy innych przewinieniach. Po sylwestrowych incydentach z pirotechniką pojawiły się sygnały, że park zamknie Tatry nocą, bo głupota turystów przekroczyła punkt krytyczny – rozważany jest całoroczny zakaz poruszania się po szlakach po zmroku.

Dlaczego TPN i TANAP tak pilnują akwenów?

Wielu turystów zadaje pytanie: "Co złego w tym, że zamoczę stopy w czystej wodzie?". Z punktu widzenia biologii i ekologii – bardzo dużo.

  • Zanieczyszczenia chemiczne: na ciele i ubraniach turystów znajdują się kremy z filtrem UV, środki na owady, antyperspiranty oraz pot. Wprowadzane do sterylnego, wysokoalpejskiego środowiska substancje chemiczne rozpuszczają się w wodzie, działając toksycznie na drobnoustroje i skorupiaki.
  • Niszczenie unikalnych siedlisk: tatrzańskie stawy to zamknięte, niezwykle wrażliwe ekosystemy, będące domem dla rzadkich gatunków fauny i flory. Poruszenie osadów dennych i wydeptywanie roślin przy brzegach prowadzi do nieodwracalnych zmian w strukturze zbiornika.
  • Płoszenie fauny: dzikie zwierzęta i ptaki traktują stawy jako jedyne źródło czystej wody pitnej. Obecność głośno zachowujących się i pływających ludzi odcina zwierzęta od wodopoju.
  • Na Słowacji jest drożej. Do 300 euro na miejscu, 3 tysiące w sądzie

    Osoby, które wybierają się na wycieczkę w Tatry Słowackie, również muszą się pilnować. Słowacki odpowiednik TPN – park TANAP – na polecenie tamtejszego ministerstwa środowiska drastycznie zwiększył liczbę kontroli i patroli w rejonie górskich zbiorników.

    Na Słowacji za złamanie przepisów o ochronie przyrody strażnik może wystawić na miejscu mandat w wysokości do 300 euro (ponad 1250 zł). Jeśli sprawa trafi do oficjalnego postępowania administracyjnego lub sądowego, kara za niszczenie chronionych siedlisk może przekroczyć 3000 euro.

    O tym, że zaczynają się kontrole w Tatrach i możesz zapłacić nawet 200 euro, słowackie służby ostrzegały już wcześniej – od tego czasu widełki mandatów tylko poszły w górę.

    Internet nie wybacza. Nagrania trafiają do służb

    Przedstawiciele TPN przyznają, że przy milionach odwiedzających rocznie nie są w stanie postawić strażnika przy każdym stawie. Pomagają im jednak... sami turyści.

    Osoby łamiące zakazy są coraz częściej nagrywane przez świadków, a materiały wideo trafiają bezpośrednio do sieci lub są przesyłane policji i służbom parkowym jako dowód w sprawie. Nie jest to nowe zjawisko – już wcześniej pisaliśmy, że w Tatrach ścigają przez zdjęcia na Facebooku i są już pierwsi ukarani.

    Gdzie legalnie schłodzić się pod Tatrami?

    Szukając ochłody w upalne dni, góry warto podziwiać z perspektywy szlaku, a strój kąpielowy i ręcznik zostawić na legalne kąpieliska, termy lub baseny u podnóża Tatr. Pozwoli to zaoszczędzić nerwów, zadbać o cenny ekosystem i uniknąć wydatku, który zepsuje każdy urlopowy budżet. Warto też śledzić prognozy, bo powrót upałów już pewny, a nowa prognoza na sierpień wyklucza przyjemne lato – patrole nad stawami z pewnością nie odpuszczą.